• Relacji z podrózy: 17305
  • Zdjęć: 122762
  • Podróżników: 28277
  • Porad: 18790
  • Postów: 112497
  • Tematów: 10278

Manana Total czyli zycie na statku

Czeszumski.com Wyświetlono: 354 razy 2009-01-17 09:32:19
  Ocena:3.17 (226 głosów)


2 tygodnie siedzenia na statku, ktory nigdy nie odplynal. Z globtroterskich anegdot...
Postanowilem plynac rzeka Beni az do Trynidadu (550 km) na statku cargo. Przewodnik lonely planet poinformował mnie o takiej możliwości.

Ufny w zapowiedź wielkiej przygody czekającej na mnie poszedlem do portu, w kapitanacie obudzilem spiacego na stole policjanta o statki do "Trini", ten mi powiedzial - tam, prosto, i ponownie zapadl w sen. Jako młody adept wiedzy o Ameryce Południowej wiedziałem, już, że tu wszystko trzeba zdobywać uporem i opłacić dużą ilością starań.

Pytalem więc ludzi na statkach, gdzie jest ten płynący do Trynidadu. Wskazali mi jakis. Weszłem na poklad. Zawołałem, czy jest tu kto? Jest. Wylazi COMANDANTE ok. 50 lat z klawiatura srebrnych zebow. Pyta, czego chce.
Ja na to zmieniłem temat, i zacząłem się zachwycać jego "okretem". Szczególnie rozmiarami silnika (kapitan wypełzł właśnie z otworu silnika, w ktorym grzebał razem z bezzębnym mechanikiem) i zapytałem, ile to ma koni.

- 280 - powiedział z dumą.

- Aż 280, ależ to maszyna! Po czym widzac ze comandante jest juz zadowolony i pozytywnie do mojej osoby nastawiony, stwierdziłem mimochodem:

- Chcę płynąć na tym statku do Tryni.

- Dobrze - odpowiedział bez chwili wachania - ale masz hamak?

- Mam.

- No to go rozwieś. Jutro odpływamy.

Jutro. Magiczne, abrakadabryczne manana. Rozwiesiłem hamak. Potem otworzyłem demonstracyjnie plecak, i zacząłem wyjmować z niego puszki brazylijskiego piwa kupionego w sklepie przemytniczym po 1 realu za sztuke i rozdawać je kiluosobowej zalodze. Dziwolągi tam były takie, że hej.

Tak zaczęło sie moje mieszkanie na statku. Mieszkanie, a nie rejs - tak, dobrze słyszeliście. Ponieważ codziennie slyszalem od "comandante" - manana. Gdy byl ranek, mowil - dzisiaj wyplywamy, ale jeszcze nie teraz, w poludnie. W poludnie mowil - po obiedzie. Po obiedzie mowil, ze w nocy, a w nocy, ze "manana a la madrugada", czyli że co prawda jutro, ale zaraz o świcie, więc jak się obudzę, to będziemy już w drodze.

Boże, ile mozna mieszkać na statku, myślałem calymi dniami. Umieralem z nudow. Chodzilem do miasta na internet i do restauracji, to byly moje jedyne rozrywki. Zaczalem pisac jakies rzeczy, ale mi nie szlo bo bez przerwy ktos mi przeszkadzal zadajac glupie pytania typu - co piszesz?
Nocami pilismy z załogą rum który można określić jako drink "wiadro". Do blaszanego wiadra wlewalismy dwie butelki rumu "pampeńo", maczetą odrąbywaliśmy kawały lodu z wielkiego bloku, i nabieraliśmy tego napoju blaszanymi kubkami.

Degustując, obserwowalismy jak w nocy przeplywaja przemytnicze lodzie z Boliwii na Brazylijski brzeg. Policja ich wcale w tym nie niepokoiła.

Raz postanowiłem zrobić sobie kilkugodzinną wycieczkę do Brazylii. Uczyniłem to nie jak przemytnik, tylko oficjalnie, łodzią pełniącą rolę promu.
Strona:  1, 2


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:
BoliwiaWybierz obszar który Cię interesuje

BoliwiaChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju