Są miejsca, które trzeba zobaczyć choć raz w życiu... są marzenia, które muszą być spełnione dla uspokojenia dusz naszych. Tak też będzie tym razem. Po siedmiu latach od zapalenia się lampki pomysłu, przyszedł czas na Krym. Czas, na konfrontację obrazotwórczych sonetów Mickiewicza na ścieżkach płaskowyżu oraz „czyhającego za rogiem” niebezpieczeństwa Wschodu, o którym się mówi...To będzie podróż studencka, niskobudżetowa czyli maksimum za minimum. Za cel wyprawy stawiamy sobie poznanie półwyspu. Jak ten cel najlepiej osiągnąć...? Oczywiście w sposób empiryczny, jak przystało na odkrywców życia, gdyż tylko wtedy, jak głoszą starzy wędrowcy; „podróż stanie się sama w sobie celem”. Dlatego też, podczas naszej przygody będziemy „zdobywać szczyty”- nie tylko te górskie. Wejdziemy na Eklizi-Burun… odkryjemy smak „płowu”pod Aj-Petri…zjemy parówkę w cieście na „Żedewakzale” Symferopol Centrale… Zajrzymy do miast,... Skoncentrujemy się jednak bardziej na poznaniu przyrody… bo jak napisał Lord Bayron; „...nie człowieka kocham mniej, lecz naturę bardziej”. Ruszajmy, więc w drogę!
Krym po studencku z sosem piwnym, raz! 2008
Konkwistador2008-12-28 14:24:31
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 4.50 z 5.00. 22 głosów oddanych
weekend postanowiliśmy spędzić w Bałakławie na plaży. W elektriczce czyli takim naszym pociągu osobowym, oglądaliśmy pokaz letniej kolekcji ubrań, przedmiotów domowych. Mała gastronomia oferowała nam wszystko od lodów po pierożki. Zwiedzaliśmy Sewastopol, "rzuciliśmy okiem" na flotę czarnomorską, załapaliśmy się na zakończenie pokazu delfinów - niesamowite ssaki! Potem już tylko przyszło nam czekać na "5km" (węzeł komunikacyjny gdzie jeździ niemal wszystko i wszędzie) w kolejce do busa nr 9. Jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy, że z plecakami nigdzie nie pojedziemy...busem. Gdy nadeszła nasza kolej, kierowca "z litościwym spojrzeniem" kieruje nas do autobusu. Uśmiechnięci, wcisnęliśmy się do pojazdu. Opłacało się tak cierpieć w niesamowitym tłoku, gdyż Bałakława okazała się uroczym miasteczkiem, z małą malowniczą zatoczką i oddalonymi plażami. Dwie noce spędziliśmy na pierwszej plaży, zasypiając w świetle gwiazd i budząc z odgłosami mew. Dookoła skały, strome urwiska i szumiące fale. Doskonałe połączenie lądu z wodą, bloki skalne padające wprost do morza. A za plecami pachnący żywicą las i kojący cień.
Po tak błogo spędzonym czasie, wróciliśmy do Sewastopola. Kolejnym miastem wypadowym była Jałta. Zanim jednak tam dotarliśmy, wybraliśmy się na Chersonez Taurydzki. Co prawda to same ruiny pozostawione przez Greków, ale cieszyłem się, że tam przyjechaliśmy. Pozostałości kolumn, fragmenty murów i huk fal rozbijających się o brzeg potrafią "przenosić człowieka w czasie". Widok dzwonnicy na tle morza i błękitu nieba nasuwał myśl John'a Donne; "...przeto nigdy nie pytaj, komu bije dzwon; bije on tobie". "Biliśmy się" z myślami: Grecy wczoraj jeszcze byli, a dziś wietrzeje skała. Przemijalność jest nieuniknionym elementem naszego życia. Nasz czas jest teraz i właśnie zapisujemy kolejne strony. Jaką książkę spłodzimy, taką zabierzemy w wieczność
...
Wow, 2009-05-11 01:33:09
Gosia, 2009-01-16 00:30:21
Ania, 2009-01-13 21:46:09
Pozdrawiam
marcin1984sc, 2009-01-07 15:09:53
Danuta, 2009-01-06 22:11:19
negaido, 2009-01-02 09:45:07
Edrian, 2008-12-31 09:02:26
Zobacz zdjęcia:
Ukraina
,
Chiny
Ukraina - wybierz obszar, który cię interesuje:














































cicha, 2009-07-30 20:43:45