• Relacji z podrózy: 17305
  • Zdjęć: 122762
  • Podróżników: 28277
  • Porad: 18790
  • Postów: 112497
  • Tematów: 10278

Jericoacoara

itchyfeet Wyświetlono: 1341 razy 2008-08-22 17:41:19
  Ocena:2.83 (127 głosów)


Nie aż tak dawno, dawno temu...
No. Nareszcie coś, co choć trochę zaspokoi moje stereotypowe wyobrażenia na temat podróżowania po Ameryce Południowej: środek nocy, kończy się asfalt, wysiadamy z komfortowego autokaru, którym podróżowaliśmy przez ostatnie kilka godzin (z klimatyzacją załączoną w trybie arktycznym) i przesiadamy się do bezokiennego terenowego autobusu, wokół którego wciąż trwa przeładunkowa krzątanina. Jeszcze krótka wymiana zdań między kierowcami, nasze plecaki na dach i jedziemy dalej. Co prawda nie ma kaczek, kur ani gęsi, ale scenografia autobusu wypełnionego praktycznie samymi miejscowymi, wracającymi z wielkimi pakunkami z wyprawy do miasta, daje nam poczuć odrobinę egzotyki. Kierowca pędzi po bezdrożach wprawnie omijając każdą większa dziurę, a my wytężamy wzrok starając się zbadać otaczającą nas scenerię. Schowany za chmurami księżyc bezlitośnie jednak odmawia odsłonięcia rozpiętej wokół nas kurtyny ciemności. To trochę jakby nas zabrano do tajnej kryjówki tajnej organizacji z tajnymi opaskami na oczach - myślę sobie. Jedyne co udaje się nam zobaczyć, to oświetlone reflektorami kałuże, które rozpryskują się od czasu do czasu pod kołami autobusu. Już zaczynamy się poddawać tej hipnotyzującej monotonii podskoków na wybojach, gdy nagle powierzchnia pod nami staje się bardziej wyrównana, a z prawej strony dochodzi ledwo słyszalny, równomierny szum...oceanu! Mkniemy szaleńczo po tej plażowej ekspresówce zaledwie kilka metrów od iluminowanych światłami autobusu i miarowo głaszczących brzegi fal. Poziom adrenaliny wzrasta wyrywając nas z letargu. Kolejne pół godziny po tej piaszczystej trasie i wreszcie docieramy do celu, gdzie zaraz po "zejściu na ląd" zostajemy oblężeni przez mieszkańców wioski oferujących nam zakwaterowanie. Wyczerpani dwudniową podróżą i przeżyciami ostatnich paru dni, nie opieramy się zbyt długo i już po chwili podążamy za grupką młodzieńców zapewniających nas o jakości oferowanego nam lokum. Zrzucamy bagaże w naszym, dość zatęchłym, pokoju i padamy do łóżka zasypiając błyskawicznie twardym i głębokim snem niedźwiedzim. Dopiero następnego dnia jest nam dane ujrzeć prawdziwe oblicze Jericoacoary. Najpierw śniadanie i zmiana kwatery, a następnie rekonesans wioski: kilka przecinających się piaskowych uliczek wypełnionych kafejkami, w których rozbrzmiewa brazylijski jazz, rozsiewającymi apetyczne zapachy restauracjami oraz sklepikami sprzedającymi ręcznie wyrabiane pamiątki. Na głównym placu grupa kierowców stoi zebrana wokół wielkiego garnka z gotującą się kukurydzą czekając na potencjalnych klientów. Pozdrawiają nas i oferują przejażdżkę po plaży swoimi buggy - niewielkimi, przystosowanymi do jazdy po piaszczystym terenie, pojazdami.
Strona:  1, 2, 3, 4


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:
BrazyliaWybierz obszar który Cię interesuje

BrazyliaChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju