Dorota Polaczek i Andrzej Rostek w trzy lata dookoła świata. Część 9 - Malezja
dna2007 Wyświetlono: 1321 razy 2009-01-04 16:42:01![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.79 (139 głosów) |
Ponad trzy lata zajęła nam podróż dookoła świata. Przemierzyliśmy sześć kontynentów. Odwiedziliśmy 40 krajów. Zrobiliśmy naście tysięcy zdjęć. Wszystko bez wielkiej pompy. Bez pieniędzy od sponsorów. Podróżowaliśmy w zależności jak pozwolił nam na to czas, autostopem, autobusami (zawsze najniższą klasą he he) pociągami, samolotami, statkami, rikszami, furmankami i czym tylko się dało.
Więcej na stronie www.dna2007.pl
na którą serdecznie zapraszam. Dna czyli Dori i Andrzej - Marzenia się spełniają -
Kuala Lumpur - Batu Caves - Tanah Rata - Cameron Highlands - Lumut - Pankor Island - Melaka - Taman Negara N.P - Borneo - Kuczing - Bako N.P - Miri - Mulu N.P - Bario - Kota Kinabalu - Mt Kinabalu - Kinabatangan river
Jesteśmy w Singapurze. Jednak póki co Azjatyckiego Lwa oglądamy tylko z okien autobusu. Naszym celem jest Malezja, do której zmierzamy na przekór opiniom wielu Singapurczyków, którzy na każdym kroku ostrzegają nas przed czającym się tam złem.
- Zostańcie u nas. Tam niebezpiecznie, bandyci, i kradną -
My jednak wiemy, że to jedynie lokalne animozje, a oba kraje konkurują ze sobą na wszystkich możliwych frontach. I tak na ten przykład w Malezji można sobie kupić koszulkę z napisem zachowaj "Malezję czystą - śmieci wyrzucaj w Singapurze" co nie znaczy bynajmniej, że znajdziemy choćby papierek na ulicach tego Miasta - Państwa. Zresztą nieważne. Ja tu o Singapurze, a na Singapur przyjdzie jeszcze czas.
Teraz jesteśmy w Malezji, a dokładnie w Kuala Lumpur, ulubionym mieście Dori. Nie wiem dokładnie, co jest takiego szczególnego w tej stolicy. Może przestronność, może dwie wieże, w których odbijają się promienie słońca. Na pewno ludzie (jak i zresztą w całej Malezji) oraz jedzenie (także zresztą jak i w całej Malezji) W każdym bądź razie na słowo Kuala Lumpur serce w nas rośnie. KL to zresztą także idealne miejsce na przystanek przed dalszą podróżą. Tutaj zostawiamy część bagaży i ruszamy do parku narodowego Taman Negara.
Taman Negara. Serce lądowej części Malezji. Z roku na rok coraz bardziej skurczone. Ostatnie dzikie miejsce w tej części kraju. Miejsce które można oczywiście zwiedzić szbko i powierzchownie, podczas jednodniowej wycieczki. Nie pogryzą nas wtedy pijawki, będziemy iść dobrze przygotowanymi ścieżkami, przejdziemy się wiszącym między konarami drzew mostem (co robi wrażenie) Jednak żeby poznać uroki prawdziwej dżungli trzeba zapuścić się dalej, w głąb, między krwiożercze pijawki. Mniej więcej co 10-16 km czekać tam na nas będzie surowy bun bun z drewnianymi pryczami. Jedzenie, wodę i wszystkie potrzebne rzeczy trzeba zabrać ze sobą, a wieczorami i w nocy, jeżeli będziemy wystarczająco cicho jest szansa, że pojawią się tutaj tygrys lub tapir.
Następnego dnia można pójść dalej w morderczą trasę do kolejnego bun bunu, poprzez błoto sięgające powyżej kostek i powalone drzewa. Można też oczywiście wrócić do wioski, przez to samo błoto, i te same powalone drzewa.
Nam się podobało, chociaż po zerwaniu z siebie 53 pijawek wyglądaliśmy trochę jak ofiary Freddego Krugera.
W dalszą drogę ruszyliśmy już autostopem, który w Malezji jest co prawda zabroniony, no ale co tam, liczy się budżet, a ten przeznaczony na Azję to 10 dolarów dziennie.
| Oceń relację |
Brunei DarussalamWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju





































