Do tej pory jazdę na rowerze ograniczałem do niedzielnych przejażdżek po chorzowskim parku. Był to zazwyczaj spokojny slalom między innymi rowerzystami, rolkarzami, matkami z dziećmi i obściskującymi się parkami. Gdzieniegdzie zdarzał się nierówny grunt, na którym mogłem przetestować terenową sprawność mojego jednośladu. Nigdy nie marzyłem o zjeździe z górki na łeb, na szyję, o mrożących krew w żyłach niebezpiecznych prędkościach i bezdennych przepaściach. Wręcz przeciwnie, uważałem to za nierozważną zabawę spragnionych adrenaliny chłopców. Podobno tylko krowa nie zmienia poglądów. Całe szczęście, że ktoś tak powiedział, bo dziś nie mógłbym spokojnie spojrzeć w lustro. Zdanie zmieniłem w Boliwii.
Emerytura boliwijskiej Drogi Śmierci.
Marek Rachoń2008-11-04 08:43:39
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 3.48 z 5.00. 23 głosów oddanych
staram się jak najmniej siedzieć (zakwasy w pupie, to niemiła sprawa). Wciąż zimno.
Dialog z Australijczykiem podczas kolejnego postoju:
Australijczyk: jak masz na imię?
Ja: Grzegorz Brzęczyszczykiewicz (ależ jestem złośliwy)
Australijczyk: yeah!!! Cool!!! Skąd jesteś?
Ja: z Polski.
Australijczyk: yeah!!! Cool!!! A gdzie zarabiasz na życie?(on raczej złośliwy nie jest )
I w tym momencie wszystko mi opadło. W Australii też myślą, że w Polsce po ulicach chodzą niedźwiedzie, a mieszkańcy wyjechali z kraju w poszukiwaniu pracy.
Trasa ma jeden kilkusetmetrowy odcinek, gdzie jedzie się pod górę. Na tej wysokości (ponad 3000 m. n.p.m.) serce pompuje krew z odczuwalną prędkością. Dziś już wiem jak będę się czuł mając siedemdziesiąt lat, podczas przejażdżki po chorzowskim parku. Krótki i szybki oddech, ciało odmawiające posłuszeństwa, myśli o rychłym zgonie. Nieświadomy jeszcze tych doświadczeń ruszyłem pierwszy ile sił w nogach i powietrza w płucach. Chłopcy wyprzedzili mnie od razu, ale co tam, to żaden wstyd. Gorzej, że po chwili irlandzkie dziewoje zaczęły mnie doganiać. Moje kończyny wykonały kilka dramatycznych ruchów i skapitulowały. Zostałem tylko z Victorio. Honor uratowało tylko to, że do końca wzniesienia udało mi się dopedałować nie zsiadając z roweru.
Najbardziej emocjonująca jazda zaczyna się, kiedy wjeżdżamy na szutrówkę. I to nie tylko z powodu niebezpiecznego podłoża, wystających kamieni, błota, wąskiej drogi i ostrzejszych niż dotąd zakrętów. Od tej pory wszystkie pojazdy musiały poruszać się po zewnętrznej stronie drogi. Miało to być związane z naszym bezpieczeństwem. Dlaczego? Do dziś nie wiem. Przecież łatwiej spaść w dół jadąc zewnętrzną . Victorio rzucił jeszcze od niechcenia kilka rad:
- zwalniajcie, kiedy będziecie przejeżdżali przez wioski; uważajcie
...
Beata, 2009-01-30 11:41:28
Zobacz zdjęcia:
Boliwia
Boliwia - wybierz obszar, który cię interesuje:











































Dzięki, na pewno z tej atrakcji nie skorzystam. Ale jeśli się uda, to razem z moim boliwijskim amigo obejrzę inne cuda.
Serdecznie pozdrawiam i życzę dalszych podbojów.
terca, 2009-05-09 19:00:43