• Relacji z podrózy: 17305
  • Zdjęć: 122762
  • Podróżników: 28284
  • Porad: 18790
  • Postów: 112579
  • Tematów: 10281

Trekking w Atlasie Wysokim

markowy Wyświetlono: 2723 razy 2004-12-08 23:45:14
  Ocena:2.48 (93 głosów)


Głównym celem wypraw w rejon Atlasu Wysokiego jest zdobycie Jebel Toubkal. Wyprawy te mają często podobny scenariusz - zdobycie szczytu i szybki przejazd do Marakeszu. Nie jest to złe rozwiązanie, ale w ten sposób omija się to, co naprawdę ciekawe...
Jednym z bardziej popularnych celów wypraw do Atlasu Wysokiego jest zdobycie Jebel Toubkal. Większość z tych wypraw ma podobny scenariusz - zdobycie szczytu, a potem szybki przejazd do Marakeszu. Nie jest to złe rozwiązanie, ale w ten sposób omija się to, co naprawdę ciekawe: rozległe doliny, berberyjskie wioski, dzikie szczyty wznoszące się ponad 3000m. Żeby to wszystko zobaczyć, wystarczy tylko zejść nieco z utartego szlaku i poświęcić kilka dni na trekking po rejonie Atlasu Wysokiego.

Z planem kilkudniowego trekkingu, przybyłem wraz z grupą znajomych w góry Atlasu na przełomie kwietnia i maja 2004 roku. Taki wybór terminu miał swoje dwie strony: dobrą i złą. Dobra to taka, że w tym czasie w górach rozpoczęła się wiosna. Stoki pokryte były soczystą zielenią, natomiast upał który latem jest nie do zniesienia, teraz jeszcze nie doskwierał. Złą stroną było to, że na wysokości ponad 3000 metrów wciąż panowała zima, a co za tym idzie wybór trasy prowadzącej przez takie rejony wymaga sprzętu zimowego.

Pierwotnie nasza trasa była zaplanowana przez granie i doliny na poziomie 3000 m, jako pięciodniowa "pętla" wokół Jabel Toubkala. Miała prowadzić z Imlil, przez wioski Tachedirt, Amsuzert, i zakończyć się zdobyciem szczytu. Jej smaczki to noclegi w pasterskich szałasach (azib) na wysokościach powyżej 2700, przejście przez przełęcze powyżej 3000 m, kąpiel w górskim jeziorze, no i grand finale czyli zdobycie najwyższego szczytu Atlasu. Po przybyciu na miejsce, plan ten musiał zostać zweryfikowany. Po kilku rozmowach z miejscowymi przewodnikami usłyszałem dużo sprzecznych opinii co do trudności tej trasy, ale co do dwóch jej odcinków, wszyscy byli zgodni. Otóż podejścia na przełęcze Tizi n'Likemt i Tizi n'Wanums o tej porze wymagają użycia raków. Nasza ekipa była przygotowana na lekkie wejścia, bez raków i czekanów. No i nocleg w śniegu też raczej nie wchodził w grę.

W takich chwilach, kiedy trzeba dokonać wyboru mającego wpływ na dalszy przebieg wyprawy, przez głowę przebiega tysiące myśli. Wszystkie one jednak sprowadzają się do jednego, zawsze tego samego pytania: ryzykować czy nie? Zaryzykować i próbować się przebić przez trudniejsze odcinki, czy jednak odpuścić... W podjęciu decyzji pomogła informacja, o grupie Czechów, którzy dwa dni wcześniej wycofali się z podejścia pod Tizi n'Likemt. Zatem koniec rozważań - tym razem zwyciężył rozsądek. Może gdybyśmy przyjechali tu miesiąc później, w połowie maja, była by szansa. Jednak teraz nie pozostało nic innego, jak zastosować słynny manewr taktyczny, zwany "planem B".
Strona:  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:
MarokoWybierz obszar który Cię interesuje

MarokoChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju