Azja zdobyta czyli Istambuł 2004
Obieżyświat Wyświetlono: 750 razy 2009-03-16 11:53:34![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.74 (152 głosów) |
Wyprawa motocyklowa - 2004
...Już w trakcie trwania pierwszej, wyprawy do Finlandii w roku 2003, zrodził się w mojej głowie pewien plan dotyczący następnej dalekiej eskapady - wówczas jednak należało go raczej traktować jako bardzo odległe, wręcz nierealne marzenie... Właściwie to przypadkowym autorem tego pomysłu był pewien sympatyczny młody Turek, którego spotkaliśmy na Litwie. Prowadził on w Wilnie orientalną knajpkę pod nazwą ISTAMBUŁ... Z zaciekawieniem słuchałem jak żywiołowo opowiadał o urokach swojej ojczyzny, a przy tym pokazywał nam wiele bajecznych folderów, map oraz fotografii dotyczących jego rodzinnego kraju... Wszystko to razem było niesamowicie piękne, pociągające wręcz ekscytujące i bardzo głęboko utkwiło w mojej pamięci. Pewnie dlatego tuż po powrocie zaproponowałem aby kolejną wyprawę skierować właśnie do Turcji, a dokładniej do Istambułu skąd - przez ogromny wiszący most - można przedostać się na druga stronę Cieśniny Bosfor i postawić stopy na Kontynencie pod nazwą AZJA... A jednak i to marzenie spełniło się!!! O tym jaki przebieg miała wyprawa w roku 2004, opisuje i uwidacznia niniejsza relacja...
Dzień pierwszy - 24.07.2004
Od samego rana coś tam siąpi z nieba, no i za ciepło także nie jest - ale co tam - i tak jestem uśmiechnięty od ucha do ucha, bo to na szczęście nie pogoda decyduje o realizowaniu moich marzeń lecz pasja do podróżowania i wszystkiego tego co się z tymi wyprawami wiąże. Motorki już od dawna przygotowane, niezbędny sprzęt zapakowany, nastrój rewelacyjny, a więc pozostało już tylko czekać aż zjadą się wszyscy uczestnicy wyprawy i ruszać ku nowej, nieznanej przygodzie!!! Wyjazd miał nastąpić o dziewiątej rano, lecz nie wszyscy docierają na czas na moje podwórko, które już tradycyjnie jest miejscem zbiórki każdego grupowego wyjazdu. Czas oczekiwania na przybycie całej Załogi mija pod znakiem żartów, cykania fotek, a także "wojennych narad" - niemal jak przed wyprawą na "podbój Nowego Świata".
I oto nastąpiła "godzina zero". Głośny furgot silników, ryczące klaksony, machaniem rąk pozdrawiamy tych, którzy zostają i z wolna - jeden po drugim - odjeżdżamy sprzed garażu przy ulicy Nadbrzeżnej 15. Do polsko-czeskiego przejścia granicznego w Hradku jest ledwie kilkanaście kilometrów, a więc w Czechach byliśmy bardzo szybko - tyle, że z nieba leją się nam na głowy strumienie deszczu... Wolno i ostrożnie jadą nawet ścigacze, bo nie ma co się popisywać brawurą, gdy droga przypomina bardziej rwącą rzekę niż jezdnię. Jeszcze wówczas nie sądziliśmy, że deszcz będzie nam towarzyszył przez prawie całą drogę do Bułgarii. Co prawda od czasu do czasu wychodziło słonko zza chmur ale ledwie zdążyliśmy nieco obeschnąć i znów po chwili wszystko było mokre. Trudno - "służba nie drużba" - jedziemy i nie ma co narzekać.
| Oceń relację |
Komentarze
WłochyWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju

















czy moglabym prosic o przeslanie odpowiedzi na mojego maila? milenkabb@wp.pl
chcialabym dotrzec do Izmiru- samochodem, jednak nie mam pojecia od czego zaczac. skad wziac zielona karte, czy moge tak jezdzic z polsskim prawem jazdy? ile pieniedzy zabrac na paliwo, w ogole ile wziac? ile zlotych kosztuje jedna lira?
z gory dziekuje, pozdrawiam
szczeka to mi opadla do samej ziemi!! gratuluje zdobycia azji! zdobycia swoich marzen! ja rowniez chcialabym wybrac sie w podroz do turcji;) strasznie fascynujacy kraj;)
"Na pewno to LEPSZE niż to co w tym artykule"....
Hmmm... No może to i lepiej i wygodniej i bezpieczniej i łatwiej itd., itd., itd. - siedzieć przed komputerem i komentować to co jest lepsze a co gorsze, niż na przykład "własnoręcznie" pognać gdzieś w Świat, przeżyć coś na własnej skórze, podejmować ryzyko i pokonać wiele trudów i niebezpieczeństw w trakcie podróży, a potem to jeszcze opisać... Zazdroszczę Ci Twojej pasji, "znastwa" i obiektywizmu zwłaszcza co do tego co jest LEPSZE (i to nie tylko jeśli chodzi o ten konkretny artykuł)... Nie ma to jak klikać myszką i "osobiście" zmierzać np. wprost do jednego z największych grobowców korytarzowych - ot choćby Menga w Hiszpanii - polecam i pozdrawiam serdecznie.