• Relacji z podrózy: 17350
  • Zdjęć: 123141
  • Podróżników: 28724
  • Porad: 18793
  • Postów: 115536
  • Tematów: 10546

Hiszpania (rowerem,choć nie tylko...)

jakangur Wyświetlono: 683 razy 2008-08-31 23:06:46
  Ocena:2.88 (60 głosów)


rowerowo-samochodowa podróż po Andaluzji
24.09.2006

4.00. Spotykamy się z Fafuskami przed lotniskiem. Ich rowery już gotowe do transportu w pięknych pudłach. Jeśli chodzi o nasze to w ruch idzie folia stretch, trochę folii bąbelkowej i taśma klejąca. Idzie nam całkiem gładko. Jestem dumna, że aż tak gładko i cieszę się w duchu, że ze wszystkim spokojnie zdążymy (co w moim przypadku jest wydarzeniem nieczęstym). Pozostaje nam wypatrywać numeru bramki dla naszego lotu na monitorze. Robi się późno a tu żadnej informacji...bo to nie ten terminal. Lot ma być z Etiudy. Rowery, bagaże na wózek i gazu. Stop! Wózek z rowerami za szeroki dla ograniczonego dwoma murkami chodnika prowadzącego do Etiudy. Rowery pionowo. Spadają. Stop. Spadają sakwy. Stop. Jesteśmy! Samolot jeszcze nie odleciał. Do odprawy wielka kolejka. No już dobrze...Bagaże oddane, teraz tylko rowery na taśmę...Nie wchodzą (!), a panowie celnicy musza zobaczyć co w ramie. Nie krzyczcie na mnie. Odkręciłam wszystko to, o czym mówiły przepisy Norwegian i znajomi z netu. Seba unosi się już lekko ponad ziemię.
Rozrywamy stretch, potrzebne klucze, tylko że klucze w bagażu, a bagaż już daleko. Blokujemy kolejkę, obracam się jakoś nikt się nie uśmiecha. Przeszły. Wczorajszy lot Norwegian z relacji pasażerów nie odbył się, bo nie. Na szczęście my startujemy i lądujemy z kapitanem Gądkiem i o 10.00 jesteśmy w Maladze! Wakacje czas zacząć!
Obawy, co do tego czy rowery wyjadą na taśmie bezpodstawne. Składamy, ładujemy i już jedziemy na pociąg, który ma nas zawieźć do centrum Malagi.
Na peronie nieprzyjaźnie wyglądający pan tłumaczy coś w rodzimym języku. Domyślamy się, że nie lubieją tu rowerów. Trzeba więc będzie pojechać drogą wyglądającą na autostradę. Przejeżdżamy kawałek mając wrażenie, że zaraz ktoś nas sprzątnie. Próbujemy poboczami, pobocza się kończą...Przed nami tylko sieć bardzo szybkich dróg (w każdym razie tak to wtedy widzimy). Wracamy na lotnisko. Informacje turystyczną właśnie zamknęli, panie z napisami na plecach 'Can I help you?' niewiele mówią po angielsku, a my jeszcze mniej po hiszpańsku. Taksówkarze nie chcą zabrać roweru. Postanawiam jeszcze raz wetknąć się do pociągu i prawie mi się udaje. Niestety pan kolejarz osobiście wyciąga mnie z wagonika mimo licznych próśb, protestów i wsparcia starszego pana. Hiszpańskie słońce się rozkręca. Już pewnie ładnie opaliliśmy się jeżdżąc w te i z powrotem na trasie lotnisko-koniec pobocza autostrady. Nikt z nas nie proponuje by ruszyć wraz z rozpędzonymi autami. Ja również, mając ciągle wyraźnie w pamięci przygodę z łebską wydmą nie zamierzam szukać przygód na siłę. Mamy dość. Po wielokrotnych przejazdach wzdłuż wypożyczalni samochodów postanawiamy sami wywieźć się z tego miejsca. Businessman Rav wraz ze swoją 'złotą kartą' załatwia wszystko w mig.
Strona:  1, 2, 3, 4, 5


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:
HiszpaniaWybierz obszar który Cię interesuje

HiszpaniaChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju