Borneo Kalimantan czesc 2
Czeszumski.com Wyświetlono: 326 razy 2009-01-19 20:24:25![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.83 (118 głosów) |
Czesc druga relacji z wyprawy przez Borneo. Coraz glebiej do wnetrza wyspy - statkiem pasazerskim, motorowa lodzia, w koncu na piechote przez dzungle.
rejs:
Nadchodzi trzeci dzien. Umykam z hotelu szczurzego i laduje sie na statek. Mysle sobie - teraz będzie nowe pieprzone piekło, pewnie czlowiek na czlowieku i koza na szczycie, tak to bedzie.
A tu mila niespodzianka. Statek wcale nie zatloczony, wygodne półki do spania z materacami, schowki na bagaz. Jakas madra glowa to wymyslila, podobnie jak rosyjskie pociagi dalekobiezne. Plyniemy sprawnie i szybko w gore rzeki Mahakam, w wiekoszosci wiosek nawet sie nie zatrzymuje, tylko zwalnia, wyskakuja pasazerowie i pudla z rzeczami, i pedzimy dalej. Coraz glebiej w dzungle, bo juz skonczyly sie wyrebiska i pola, a zaczela prawdziwa dzungla. Plyniemy statkiem az 500 kilometrow w gore rzeki, do Long Bagun, ostatniej wioski do ktorej dociera publiczny transport.
Na statku wiekszosc pasazerow to drwale albo poszukiwacze zlota, zdawaloby sie takie prymitywy, a to ich najczesciej widac z ksiazka lub gazeta w reku, nie patrza sie natretnie i ciekawsko jak ci miejscy prostaczkowie, nie leza bezczynnie patrzac sie w sufit tylko COS ROBIA. Kurde jakie to wazne COS ROBIC. Na statkach Pelni do szału mnie doprowadzali miejscowi łażący bez przerwy we wtę i we wtę, jakby owsikow dostali. Myslalem sobie - Jezu, niechby sie chociaz nachlali a potem tlukli po mordach, ale COŚ ROBILI, COŚ SIE DZIAŁO.
Tez cos robie, bo dostaje weny i zaczynam kontynowac jedna ksiazke ktora pisze w sumie juz od 5 lat, za kazdym razem po malym kawalku. Zaczalem ja 5 lat temu w Rio de Janeiro, mieszkajac w hotelu ktory byl najwieksza żurownią w jakiej w życiu mieszkalem. Nade mna mieszkala rodzina Murzynow z dziesiątką dzieci. Nie wiem, jak się mieścili w tym pokoju. Obok mieszkal chyba gruzlik, bo wykaszliwal pluca calymi dniami i nocami. Z drugiej strony facet ktorego widzialem tylko raz, a potem myslalem, ze umarl w pokoju, bo ciagle palilo sie tam swiatlo, a w oknie widac bylo sztywne nogi lezace na lozku. Juz chcialem zawiadomic recepcjoniste zeby go zabrali zanim zacznie smierdziec, ale facet w koncu ożył i zobaczyłem go, jak wychodzi.
Kupowalem brazylijskie piwo na dwunastopaki i dzwigałem je potem do hotelu, wytrzymując zdzwione spojrzenie faceta z recepcji. Ale to byl taki hotel, ze chocbym wnosil tam narecze kalasznikowow i gumowa lale, to i tak by nikt nic nie powiedzial. Siedzialem sobie dzien za dniem, wciaz przedluzajac pobyt, i pisalem ta ksiazeczke. Skonczyla sie wena, to wyjechalem. Zostawilem w pokoju szafe wypelniona od gory do dolu pustymi puszkami po piwie. Po prostu otwierasz szafe, a tam SCIANA PUSZEK.
Potem kontynowalem w Polsce, chyba 3 lata temu. 2 tygodnie nie wychodzilem z domu, tylko jadlem, spalem, i pisalem. No i trzeci rzut - teraz, na tym statku. Czas rejsu szybciej mija.
Docieram do wioski Long Bagun. Nie ma internetu, jest jeden skromny hotelik, kilka jadłodajni. Spędzam ty pięć dni, czekając aż zbiorą się chętni pasażerowie.
| Oceń relację |
IndonezjaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju

















































