Podążać własną drogą – Andy
Duszak47 Wyświetlono: 619 razy 2009-06-29 13:08:46![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.92 (123 głosów) |
Duszak Team Ekspedycja Andy (cz.1)
Od wykiełkowania myśli o rozpoczęciu nowej wyprawy w "daleki świat" do jej realizacji istnieje głęboka przepaść, która w trakcie realizacji marzenia zamienia się w przestrzeń, która wynosi nas w chmury. Pozwala obserwować świat z innego stopnia wtajemniczenia, daje szerszy i głębszy punkt widzenia. Przepaść, która łączy się z przeciwnościami losu oraz z wieloma pytaniami - jak czegoś dokonać zamienia się w górę, którą zdobywamy. Stojąc na wysokim szczycie, to my wygrywamy, przełamujemy własne ograniczenia i słabości. Łamiemy własne doły i przepaście. Wtedy to my nad nimi górujemy....i właśnie ta myśl, to uczucie staje się naszym przyjacielem. Jako sprzymierzeniec towarzyszy nam na co dzień... nie tylko w trasie na rowerze, ale również wtedy, gdy czujemy twardą ziemię pod stopami.
Celem tej wyprawy było przejechanie najdłuższego i najwyżej położonego szlaku świata bez wsparcia z zewnątrz. Plan wydawał się tym bardziej ambitny, że nikomu prędzej to się nie udało. W ostatnich latach w świecie pasjonatów dwóch kółek głośno było o podobnych próbach, jednak każda kończyła się fiaskiem. Mimo wielu trudności i nieprzewidzianych zdarzeń, które zaskakiwały nas każdego dnia podczas wyprawy, która trwała siedemdziesiąt dni (20.11.2008 - 28.01.2009), UDAŁO SIĘ.
Każdy z długo planowanych punktów podróży był naszym udziałem: weszliśmy na drugi szczyt "Korony Ziemi": Aconcagua (6962 m), zdobyliśmy najwyższy rowerowy podjazd Świata - Aucanquilicha (6176m), poznaliśmy na własne oczy, co znaczy przebywać na najsuchszej pustyni świata - Atakama, przejechaliśmy Salar de Uyuni - największe solnisko na Ziemi oraz jeden z najbardziej płaskich obszarów świata.
Nie ma żadnej wątpliwości, że wyprawa nie udałaby się, gdyby nie
intensywne przygotowania,
które rozpoczęły się na dwa lata przed planowanym dniem rozpoczęcia podróży. W tym czasie dowiedzieliśmy się wszystkiego, co możliwe na temat rejonu, w którym mieliśmy spędzić kilkadziesiąt dni w trudnych warunkach. Wiedzę czerpaliśmy z wielu źródeł, jednak mimo dość obszernych i dokładnym wiadomości, i tak rzeczywistość okazała się dużo barwniejsza, dużo bardziej zaskakująca i piękniejsza niż można było to gdziekolwiek przeczytać, czy nawet zobaczyć na fotografiach. Dopiero równoczesne zobaczenie, poczucie i dotknięcie dało nam pewną całość, która sama w sobie okazała się niesamowicie wciągającą pięknością natury.
Życie w Andach to godziny, które płyną inaczej niż do tego przywykliśmy, to noce podobne do dni, wulkany, które czujnie śpią i niespodziewanie się budzą. To zwierzęta, które nie boją się człowieka, bo go...nie znają.
| Oceń relację |
Komentarze
BoliwiaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju













































podziwiam i szacunek :) na przelomie czerwiec lipiec 2009 przejechalem samotnie z londynu do zamoscia. to byla moja pierwsza tak dluga wyprawa... ale to co zrobiliscie to prawdzwy hardcore. pozdrawiam.
Świetna relacja i pomysł na wyprawę. Gratuluję zrealizowania planu!