Kambodża na Crossach
archeolog99 Wyświetlono: 970 razy 2009-01-07 15:50:09![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.28 (105 głosów) |
Crossowa wyprawa w zachodnie prowincjie, Mondulkiri oraz Ratankiri.
Wyprawa do Kambodży
Kambodża jest bez wątpienia krajem ogromnej różnorodności, która zadziwia, fascynuje i zasługuje na głębsze poznanie. Gdy byliśmy tam pierwszy raz uwiodły nas bez reszty swoją egzotyką, wspaniałą roślinnością, odmiennym klimatem, rozmaitością kultur, osobliwą urodą kobiet, wolniej płynącym czasem, a przede wszystkim odmienną cywilizacją, o której Rudyard Kipling napisał: "Wschód jest Wschodem, Zachód jest Zachodem i nigdy się nie spotkają".
Gdy pierwszy raz wypożyczyliśmy crossy w Kambodży, i przekonaliśmy się co można dzięki nim zobaczyć i przeżyć byliśmy pewni ze trzeba to powtórzyć. Jeszcze dobrze nie wróciliśmy do domu, a już na lotnisku w Katarze planowaliśmy kolejna wyprawę.
Mieliśmy dość prosty plan, mianowicie chcieliśmy dotrzeć do wioski w której nadal używa się słoni do pracy w polu, przejechać najbardziej niedostępne regiony miedzy innymi "autostradę śmierci".
Wylądowaliśmy w Bangkoku następnie dostaliśmy się do Koh Kong już po stronie Kambodży tam u Tomasa z pochodzenia Niemca udało nam się załatwić 2 suzuki XC250 DJEBEL. Pierwszym naszym celem było Sihanoukvill, chcieliśmy odwiedzić miejsce z którym wiążą się miłe i niezapomniane wspomnienia, wykąpać się w gorącej wodzie i pospacerować po plażach wyglądających cukier puder. Niestety wieczorem złapała nas burza szybko musieliśmy szukać miejsca do noclegu, zatrzymaliśmy się w małej miejscowości Sre Ambel.
Pierwszy poranek i pierwszy problem, zawiódł motor Daniela. Po kilku próbach poradzenia sobie z problemem, musieliśmy szukać wsparcia u miejscowych mechaników.
Problem okazał się niegroźny, choć do tej pory nie wiemy co się stało. Ponieważ mechanik nie mówił w żadnym ze znanych nam języków. Całą usługa kosztowała nas 1,5 dolara a jeszcze dostaliśmy śrubokręt w prezencie. Postanowiliśmy się dostać do Sihanoukvill najbardziej offroad-ową drogą jaką tylko mogliśmy znaleźć na mapie. Skończyło się to tak iż zgubiliśmy się kilka razy, a Daniel miał nie groźny upadek na zdradliwym piasku. Lecz w końcu udało nam się dotrzeć Sihanoukvill gdzie odpoczęliśmy i nabraliśmy ochoty do dalszej drogi. Musieliśmy tez zahaczyć o stolice ponieważ potrzebowaliśmy powrotnych wizy do Tajlandii. Zatrzymaliśmy się na obiad niedaleko Bakoru, lecz na objedzie się nie skończyło ponieważ właściciel bardzo rozrywkowy "Kambodżanin" poczęstował nas piwem Czarna Pantera zresztą miał teko cała skrzynkę. Były nieco dziwaczne tańce, śmiechy i nauka Khmerskiego.
Nieco ekstremalnej zrobiło się gry już opuściliśmy Phnom Penh, droga do Kampog Cham to już tylko czerwony piach, jechaliśmy cały dzień pokonując zaledwie 250 kilometrów, na miejscu zjawiliśmy się dopiero koło godzinny 23.
| Oceń relację |
Komentarze
KambodżaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju






































no nie powiem ciekawa podróż, też bym chciał
Wspaniala przygoda ,zazdroszcze!!!!!!!!!