• Relacji z podrózy: 17305
  • Zdjęć: 122762
  • Podróżników: 28277
  • Porad: 18790
  • Postów: 112497
  • Tematów: 10278

Marcus Baker

maksok1 Wyświetlono: 158 razy 2008-08-20 08:10:26
  Ocena:2.85 (74 głosów)


Wyprawa na szczyt w południowej części Alaski
Szczyt Marcus Baker

Marcus Baker jest najwyższym szczytem w górskim paśmie Chugach, leżącym na połudnoiwym wybrzeżu Alaski. Bliskość oceanu tworzącego długie okresy złej pogody, duży dystans od najbliższego miasta lub drogi i niebezbieczeństwa terenowe jak rozpadliny lodowcowe i lodowe i śnieżne lawiny powodują że zdobycie szczytu jest dość trudne a ekspedycje rzadkie.
Była to moja pierwsza duża wyprawa, zorganizowana przez Alaskański Klub Górski, przygotowała mnie do kolejnych podejść, dała mi szansę sprawdzenia moich możliwości pod nadzorem zaprawionych ludzi gór.
sobota
Po dwu tygodniowym przygotowaniu, zakupu brakującego sprzętu, wynajęciu touringowych nart i technicznego czekanu znalazłem się na małym lotnisku w miejscowości Palmer-30 mil na północ od Anchorage. Czekał już na nas samolot śmigłowy Wydra o napędzie turbiny benzynowej o ogromnej mocy. Byłem zadowolony że zabierałem się drugą turą ponieważ pierwsza miała za zadanie wybranie bezpiecznego miejsca na obóz po wylądowaniu na lodowcu Knik, który jest gęsto poprzecinany zdradliwymi rozpadlinami. Byłem pewien obaw, czy dam radę? Czy czegoś nie zapomniałem? Może mam za mało jedzenia? Lot trwał 20 minut, przemieszczaliśmy się nad doliną rzeki Knik, następnie nad tej samej nazwy lodowcem poprzecinanym liniami rozstępów, jego ogrom dawał do zrozumienia iż wręcz niemożliwe byłoby wycofywanie się drogą lądową. Po wylądowaniu wszystkie niepewności zostały za mną, teraz czas brać się do pracy, nie miałem nawet chwili na podziwianie otoczenia, wszyscy uwijali się przy budowie obozu. Temperatura -15C, pogoda niezła, lekki wiatr, ale całkiem przyjemnie. Na wypadek pogorszenia razem z moim współlokatorem wznieśliśmy podwujne śnieżne ściany wokół namiotu. Cały dzień przeleciał na szuflowaniu śniegu, budowaniu kuchni, stawianiu namiotów, rezultatem było małe miasteczko pośród białej pustyni. Wieczorem, po posiłku ustanowiliśmy jutrzejszy plan-przeniesiemy się na 10200 stóp w stronę szczytu aby go zaatakować w dniu następnym. W nocy wzmógł się wiatr, mój sen był kompromisowany chrapaniem współlokatora Johna.
niedziela
Rano pogoda była w porządku, ale John obwieścił że się bardzo źle czuje i chce wylecieć. Wzmógł się wiatr, ale organizatorzy zdecydowali na pozostanie w bazie całej grupy w oczekiwaniu na samolot dla Johna. Niestety po trzech próbach pilot zrezygnował z lądowania.
Przez następne kilka dni pogoda się popsuła, wiał wiatr do 70 km/h, niszczył nasze ściany i zasypywał śniegiem namioty. Czasami musieliśmy wstawać w środku nocy i ubierać zlodowaciałe buty aby odkopywać namioty które w ciągu kilku godzin ponownie zostawały zasypywane śniegiem . Zbudowaliśmy trzy pieczary i do czwartku wszyscy oprucz Johna do nich się wprowadzili.
Strona:  1, 2


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:
Stany ZjednoczoneWybierz obszar który Cię interesuje

Stany ZjednoczoneChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju