Rumunia 2008: Oradea - Garda de Sus - Turda - Sigisoara - Targu Mures - Maramures
quercus Wyświetlono: 1943 razy 2008-12-23 10:38:34![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.41 (63 głosów) |
Północno Zachdnia Rumunia w tydzień samochodem
Zdjęcia na:
www.quercus.kbt.pl/3xm/podroze/
Dzień - 1
uff wróciłem z Moskwy, jest piątek wieczór, już w niedzielę wyjeżdżamy do Rumunii hurrra.
Dzień 0
szósta rano pobudka, trzeba obudzić Michała naszego 3 letniego synka, który na czas naszego wyjazdu do Rumunii jedzie do dziadków na działkę na Mazury. 7 rano już jesteśmy w drodze do Szczytna, koło 10 jesteśmy na miejscu, ja po krótkiej przerwie już sam wracam do domu, na miejscu jestem koło 15, trochę pakujemy samochód, żeby w nocy nie biegać już z tobołami. Koło 22 idziemy spać, oczywiście emocje, więc usypiam pewnie po 23
Dzień 1
2 w nocy dzwoni budzik, ubieramy się, kawa zbieramy resztę gratów i do samochodu, wyruszamy koło 3, mijamy Lublin, potem Rzeszów, droga jest tak pusta, że aż trudno uwierzyć na przejściu w Barwinku jesteśmy koło 7, tu krótka przerwa, również techniczna, bo potrzebujemy winietę na autostradę między Presovem a Koszycami. Po polskiej stronie winiety się właśnie skończyły, a nie mamy koron, bankomatu też nie ma, ale okazało się że można płacić Euro - 5 Euro / tydzień. Winietka jest, więc ruszamy. Początek strasznie wyboisty i generalni drogi, którymi jechaliśmy nie ustępują, jakością polskim . W Presovie trochę straciliśmy orientację, ale udało nam się wyjechać na drogę na Koszyce, potem autostrada 20km i jesteśmy w Koszycach (na obwodnicy) tu sporo remontów jedziemy w kierunku granicy.
W między czasie zrobiło się bardzo gorąco, termometr pokazuje 32 stopnie, samochód bez klimatyzacji, więc trochę spływamy. Granica z Węgrami, budynki wyglądają jakby się miały zaraz zawalić, wszędzie kurz. Zatrzymujemy się żeby kupić winietę, bo planujemy przejazd autostradą z Miszkolca do Debreczyna. Na granicy jest otwarty jakiś kiosk, który jest również kantorem, wokół niego tłum ludzi, nie ma sensu czekać, bo tak na oko kolejka do środka jest gdzieś na pół godziny. Jedziemy dalej, droga świetna - równa i nie prowadzi przez wioski, zdumiewająca jest ilość znaków - przed każdym zakrętem zakaz wyprzedzania a za zakrętem odwołanie zakazu. Po około 10km dojeżdżamy do stacji benzynowej, gdzie bez problemu kupuję winietę (matrica), płacę kartą - nie mamy forintów.
Upał, a po drodze drzew jak na lekarstwo, nigdzie cienia, w końcu w jednej z mijanych wiosek jest jakiś parking zacieniony topolami, stajemy okazuje się że budynek obok to szpital. Siedzimy na trawniku, popijamy wodę i jemy kanapki, ludzie gapią się na nas z okien. I dalej w drogę wjeżdżamy na autostradę i pędzimy przez najbardziej monotonną krainę, jaką widziałem w życiu dookoła jak okiem sięgnąć płasko, pola kukurydzy i słoneczników i słupy wysokiego napięcia.
| Oceń relację |
RumuniaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju













































