• Relacji z podrózy: 17305
  • Zdjęć: 122762
  • Podróżników: 28284
  • Porad: 18790
  • Postów: 112579
  • Tematów: 10281

Zbogom Jugoslavijo - rowerem po Bałkanach.

jakiluz Wyświetlono: 2437 razy 2008-11-22 02:11:47
  Ocena:3.10 (359 głosów)


Tam gdzie piękno miesza się z obrzydlistwem, a dobro z okrucieństwem. Rowerem przez najbardziej intrygujący europejski półwysep.
Tak, Rumunia to piękny kraj.
Aż łezka się w oku kręci, ilekroć przypomnę sobie te cudowne cygańskie wioski, biegnące boso za naszymi rowerami gromadki dzieciaków z patykami, starców bezczynnie siedzących przed domami, wpatrzonych w "życie ulicy", obwieszoną złotem młodzież gromadzącą się przy stunningowanej Dacii z wewnątrz której wydobywają się głośne dźwięki mieszanki rodzimego folkloru z mocnym, basowym podkładem, obok ledwo toczącej się furmanki sterowanej przez dziadzia w słomianym kapeluszu, śmigające najnowsze modele beemek i porszaków, obok sypiącej się stodoły stojące wille rodem z Beverly Hills... Ten niepowtarzalny klimat, wspaniali ludzie, piękne dziewczyny - jak nie kochać Rumunii?

Wypoczywamy teraz w centrum Timisoary. Mamy za sobą już ponad 700km, ktoś wymyślił żeby całą noc jechać i dotrzeć pod Belgrad, bez większego namysłu akceptujemy pomysł i ruszamy na nocny podbój serbskiej stolicy. Ale skąd wzięliśmy się w Timisoarze?

Sprawa wydaje się dość prosta, przyjechaliśmy rowerami. Niestety już pierwszy dzień dał nam prawdziwą lekcję pokory. Była to trasa Rzeszów - Komańcza, prawie 110 km po pagórkach, bocznymi drogami. Niby nic, ale solidny wiatr w twarz i ciężki bagaż pokazały nam kto tu ma więcej do powiedzenia. Na zjazdach, pedałując, osiągaliśmy z trudem magiczne 20 km/h. Cała masa większych i mniejszych podjazdów pod które ledwo się wdrapywaliśmy, i ten wiatr, nieszczęsny wiatr... Na wpół żywi dojeżdżamy późnym wieczorem do rodziny w Czystogarbie, gdzie zostajemy syto ugoszczeni, po czym bez większych problemów zasypiamy, jeden z ostatnich razy, w miękkim, ciepłym, suchym, czystym i do tego łóżku.

Nawet nie zauważyliśmy jak przejechaliśmy Słowację. Suniemy już Węgierskimi równinami, jesteśmy na dzisiaj umówieni w Hajdunanas na obiecanego grilla. Tylko myśl o solidnym kawałku mięcha pozwala nam dotrzeć do celu. Przejechaliśmy dziś prawie 170 km, zjedliśmy po kilka kilo mięsa i uzupełniliśmy braki "płynu fizjologicznego zewnętrznego". Dopiero po 3-ciej w nocy kładziemy się spać. Znów nie było problemów z zaśnięciem.

Na Węgrzech trwa nasza aklimatyzacja do wysokich temperatur. Herbatę można bezpośrednio zaparzyć w wodzie z bidonu. Toczymy się bardzo sprawnie madziarską sawanną w stronę rumuńskiej granicy, po drodze zwiedzając Debrecen. Szukając noclegu natrafiamy na "śmieszną" plantację, jak się zresztą później okazało, nie po raz ostatni. Po rozmowie z Manitou i Elvisem zasypiamy jak małe dzieci. U naszych bratanków od szabli i od szklanki żegnamy się z ładem i porządkiem. Od tego momentu już nic nie było jasne, oczywiste i na swoim miejscu. Wjeżdżamy do Rumunii.
Strona:  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:

Komentarze

  • EPSI / 2011-04-24
    NIE BYLE JAKI WYCZYN, PODZIW, SIŁA I KONDYCJA. POZD.
  • Krzysztof / 2011-01-16
    Cudowna biblijna opowieść.Będą Was interpretować jeszcze 2000 lat i zrobią na Was interes życia
  • antek / 2010-05-15
    Komandosi przy was wysiadają!!! Szacun maksymalny!
  • Bochum / 2010-03-13
    Gratuluje....odwagi.....no o kondycji lepiej nie mówić, bo mimo,ze jestem bylym sportowcem...nie dalbym rady..Pozdrawiam...Ciekawe czy rowery były mocno podniszczone??
  • Albert / 2009-03-13
    Mieszkam na Węgrzech i w kwietniu wybieram sie do Rumunii. To bedzie nic w porównaniu z Waszym wyczynem. Gratuluje
  • ajuś / 2008-12-01
    jak to ziomale powiadaja: "pelen szacun"
  • krzepnik1 / 2008-11-30
    Nie pozostaje mi nic innego jak potwierdzić słowa przedmówcy "Ciosna": Świetna wyprawa Panowie
  • jakiluz / 2008-11-28
    Dzięki dzięki Marcinie. A zapraszałem :) mogłeś jechać z nami. Myślę, że byś nie żałował :)

    P.S. Opuścił

    Pozdrawiam
  • Ciosna / 2008-11-24
    Świetna wyprawa Panowie, ciekawe zdjęcia i fajny tekst. Jak wspominałeś Robert o tej wyprawie w maju, to patrzyłem na to przez palce i nie dowierzałem, że możecie tego dokonać. Dziś wiem, że te wątpliwości były bezzasadne. Gratuluję odwagi i zaparcia. Życzę kolejnych odkrywczych wojaży.

    P.S. Mam nadzieję Robert, że dętkowy pech już Cię opuścił

    Pozdrawiam
    Marcin (ten co jeździ "kabrio" z clownem na kierownicy)
WęgryWybierz obszar który Cię interesuje

WęgryChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju