Rowerem przez Mordor - Krainę Ognia i Lodu - Islandia 2004
wlodek Wyświetlono: 1351 razy 2004-11-14 19:55:04![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.06 (96 głosów) |
Wyprawa rowerowa przez Islandię. Sierpień 2004. Poszukiwania verne'owskiego wejścia do Podziemnego Świata oraz tolkien'owskiego Mordoru.
WARSZAWA
Jak zwykle o 6 rano nie możemy znaleźć taksówki. W końcu udaje się znaleźć kombi które zabierze nasz bagaż składający się z wielu tobołków i dwóch kartonów z rowerami. Na lotnisku kombinujemy jak poradzić sobie z wielokilogramowym nadbagażem, opowiadając obsłudze niestworzone historie. Dopiero kiedy przez megafon lotniska pada odwieczne zawołanie: "Pasażerowie Nowak i Kierus proszeni są.....", obsługa daje za wygraną i wpuszcza nas do samolotu bez płacenia za nadbagaż. Oddychamy z ulgą.
LONDYN
Spędzamy trochę czasu w Londynie. Pogoda sprzyja. Potoczne określenie "Londyńska pogoda" straciło już swoje znaczenie. Po dwóch dniach w Londynie znowu podchodzimy do odprawy lotniskowej. Niestety islandzkie linie pobierają po prostu opłatę za rowery, nie bawiąc się w ich ważenie. Jesteśmy lżejsi o 30 dolarów od osoby.
KEFLAVIK
Wylądowaliśmy na Islandii. W ramach sprawdzania ciekawych informacji, próbujemy przekroczyć kontrolę paszportową na plastikowy dowód osobisty - ku naszemu zdziwieniu - przepuszczają nas bez mrugnięcia okiem, chociaż Islandia nie jest w UE.
Pierwsza zła wiadomość - Anety śpiwór został zagubiony przez przewoźnika, gdzieś na Heathrow. Dostajemy zastępczy, przechodzony śpiwór wątpliwej czystości. Pani z obsługi obiecuje, że do jutra się znajdzie. Jest środek nocy. Za oknami huraganowy wiatr i deszcz. Obsługa lotniska namawia nas żebyśmy przeczekali noc i nie jechali na rowerach... Składamy rowery, przepakowujemy się i czekamy do rana. Pogoda się poprawiła. Ruszamy w drogę.
REYKJAVIK
Po kilku nieprzespanych nocach mam problem z jazdą na rowerze. Krajobraz jest straszliwie monotonny, wiatr silny, a ja po prostu zasypiam w czasie jazdy. Kilka razy o mało co nie ląduję w rowie. Aneta pilnuje żebym nie zasnął, gada do mnie i każe mi pić dużo herbaty z termosu. W mijanym miasteczku (Hafnarfjörđur) zatrzymujemy się w sklepie, w którym jest darmowa kawa z ekspresu (sic!). Po posileniu się już jest lepiej. Po południu docieramy na camping w Reykjaviku.
Obietnica pani z obsługi lotniska nie sprawdziła się - śpiwór się nie znalazł następnego dnia. Nie wiemy co robić. Decydujemy się zostać jeszcze jeden dzień w Reykjaviku czekając na śpiwór. Robert jest coraz bardziej zirytowany.
Zwiedzamy miasto. Pogoda jest bardzo fajna. Zimno, ale słonecznie. Stolica Islandii robi pierwotnie wrażenie małego, prowincjonalnego miasteczka. Jednak po wczuciu się w klimat, zaczyna nam się to podobać. Specyficzny nastrój. Mało samochodów. Nikt się nie śpieszy. Wszyscy uśmiechnięci...
W DROGĘ
Od dwóch dni krążymy od recepcji campingu do recepcji hostelu pytając czy śpiwór się nie znalazł. W końcu jest telefon ze schroniska, że kurier ze śpiworem już jedzie.
| Oceń relację |
IslandiaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju


























