Dorota Polaczek i Andrzej Rostek. W trzy lata dookoła świata. Część 3 - Liban
dna2007 Wyświetlono: 873 razy 2008-11-22 16:24:31![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.68 (187 głosów) |
Ponad trzy lata zajęła nam podróż dookoła świata. Przemierzyliśmy sześć kontynentów. Odwiedziliśmy 40 krajów. Zrobiliśmy naście tysięcy zdjęć. Wszystko bez wielkiej pompy. Bez pieniędzy od sponsorów. Podróżowaliśmy w zależności jak pozwolił nam na to czas. Autostopem, autobusami (zawsze najniższą klasą He, he) pociągami, samolotami, statkami, rikszami, furmankami i czym tylko się dało. Więcej na stronie - www.dna2007.pl - na którą serdecznie zapraszam. DNA czyli Dori i Andrzej - Marzenia się spełniają -
Trypolis - Bejrut - Baalbek.
Granice Libanu przekraczamy już w nocy. Oczywiście trzeba wypełnić kartę wjazdową, porozmawiać z urzędnikami i takie tam. W sumie nic specjalnego. Super, że o tej godzinie granica jest w ogóle jeszcze czynna. Natomiast pierwszy obraz, który zapamiętałem już po jej przekroczeniu, to reklama pepsi i wóz do opróżniania szamba z przed 50 lat z ręczną pompką.
Nieźle - myślę sobie - ciekawe, co jeszcze nas tutaj czeka.
Trypolis w środku nocy okazał się miastem wymarłym. Chodzimy, szukamy, gdzie tu mógłby być jakiś hotel, ale skutek tego żaden. W końcu się poddajemy i prosimy o pomoc jedynego Libańczyka, który pojawił się na naszej drodze. Jest ciemno, więc dopiero po chwili dostrzegamy wielką swastykę, którą ma wytatuowaną na ogolonej głowie. W ogóle cały jest wytatuowany od góry do dołu, a przy tym nie jest zbyt rozmowny. Pewnie nie lubi obcych. Pokazuje jedynie że nas zaprowadzi. Cóż sami prosiliśmy, więc teraz nie wypada odmówić. W końcu chyba nas tutaj nie zastrzeli.
No i nie zastrzelił. Dzięki czemu możemy rankiem podziwiać miasto i port. Płyniemy nawet na kilku godzinny rejs z jednym z rybaków. Woda piękna, chociaż trzeba przyznać że troszeczkę buja. Podpływamy do jakiejś wysepki. Tutaj można się wykąpać. Taka wycieczka stanowi miłą odskocznię od zgiełku arabskiej ulicy i pozwala zaczerpnąć powietrza przed dalszą podróżą do Bejrutu.
A w Bejrucie ślady wojny towarzyszą nam niemal na każdym kroku. Przeorane kulami budynki i straszące przyjezdnych oczodoły powysadzanych okien, przedstawiają raczej przygnębiający widok. Trudno nie dostrzec że wojna wciąż włada tym miastem, choć życie próbuje toczyć się swoim rytmem. Widać nawet turystów. Zakwefione od stóp aż po czubki głów kobiety pozują do zdjęć, na tle wystających z wody Gołębich Skał. Zresztą nadmorski bulwar to także ulubione miejsce Libańczyków, Tutaj można przespacerować się brzegiem morza, skosztować mrożonych owoców kaktusa, czy gorących kasztanów, by choć przez chwilę zapomnieć o troskach dnia codziennego.
Po wyjeździe z Bejrutu jedziemy w stronę Baalbek. W oczy rzucają się zabarykadowane posterunki wojskowe, działka, wozy pancerne, ciężkie karabiny maszynowe. Wygląda to tak, jakbyśmy trafili w strefę działań wojennych. Przy ostatnim posterunku i dokładnej kontroli zostajemy lojalnie ostrzeżeni, iż w dalszą drogę udajemy się już na własne ryzyko. Tutaj bowiem kończy się kuratela rządowa, dalsze tereny podlegają już wpływom Hezbollahu. No i faktycznie różnica od razu rzuca się w oczy.
- Tutaj modli się nasz główny immam - kierowca z dumą wskazuje meczet wokół którego powiewają żółte flagi Hezbollahu. Widać że kult męczenników jest bardzo żywy na tych terenach.
| Oceń relację |
Komentarze
LibanWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju


















Witam!
Kilka suchych zdań o tak wspaniałym kraju. Podróżując w tym tempie nie ma szans na poznanie jakiegoś kraju. Taka "Europa w 7 dni" dla Amerykanów. Albo nadmiar wrażeń wywołanych obejrzeniem tylu świetnych miejsc powoduje, że coś Wam umyka. Pstryk, pstryk i dalej...Chyba, że sama podróż stanowi wartość samą w sobie.
Zawiść - zwalczam :)