W stronę słońca
Tulipka33 Wyświetlono: 649 razy 2009-06-25 13:24:40![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.26 (211 głosów) |
Jeśli wysokość Chimborazo mierzyć od środka Ziemi jest ona większa niż w przypadku Mount Everest czy K2. Stojąc na szczycie jest się naprawdę blisko słońca – ponad 2.200 m bliżej niż będąc na najwyższym szczycie Himalajów. Zresztą do 1820r. Chimborazo był uważany za najwyższy szczyt świata........ Tekst i zdjęcia: Magdalena Prask.
Informacje na temat wyprawy Aleja Wulkanów 2009.
Trudna decyzja
Z Quito autobusem w ciągu 1,5 godziny docieramy do Machachi. Stąd prowadzi jedna z dróg jaką można dojechać do Refugio Jose F. Ribas pod Cotopaxi. Wchodzi się wtedy do Parku Narodowego tzw. Wejściem Północnym (mało popularnym).
Z Machachi do Refugio jest ok. 25-30 km. Droga, na którą się zdecydowaliśmy mocno ogranicza możliwości dotarcia pod wulkan - można iść pieszo lub próbować łapać "stopa". My łączymy jedno z drugim.
Niestety zaraz na początku naszej drogi zdarza się wypadek. Wsiadając na tył pick-up'a, z dużym plecakiem na plecach nachyliłam się a plecak zsuwa mi się na kark. Był na tyle ciężki, że omal nie złamał mi kręgosłupa. Straszny ból. Nie mogę ruszać głową i czuję, że jeden z kręgów szyjnych nienaturalnie wystaje.....
- I co teraz? - pyta zmartwiony Jacek - Może trzeba wrócić do Quito, jakiś lekarz powinien to zobaczyć.
Wiem że Jacek ma rację. Jednak..... decyduję się iść dalej. Chciałam zdobyć szczyt i myślałam też o Jacku, który tylko po to przyjechał na trzy tygodnie do Ekwadoru. Nie chcę poddać się tak od razu. Liczę też na to, że to tylko lekkie nadwyrężenie i jutro rano ból kręgosłupa minie bezpowrotnie.
Na przekór rozsądkowi
Budzimy się o północy.
Szyję mam obolałą i spuchniętą. Początkowo wcale nie mogę się podnieść (w końcu udało mi się to w dość dziwaczny sposób obracając się na brzuch i potem do góry...). Dodatkowo boli mnie gardło i mam zapchany nos (przewiało mnie wczoraj podczas podróży pick-up'ami).
Mamy godzinę by się zebrać i ruszyć za grupami komercyjnymi ("przewodnickimi" jak ja ich nazywam, bo w przeciwieństwie do nas idą z przewodnikiem). Wiemy, że z Refugio grupy te ruszają o 1.00.
Niestety zanim ugotowaliśmy coś do zjedzenia, wrzątek do termosu, zanim się ubraliśmy to wszystkie grupy przeszły już koło naszego namiotu. My startujemy o 2.00. Następnym razem Trzeba wstać o godzinę wcześniej.
Musimy więc radzić sobie sami z szukaniem drogi. Idziemy związani liną . Ja prowadzę. Pada śnieg, a właściwie coś co można by scharakteryzować jako deszcz, który zamarza pokrywając nas i nasz sprzęt lodowa skorupą.
Opady bardzo utrudniają mi wyszukiwanie śladów grup, które przechodziły tędy godzinę przed nami. Widzę światła czołówek wysoko ponad nami. Momentami mam jednak problem z odnalezieniem drogi by do nich dojść. Wtedy do akcji wkracza Jacek. Wyznacza kierunek i znów widząc resztki śladów mogę prowadzić.
Pierwszą część drogi idzie się rewelacyjnie. Idziemy dość szybko dzięki czemu jesteśmy rozgrzani.
| Oceń relację |
EkwadorWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju













































