Cztery przestrzenie Maroka
chuky Wyświetlono: 1799 razy 2009-04-09 16:31:31![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.49 (148 głosów) |
Maroko to nie tylko wspaniałe widoki, zabytki, ale przede wszystkim ludzie. To ludzie tworzą atmosferę i sprawiają, że miejsce w którym jesteś, zapada ci w pamięć.
Marrakesz uderza egzotyką, jest kolorowy, pełen zapachów i muzyki. Ponieważ jest ramadan w ciągu dnia raczymy się herbatką miętową, a jemy dopiero wieczorem. Pierwsza lekcja kupowania już za mną - mam tatuaż z henny, za który zapłaciłam 100 DH. Podejrzewam, że o wiele za dużo, ale na razie brak mi doświadczenia.
Widziałam suk. Główne ulice są szersze i bardziej zadbane. Większy urok mają jednak małe, wąskie uliczki. Chodzimy między straganami: lampy, dzbanki, szisze, szaty, chusty, daktyle, torebki, biżuteria, przyprawy - ta mieszanina oszołamia, a jednocześnie zachwyca. Każdy chce coś sprzedać, zarobić. Zgubić się tutaj, to sama przyjemność. Oglądam i zapamiętuję, co bym chciała kupić na koniec: buty, torebka, biżuteria i wiele innych. Wybór będzie trudny. Każdy zachwala swój towar, zaprasza żeby tylko popatrzeć, nacieszyć oczy. Taki wyjazd uczy asertywności. Trzeba stanowczo mówić nie, bo jeśli się wahasz, to w końcu coś kupisz. Przeszkadza nam bariera językowa. Warto znać podstawowe zwroty po francusku, bo angielski nie jest tu zbytnio popularny.
Marrakesz w ramadanie ożywa po zmroku.. Na głównym placu mężczyźni zbierają się w kręgi, grają na instrumentach, w kręgle, itd. Sprzedawcy jedzenia przekrzykują się nawzajem i walczą o każdego klienta. "Zajebiste!", "Dobra, dobra zupa z bobra!" - takie i inne rymowanki dochodzą do naszych uszu. Robimy wiele zdjęć, obserwujemy z tarasu restauracji tętniący życiem plac.
Dołączyły do nas dziewczyny: Ludka, Edyta i Asia. Wybraliśmy się na zwiedzanie muzeum, medresy i grobowców Saatydów. Potem znów wróciliśmy na Jemaa El-Fna.
Muzyka grana przez zaklinacza węży wprowadza w trans. Sok ze świeżych owoców przyjemnie chłodzi i łaskocze podniebienie. Obserwujemy. Wiele kobiet i mężczyzn ubranych jest po europejsku. Przez chwilę mam wrażenie, że co druga osoba, to turysta. Wielu Niemców, Francuzów, Hiszpanów. Polski słyszałam zaledwie dwa razy. Podoba mi się tutaj, ale chciałabym już wyruszyć gdzieś dalej.
Pojechaliśmy autobusem do As-Sawiry (bilet 50 DH, 3 h jazdy). Nocleg znaleźliśmy w riadzie El Ghoub - dużym, bogatym domu, tradycyjnie urządzonym, z wieloma obrazami na ścianach i łazienkami w pokojach. Zamoczyłam stopy w oceanie, jadłam swoją pierwszą w życiu porcję hariry (to tradycyjna marokańska zupa z soczewicy) i piłam ekstremalnie drogie piwo (40 DH za 0,25 l). Wieczór spędziliśmy na tarasie hotelu obserwując nocne życie mieszkańców. A ludzie są tu zupełnie inni niż w Marrakeszu, bardziej ciekawi różnic kulturowych. W hotelu swobodnie mogliśmy porozmawiać po angielsku. A może to ja stałam się bardziej odważna? Nie boję się już kontaktu wzrokowego z zakwefionymi kobietami.
| Oceń relację |
MarokoWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju













































