„ …motocyklem na marokańskim szlaku… ”
kokomoko Wyświetlono: 692 razy 2008-08-25 20:59:45![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.70 (148 głosów) |
Relacja z motocyklowej podróży po Maroku, pokazuje wspaniały, zróznicowany kraj, pełen niespodzianek, niesamowitych krajobrazów i ciekawych ludzi. Zapraszamy do świata, którym nie mozna się znudzić.
Dzień I
HISZPANIA - TETOUAN
Wyruszamy z południowej Hiszpanii z samego rana. Po przepłynieciu Ciesniny Gibraltarskiej, kontrola graniczna, i już można jechać dalej. W Tetouanie czujemy się dziwnie, nieswojo, zdaje się że jesteśmy tu jedynymi europejczykami. Wieczorem, na ulicy jestem jedyną kobietą, wszyscy patrzą na nas, a my zastanawiamy się: kto dla kogo jest atrakcją? Arabowie dla nas - czy my dla nich?
Dzień II
TETOUAN - CHEFCHAOUEN - KETAMA - FEZ
Rano zwiedzamy Medynę(stare miasto), zadziwia nas to miejsce, pełne ciszy i spokoju o tej porze dnia,jej uliczki układaja sie w ogromy labirynt, w ktorym trudno znaleźć droge do wyjścia.
Dalej jedziemy przez Chefchaouen w góry Rif. Ludzie w tych okolicah utrzymuja sie głównie ze sprzedarzy korka i haszyszu. Zmęczeni nagabywaniem przez tubylców o kupno rodzimych wyrobów, decydujemy się wcześniej opuścić góry i w Ketamie skręcamy na południe żeby na noc dotrzeć do Fezu. Fez to nowoczesne miasto. Niektóre kobiety chodzą tu bez chust na głowach, wieczorem przesiadują w kawiarniach, turyści są wszędzie, pełno tu przewodników i naciągaczy, (których czasem trudno od siebie odróżnić).
Dzień III
FEZ - MEKNES - MIDELT
Stare miasto i grobowce zmarłych władców Maroka to kolejny punkt programu, potem jedziemy do Meknes gdzie udaje nam sie wejsć do meczetu. Medyny to miejsca oblegane przez turystów, które mimo wszystko nie tracą swojego niepowtarzalnego klimatu, przepełnia je muzyka, gwar, zapach przypraw i herbaty marokańskiej.
Dalej kierujemy się na południe w stronę pustyni. Deszcz zatrzymuje nas w miejscowości Midelt, gdzie poznajemy Berbera - Mohammada, który przy pomocy angielskiego i hiszpańskiego opowiada nam historię swojego narodu i poleca jechac na poludnie, do miejscowości Merzouge. Swoim zachowaniem, zdobywa u nas zaufanie, sprawia, że jesteśmy pewni, że nie chce nas na nic naciągnąć czy oszukać. Berberowie wywarli na nas lepsze wrazenie niż Arabowie, którzy na kazdym kroku zaczepiają,nagabują, są czasem natretni i nieprzyjemni.
Dzień IV
MIDELT - AR-RAHIDIA - MERZOUGA
Decydujemy się pójść za radą Moha, po śniadaniu w jego w domu ruszamy na pustynie. Po drodze mijamy wojskową miejscowość Ar-Rahidia, i przepiękne krajobrazy: wąwozy wyschniętej o tej porze roku rzeki Ziz, palmowe gaje, jeziora, pustynie kamienistą i na końcu Saharę. W Merzoudze już czeka na nas gorąca herbata ("Whisky Berber") w hotelu "la source", sa też wielbłądy, i przewodnik Said. Said to kuzyn Mohhamda, jego rodzina mieszka na pustyni, on zarabia pokazując turystom sposób życia Nomadów. Dogadujemy się po hiszpańsku, i angielsku, oprócz tego Said zna jeszcze trochę francuskiego, arabski i berberyjski.
Spędzenie nocy na pustyni to niepowtarzalne przeżycie.
| Oceń relację |
Komentarze
MarokoWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju




































Piękna relacja, piękne zdjęcia, piękna podróż - GRATULACJE!!!