• Relacji z podrózy: 17305
  • Zdjęć: 122762
  • Podróżników: 28277
  • Porad: 18790
  • Postów: 112497
  • Tematów: 10278

Dorota Polaczek i Andrzej Rostek w trzy lata dookoła świata. Część 12 - Birma

dna2007 Wyświetlono: 644 razy 2009-02-15 18:27:04
  Ocena:2.82 (123 głosów)


Ponad trzy lata zajęła nam podróż dookoła świata. Przemierzyliśmy sześć kontynentów. Odwiedziliśmy 30 krajów. Zrobiliśmy naście tysięcy zdjęć. Wszystko bez wielkiej pompy. Bez pieniędzy od sponsorów. Podróżowaliśmy w zależności jak pozwolił nam na to czas, autostopem, autobusami (zawsze najtańszą klasą) pociągami, samolotami, statkami, rikszami, furmankami i czym tylko się dało. Więcej na stronie

www.dna2007.pl

na którą serdecznie zapraszam. Dna czyli Dori i Andrzej - Marzenia się spełniają -

Mandalay - Mingun - Bagan - Inle lake - Bago - Kyaikto - Yangoon



Birmańczycy to jeden z najbardziej gościnnych Narodów na świecie, i mam nadzieje że napływ turystów nie zdoła tego zmienić. Poznanie tego kraju, to prawdziwa przyjemność, obarczona jednak sporym wysiłkiem.

Po pierwsze. Możliwości poznawania są ograniczone przez wojskową juntę. Zagraniczny turysta nie może więc jeździć sobie, gdzie mu się podoba, ani mieszkać tam gdzie chce. Hotele przeznaczone dla "Niego" wyznacza Państwo, a ciężką rękę Państwa czuć tutaj w zasadzie na każdym kroku. Kraj jest bardzo nieszczęśliwy i biedny. A jednak ludzie uśmiechają się do nas na każdym kroku.

Po drugie. Po dziurawych drogach jeździ się naprawdę ciężko i wolno. Autobusy są zapełnione maksymalnie. Ludzie siedzą na stołkach, lub wiszą, gdzie tylko się da. Co gorsza, chyba ogół Birmańczyków cierpi na chorobę lokomocyjną, bo niemal wszyscy dookoła nas rzygają.

Jedzenie jest podłe. Jedynie w kilku turystycznych miejscach, można przekąsić coś lepszego we włoskich knajpkach. Ale i tak jest to raczej droga impreza, i nas na nią niestety nie było po prostu stać.

A jak kogoś nie stać, to musi zadowolić się kuchnią lokalną. Czyli niewiadomego pochodzenia breją z ryżem, lub makaronem, i kawałkami kości lub świńskiej skóry. Co tu zresztą dużo mówić. Wszystkie resztki, z talerzy gości wędrują na powrót do kotła, po czym lądują przed nosem następnych szczęśliwców. Dlatego też dla własnego dobrego samopoczucia lepiej jest nie rozglądać się zbytnio po twarzach innych klientów, i nie zastanawiać, ile też osób mogło już przeżuwać to udko z kurczaka, które teraz pyszni się przed nami.

Poza tym podobnie jak i w Kambodży także i tu leje jak z cebra. Można powiedzieć że mamy przechlapane, zwłaszcza że przyjechaliśmy tutaj w porze deszczowej. Leje więc w Mandalay, leje w Bagan, leje i nad jeziorem Inle, leje pod złotą skałą i w Yangoonie. Na szczęście nie leje przez cały dzień, więc pomiędzy tymi zlewami możemy jeszcze sporo zobaczyć.

Sporo, a nawet więcej, bo Mandalay oraz okolice zwiedzamy z zaprzyjaźnionym mnichem, który wciąż żuje betel, dzięki któremu humor Jego kwitnie i jaśnieje na tle zachmurzonego nieba. Najbardziej bawi Go nasz szeleszczący język. Cóż, języka sobie człowiek nie wybiera. W końcu ja także zaczynam żuć betel i tak sobie wspólnie żując i pokładając się ze śmiechu łazimy po mieście. To wypijemy wina z owoców palmowych. To przekąsimy jakieś świństwo, i tak mija nam czas....
Potem odwiedzimy jeszcze Mingun i Bagan.
Strona:  1, 2


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:
MyanmarWybierz obszar który Cię interesuje

MyanmarChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju