Tu i ówdzie w Europie- wyprawa nieśmiertelnym Daewoo Tico
Mariusz Natalia Wyświetlono: 2125 razy 2008-08-24 16:18:49![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.31 (157 głosów) |
Zapraszamy do udziału w przygodzie na czterech kółkach, bez klimatyzacji, nieco ciasnawej, leniwie toczącej się po drogach i bezdrożach naszego cudownego kontynentu.
Nie miał nawet swojego garażu, ustronnego miejsca, gdzie gołębie nie narobiłyby mu na dach. A należało mu się- był w końcu w średnim wieku i nieuchronnie zbliżał się do końca swego istnienia. Miał co prawda lat dziesięć, lecz jak wiadomo samochodom liczy się ich więcej niż ludziom, coś na kształt psiej rasy. W ciągu swego życia stuknął się z karetką, co pozbawiło go raz na zawsze poczucia bycia dobrze domkniętym...Biedaczek, cóż dziwnego ,że teraz bronił się jak mógł przed jakimikolwiek wojażami; gubił śrubki, gasł bez ostrzeżenia, wypluwał paliwo...Na nic się to zdało. Oj, na nic.
Trafił się bowiem pewnemu małżeństwu o niezbyt pokaźnych zawartościach portfeli, za to bogatych planach podróżniczych. Ciepłą, wakacyjną porą sprawili mu chrzest bojowy, zabierając go ( a raczej siebie-nim) do odległej Skandynawii. Dostał bagaż jak na jeepa przystało: dwóch facetów, kobietę i niemowlaka na dokładkę. Plus prowiant na dwa tygodnie, ubrania dla wspomnianej czwórki, pieluszki, śpiworki, namiot i resztę biwakowego ekwipunku. Ruszyli w drogę.
Mknął przez niemieckie autostrady na równi z innymi samochodami, mimo, iż wszem i wobec jest znany jako dobry środek transportu wyłącznie miejskiego. Minął płaską Danię, przemknął widokowym mostem łączącym ją ze Szwecją, gdzie sponad tafli morza wyłaniają się rzędy posłusznych podmuchom powietrza wiatraków. Dotarł wreszcie do Norwegii, gdzie jego nowi eksploatorzy zabawili nieco dłużej, nie dając mu bynajmniej ani dnia wytchnienie. Nad fiordami zaskoczył ich upał podobny do ojczystego. Z trudem uświadamiali sobie, że te oto lazurowe języki wody, wijące się między zalesionymi, strzelistymi górami, są częścią odległego o ponad sto kilometrów morza. Nic dziwnego, że Norwedzy obrali je za swoją wizytówkę, choć mają do zaoferowania znacznie więcej. Kręte, strome trasy samochodowe w górach. Wysokie wodospady. Lodowce, a wśród nich jeden, który wspomniani mężczyźni mieli okazję zobaczyć u stóp góry Galdhopiggen.
Gdy podróżnicy zaspokoili z grubsza głód poznania Norwegii, przyszedł czas na Szwecję i jej zimne, nieprzychylne człowiekowi tereny Laponii. Daewoo Tico, bo takiej marki było bohaterskie autko, mknął przed siebie dzień i noc, przemierzając te dzikie zakątki Europy. Co prawda nie sposób było dostrzec różnicy w krajobrazie o godzinie czternastej czy drugiej w nocy, z powodu wszechobecnej jasności jazda była nieco łatwiejsza. Utrudniały ja natomiast przechadzki tubylców- ogromnych, dzikich łosi.
Po dwunastu dniach w drodze, noclegach pod namiotami lub na siedzeniach samochodu, sporadycznych prysznicach, ośmiu tysiącach kilometrów na liczniku, wagabondzi wrócili wreszcie na ojczyste łono.
| Oceń relację |
Komentarze
ŁotwaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju














































jak czytam takie opowieści to aż moim marzą mi sie podróze po Polsce i nie tylko :)
Leszku,całkowicie zgadzam z Natalią.A gdyby nawet się rozkraczyli w drodze,to myślisz że świat by się zawalił.Ojjj Leszku to Ty jesteś Pietrucha, a z nimi wszystko jest w porządku.
Myślę, Leszku, że dalibyśmy radę;) Zwłaszcza, że nasz Ticuś właśnie ,,rozkraczył" się tego lata, co prawda w Polsce, ale w miejscu, skąd ciężko było ruszyć się dokądkolwiek (zero pociągów, jeden PKS na dzień) I przeżyliśmy...I przygoda była z tego wspaniała...Myślę, że całe piękno podróżowania wychodzi dopiero przy pewnych trudnościach, wyjazdy ,,gładkie i bez szwanku", te gdzie masz wszystko podłożone pod nos, należą moim zdaniem do najnudniejszych w świecie...
Ale Ty masz prawo myśleć inaczej....
Choć, jak to się mawia, ,,do odważnych świat należy!"
Jeśli ktos z pasarzerow nie jest mechanikiem to takie wyjazdy to jak rosyjska ruletka. Serio rozumiem ze odrobina szalenstwa nie zaszkodzi. Wybaczcie ale to juz podchodzi pod lekka nie glupote. Ciekawe co byscie wspominali wyjazd gdyby sie wam to auto rozkraczylo na jkims bezludziu.
Fajnie wiedzieć, że istnieje ktoś o podobnych zapatrywaniach na świecie...Kto wie, że marka autka czy dzieciaczki u boku (albo w brzuchu) nie muszą być przeszkodą na drodze do podróżowania..
Pozdrawiam!
He he he a myślałem, że tylko ja jestem szalony.
Zjeździłem Ticem Polskę, Słowację, byłem na Węgrzech w Austrii, Chorwacja prawie cała zwiedzona. Dw lata temu zabrałem żoną w ciąży i córkę i pojechaliśmy do Rumunii i Bułgarii 4500km. Wjechaliśmy Ticem w chmury na wysokości 2300 m.n.p.m. Autko ma już przejechane ponad 230 tyś km i nadal świetnie jeździ.
Pozdrawiam
Luca
Nasz niestety już długo nie pochodzi....Stuknęło go podczas wakacji jeszcze raz i się biedaczek nieco rozsypał. Ale póki działał- był niezastąpiony na wszystkich drogach. Pozdrawiam!
Ten artykuł to inspiracja:) Nasz Ticuś już się nie może doczekać wyjazdu za granice:)