Z cyklu "Travel & Adventure": Rumunia i Mołdowa
negaido Wyświetlono: 329 razy 2009-10-04 19:20:12![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.90 (105 głosów) |
PATRZĘ TU, PATRZĘ TAM
(dikchaw daj, dikchaw doj)
Patrzę tu, patrzę tam
wszystko się chwieje! Śmieje się świat!
Gwiazd zatrzęsienie nocą!
Gadają, mrugają, migocą.
Gwiazdy! Kto je rozumie,
ten nocą nie chce zasnąć,
na Mleczną Drogę spogląda jasną,
wie, że to droga szczęśliwa
że w dobre strony przyzywa.
Patrzę tu, patrzę tam
jak się księżyc myje w ciepłych wodach,
niby w strumieniu pod lasem
Cyganeczka młoda.
Cóż to się dzieje
Wszystko się chwieje.
To świat się śmieje.
wiersz autorstwa PAPUSZY
W końcu przyszedł ten dzień:D Po kilku miesiącach orientowania się w temacie, czytania relacji i zapoznawania się z różnymi możliwościami nadszedł czas wyjazdu do Rumunii i Mołdowy. Przed godziną osiemnastą stawiłem się na dworcu Łódź Kaliska. Pojawili się tam także Aneta i Mayestico. Razem kupiliśmy bilety do Przemyśla. Czekaliśmy jeszcze tylko na spóźniającego się Wojtka, no ale przyszedł kilka minut przed planowanym odjazdem pociągu. Oczywiście wagony jak zwykle były dość pełne pasażerów. Na szczęście Justyna, która już wsiadła w Łęczycy zajęła nam dwa miejsca w przedziale, a po niedługim czasie zwolniły się kolejne, więc już "w kupie" jechaliśmy do Katowic. Tam Spotkaliśmy się z Marcinem i Jackiem. Ponieważ było jeszcze kilka godzin do odjazdu, poszliśmy do McDonalda, aby przeczekać jakoś do następnego pociągu. Niestety o 23.00 lokal zamykali i wróciliśmy się do stołówki na dworcu. Tam postanowiliśmy trochę pograć w karty. Okazało się, że każdy zna jakaś inną grę, więc próbowaliśmy uczyć siebie nawzajem, ale nie zawsze to wychodziło;)
Pociąg do Przemyśla był już totalnie przeładowany. Staliśmy gdzieś na korytarzu, ściśnięci, obok zalatywał dym papierosowy, ludzie czasami krzyczeli na konduktora, a dzieci płakały. Ot, koloryt PKP. W Krakowie dosiadła się do nas Madlena. Pod koniec podróży zwolniło się trochę miejsc w przedziałach i niektórzy próbowali zasnąć. Tymczasem Wojtek i Jacek dzielnie pilnowali naszych bagaży, które wrzuciliśmy wcześniej do przejścia między wagonami. Na dworcu w Przemyślu spotkaliśmy się z kolejnym uczestnikiem naszej wycieczki, mianowicie Maćkiem. Wszyscy już w pełnym składzie ruszyliśmy busem na granicę z Ukrainą. Kontrola graniczna przeszła dość sprawnie pomimo tego, że niektórzy wpisali w polu "cel podróży": holiday zamiast tranzyt;)
W Szegini mieliśmy mały problem ze znalezieniem transportu do Lwowa. Z wcześniejszej wizyty na Ukrainie pamiętałem, że busy zatrzymywały się przed sklepem spożywczym, a tutaj nic takiego nie miało miejsca. Pojawili się prywatni przewoźnicy, którzy zażądali za przejazd 20 zł. Na szczęście Mayestico dowiedział się, że jest za rogiem przystanek autobusowy:) W końcu po normalnej stawce (15 hrywień) dojechaliśmy z przesiadką do Lwowa. Zostawiliśmy bagaże w przechowalni, kupiliśmy bilety powrotne relacji Wapniarka-Lwów (bilety do Sołotwina mieliśmy wcześniej kupione przez Kunka) i udaliśmy się na zwiedzanie miasta. Obeszliśmy centrum miasta, w tym m.in. okolice opery i ratusza. Po południu udaliśmy się z powrotem na dworzec. W pociągu postanowiliśmy zrobić małą imprezę ze śpiewaniem. Pojawiły się takie hity jak: "Szła dzieweczka do laseczka", "Cztery razy po dwa razy" czy "Ja mam tylko jeden świat". Było bardzo sympatycznie, choć w końcu zaczęto nas uciszać.
| Oceń relację |
UkrainaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju


























