Wszyscy wiedzą najlepsza jest świeża ryba, a świeża i surowa jest najlepsza - tak uważają w Japonii. Po 16 miesiącach naszego podróżowania po Azji czas na Japonie. A Tokyo stało się na chwilę naszym domem.
Japońska ryba też lubi pływać

Neverending trip2009-06-15 14:23:10
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 4.32 z 5.00. 22 głosów oddanych
Chyba nie skłamię mówiąc, że Japończycy jedzą najwięcej ryb na świecie. O sushi każdy słyszał. Ale zanim zjesz na lunch sushi (czemu na lunch, a nie na śniadanie?), więc zanim zjesz sushi na śniadanie, najpierw trzeba tę rybę złapać.
Każdy wędkarz wie, że na ryby najlepiej wybrać się nad ranem. Targ rybny w Tokyo startuje o 5:30 od licytacji wielkich tuńczyków. Świeżych i mrożonych. Wstawać wcześnie nie lubimy, dlatego wędkarzami nie jesteśmy, ale na targ rybny musieliśmy się wybrać.
W metrze coraz więcej białych (po co tu oni? jak to po co, po to samo co my) i starszych Japończyków z koszami na zakupy. To chyba specjalne kosze, bo wcześniej takich nie widzieliśmy. Każdy Japończyk wybierający się na zakupy na targ rybny ma kosz i gumowce. Zastanawiam się czego się spodziewać patrząc na te gumowce ... dwudziestu centymetrów gęstej mazi z krwi, łusek i rybich wnętrzności, czyli ogólnego syfu jak na Azję przystało? Nie, to Japonia przecież, mokro było owszem, ale czysto tak, że z podłogi można było to sushi od razu jeść. Miejsce, jak na ten kraj przystało, zorganizowne perfekcyjnie. W końcu codziennie dostarcza ryb dla trzydziestomilionowej metropolii.
Turyści nie są tu zbyt mile widziani, zresztą nie jest to najbezpieczniejsze miejsce. Po placu z zawrotną prędkością przemieszcza się setka bezgłośnych meleksów, ogólny chaos, w którym turyście jest się bardzo trudno odnaleźć. Wszyscy pracują w biegu. A na turystę się krzyczy, trąbi i popycha. Czujesz się jak intruz mający problem ze znalezieniem rytmu tego miejsca. Może wziąć skrzynkę krewetek i zacząć biegać, zgrywając się tym sposobem z uwijającymi się w szalonym pośpiechu dostawcami?
W hali sprzedaży panuje spokój, szczególnie na stoiskach, gdzie kroi się świeże tuńczyki. Szlachetne mięso porcjuje się w atmosferze największego skupienia. Przystajemy i nie wierzymy, że krojenie surowej ryby (nie ważne jak wielka by była) może być sztuką, a sprzedawca artystą. Gdy widzimy w jaki sposób postępuje z każdym odkrojonym kawałkiem, jak je dotyka, przeciera i odkłada z szacunkiem, zaczynamy rozumieć, że to nie jatka rzeźnika. No rzeźnikiem to na pewno go nazwać nie można. Tu nie ma przemocy. Są tylko płynne ruchy noża prowadzonego ręką mistrza.
Restauratorzy i smakosze wybierają najlepsze kawałki. Ceny zależą od tego z której części tuńczyka pochodzi. Ceny wahają się pomiędzy 500 - 2500 Y. Przysmakiem jest toro - mięso z brzucha tuńczyka.
Podobno można tu zobaczyć 150 gatunków ryb i owoców morza. Różnorodność zachwyca. Ryby, muszle, skorupiaki, na lodzie i te brodzące w miednicach z wodą. Wielkie akwaria z rybami. Dla ozdoby, czy do jedzenia?
Wszystko żywe, świeże lub spoglądające wielkim okiem leżąc na lodzie. Nic nie śmierdzi. Nie tak jak w polskim rybnym, albo na targu w Laosie.
Sushi i sashimi robi się wyłącznie ze świeżych ryb, tu się nie da oszukać, a sprzedawca nie odważy się na "odświeżenie" produktów co się zdarza w polskich supermarketach. Są też mrożone, wielkie tuńczyki, ale te trafiają do garnka i na patelnię. Tu do porcjowania używa się pił mechanicznych. Prawie jak na tartaku.
Może już najwyższy czas zjeść jakąś rybkę? Ślinka cieknie, a wokół targu jest mnóstwo restauracji. Eleganckie bary pod turystów i bardzo proste "robotnicze". Wszystko otwarte od wczesnych godzin rannych (właściwie nocnych, bo piąta rano to dla mnie noc). Wielka porcja sashimi, ryż, pikle i zupa miso. Surowy tuńczyk i przysmażony węgorz w słodkim sosie. Idealne śniadanie. Bar obskurny, bo dla pracowników targu, proste dania, ale co za smak!
A na lunch sushi w rollbarze. To co, połowimy talerzyki?
Zobacz zdjęcia:
Japonia
Japonia - wybierz obszar, który cię interesuje:










































