Krym po studencku z sosem piwnym, raz! 2008
Konkwistador Wyświetlono: 1958 razy 2008-12-28 14:24:31![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:3.84 (416 głosów) |
Są miejsca, które trzeba zobaczyć choć raz w życiu... są marzenia, które muszą być spełnione dla uspokojenia dusz naszych. Tak też będzie tym razem. Po siedmiu latach od zapalenia się lampki pomysłu, przyszedł czas na Krym. Czas, na konfrontację obrazotwórczych sonetów Mickiewicza na ścieżkach płaskowyżu oraz „czyhającego za rogiem” niebezpieczeństwa Wschodu, o którym się mówi...To będzie podróż studencka, niskobudżetowa czyli maksimum za minimum. Za cel wyprawy stawiamy sobie poznanie półwyspu. Jak ten cel najlepiej osiągnąć...? Oczywiście w sposób empiryczny, jak przystało na odkrywców życia, gdyż tylko wtedy, jak głoszą starzy wędrowcy; „podróż stanie się sama w sobie celem”. Dlatego też, podczas naszej przygody będziemy „zdobywać szczyty”- nie tylko te górskie. Wejdziemy na Eklizi-Burun… odkryjemy smak „płowu”pod Aj-Petri…zjemy parówkę w cieście na „Żedewakzale” Symferopol Centrale… Zajrzymy do miast,... Skoncentrujemy się jednak bardziej na poznaniu przyrody… bo jak napisał Lord Bayron; „...nie człowieka kocham mniej, lecz naturę bardziej”. Ruszajmy, więc w drogę!
Z Przemyśla w trójkę: ja, Bartosz i Krzysiek, jechaliśmy zapełnionym busem do Medyki. Granicę przekraczaliśmy pieszo bez większych przeszkód, wymijając "mrówki". Już po chwili siedzieliśmy w "marszrutce" do Lwowa. Mijaliśmy kolejne, bardzo do siebie podobne wioski. Pierwsze obrazy Wschodu, robiły dość przygnębiające wrażenie. Bieda kontrastująca z przepychem i bogactwem od przekroczenia granicy "biła nas po oczach". Z jednej strony widzieliśmy rozpadające się domy, dziurawe płoty, z drugiej zaś strony ludzi jeżdżących drogimi samochodami. Mimo wszystko przepełniała nas radość, wszak byliśmy w podróży!
We Lwowie, staraliśmy się odnaleźć w tej nowej dla nas rzeczywistości. Odrzuciliśmy oferty dworcowych naganiaczy i ruszyliśmy do centrum w poszukiwaniu kwatery. Wybraliśmy niezbyt tanią, ale komfortową z widokiem na Ratusz. Musieliśmy tu poczekać na dwójkę znajomych z Łodzi. Bez większych problemów kupiliśmy bilety do Symferopola w dwóch wagonach. Jesteśmy zdania, że wszystkiego trzeba w życiu spróbować, więc wybór nasz pada na klasę "kupiejną". Po dopełnieniu obowiązków walutowo-biletowych resztę czasu poświęciliśmy na zwiedzenie najważniejszych zabytków Lwowa, m.in: Ratusz, Cerkiew Uspieńską, Czarną Kamienice, kościoły Dominikanów i Jezuitów. Warto wspiąć się na Wysoki Zamek, skąd roztacza się piękna panorama na całe miasto. Można tu przysiąść na chwilę i odetchnąć po całodziennym zwiedzaniu. Żaden z nas nie uczył się nigdy języka rosyjskiego. Pomijając drobne przygotowania językowe przed wyjazdem, polegające na nauce podstawowych wyrazów przydatnych w codziennym życiu jak: dzień dobry dziękuję, proszę itp. Dlatego też, gdy poczuliśmy głód i udaliśmy się do pobliskiej jadłodajni, gdzie wręczono nam menu bez obrazków i jeszcze napisane małymi rosyjskimi literami, mieliśmy nie lada problem z jego rozszyfrowaniem. Na szczęście z pomocą przyszła nam śliczna Marianna, o dużych, niebieskich oczach, która w mig nas zrozumiała, gdy bogatym zasobem gestów i uśmiechów staraliśmy się zamówić pełny obiad.
Lwów to miasto piękne, ale jak większość miast na Ukrainie bardzo zaniedbane. Jeśli któryś z przechodniów chciał "ugasić pragnienie", to na ulicach można było skorzystać z automatu do wody gazowanej za jedyne 50 kopiejek ( 0.25 zł.). Aczkolwiek, osobiście nie widziałem żadnych ryzykantów...szklanka na łańcuchu "wyjaśnia" chyba wszystko. Sami poprzestaliśmy na kwasie chlebowym i parówkach w cieście. Te ostatnie wątpliwej świeżości. Ale że zapobiegawczo nosiliśmy ze sobą worek węgla drzewnego, to mogliśmy do pewnego stopnia "zaszaleć". Lwów to również miasto pięknych kobiet, które choć mało się uśmiechają, potrafią być urocze. Łatwo się zagapić, ale to grozi śmiercią lub kalectwem na tutejszych ulicach.
| Oceń relację |
Komentarze
UkrainaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju













































bardzo ciekawy opis waszej podróży, aż przyjemnie się czytało:) też się teraz wybieram na krym i mam nadzieję, że moje przygody będą równie interesujące:)
Zazdroszczę niesamowicie!! Fantastycznie się czytało twój opis, wielkie dzięki:) Powodzenia w następnych wyprawach i życzę realizacji wszystkich podróżniczych marzeń.
No co mam napisać....poprostu zdolniacha z Ciebie:) Trzymam kciuki za Twoje marzenia:) i plany:)
Przeczytałam relację jednym tchem, poniewaz dwa lata wstecz sama byłam inicjatorką takiej wyprawy na Krym.Żdziwiło mnie tylko to że zastaliście brudne plaże.My byliśmy w środku sezonu i przeciwnie Jałta i wszystkie plaże lśniły czystością. dzięki za wspaniałą relację i odświeżenie wrażeń. Pozdrawiam. Anna.
Ciężko się oderwać od ekranu komputera czytając twoją relacje. Życze sobie i wszystkim takich przygód jakie wy przeżyliście a Tobie gratuluje wspaniałej relacji.
Pozdrawiam
Podróż opisana bardzo interesująco. Jestem pod wrażeniem. Czy Pan aby nie pomylił się z powołaniem?
Relacja napisana obrazowym językiem. W chwili czytania cżłowiek przenosi się po prostu w tamte miejsca. Podoba mi się!
Że kupiejnyj to wyzwanie? ehhh
Miło się czytało, tak "inaczej". Odżyły wspomnienia i przypomniały, że w tym roku powtórka :)