W kierunku Laponii
draoi Wyświetlono: 1459 razy 2008-11-10 01:04:05![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.22 (104 głosów) |
Decyzje o wyruszeniu autostopem do Laponii podjęliśmy na skrzyżowaniu w Warszawie kupując lody w Zielonej Budce. Plan był bardzo ogólny, zakładał przejazd Via Baltica, prom do Helsinek, autostopowanie przez Finlandię i Norwegię, a na koniec droga powrotna pociągiem przez Rosję. Chodziło o to, żeby po prostu tam pojechać... po prostu cieszyć się podróżą i zachwycać każdym dniem.
Rozpoczęliśmy wraz z Arturem w Tychach na wylotówce na Warszawę. Właściwie nie wiem dlaczego pojechaliśmy do stolicy przez Łódź i Łowicz, ale za to od kierowcy wielkiej ciężarówki przewożącej rękawiczki dowiedzieliśmy się, że policjanci mierzący prędkość radarem, to w żargonie CB misiaczki machający suszarkami i mierzący temperaturę.
Z Warszawy dostaliśmy się na Litwę pociągiem a z Litwy pod Łotewską granicę z miłym człowiekiem, który jechał na swoją fermę i postanowił zawieść nas jakieś 20 km dalej niż jechał. Jeżdżąc autostopem spotkałem się już wiele razy z tym, że kierowca postanawia zawieźć mnie dalej niż jedzie. To taki gest, który uświadamia mi, że w ludziach tkwi wiele dobra... że czasem bezinteresownie można zrobić coś dla drugiego człowieka. To miłe. Wszyscy mówią, że autostop jest taki niebezpieczny. Mnie osobiście nie spotkało jeszcze nic nie przyjemnego... a wręcz przeciwnie.
Z granicy z Łotwą zabrali nas Polscy kierowcy tirów aż za Rygę, gdzie w prawie 40 stopniowym upale (tak wskazywał termometr w kabinie) czekaliśmy na kolejnego dobrego człowieka... panią, która kończyła anglistykę i medycynę i opowiadała o tym, jak została uprowadzona, kiedy jako mała dziewczynka łapała stopa w drodze na zajęcia z tenisa. Opowiadała o różnicach kulturowych i językowych miedzy Litwinami, Łotyszami, Estończykami i Rosjanami, i o tym, jak to w sumie moglibyśmy ją zabić, gdybyśmy chcieli, i że właśnie dlatego nie zabiera autostopowiczów. Kiedy wysiadaliśmy w nadmorskiej miejscowości Saulkrasti, pożegnała nas słowami: ,,Dziękuję, że mnie nie zabiliście".
Po kąpieli w Bałtyku i nocy na ciepłej plaży czas było ruszać dalej. Słyszałem kiedyś, że stopa w tych rejonach łapie się bardzo łatwo. Nie mieliśmy chyba jednak szczęścia, bo po kilku godzinach na poboczu wsiedliśmy w kolejny jadący do Tallina autobus i za utargowane z kierowcą śmieszne pieniądze dotarliśmy do stolicy Estonii. To nadmorskie miasto urzekło mnie od razu swoim klimatem. Może to przez te urokliwe uliczki i kamienice, wewnątrz których zatrzymał się czas? Może przez to, że leżąc w parku na trawie, tak doskonale się czułem? A może po prostu dlatego, że byłem w podróży?
Teraz trzeba się było przeprawić do Finlandii. Najtańszy prom do Helsinek odpływał dopiero rano... zasnęliśmy na trawie przed portem.
Około trzech godzin trwała podróż promem na drugą stronę Zatoki Fińskiej. Zaraz po wyjściu z portu przywitał nas rząd straganów z przekrzykującymi się ludźmi i z towarami, które masowo sprzedawane są również i na polskich targowiskach.
Satu, którą poznaliśmy przez Hospitality Club, czekała na nas wraz ze swoją przyjaciółką Lisi z Havany na wielkich schodach przed luterańską katedrą z XIX wieku. Poświęciliśmy trochę czasu na zwiedzanie miasta.
| Oceń relację |
Komentarze
RosjaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju












































szacun, jak Bozia da czas to w tym roku planuje podobna trase, ale pewnie trzeba bedzie odpuscic rep nadbaltyckie a moze i Rosje bo tyle czasu na pewno nie wykombinuje, tak czy inaczej gratulacje:)
Gratuluję udanej podróży. Również ruszyłem ostatnimi czasy na północ, również stopem i również wrażenia niezapomniane. Oby przybywało nas na drogach.