Gdzie Rzym, a gdzie Krym... Część trzecia: KRYM
smakjapka Wyświetlono: 604 razy 2008-08-09 12:32:18![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:3.03 (234 głosów) |
Decyzja zapadła: spośród wielu pomysłów na wakacyjny wyjazd, wybraliśmy właśnie ten - Rzym i Krym. Zestawienie to powodowało uśmiechy na twarzach znajomych i komentarze: "No tak, gdzie Rzym, a gdzie Krym". Otóż to - właśnie o to nam chodziło...
Dzień pierwszy
Symferopol. W końcu jesteśmy na Krymie! Po odbiorze bagaży opracowujemy ramowy plan działania, wsiadamy w trolejbus (nr 9 lub 9/2 lub 29 - na tej samej trasie pojazdy mogą być różnie oznakowane, tak mi się przynajmniej wydaje)i jedziemy w kierunku dworca. Tam decydujemy się na podróż marszrutką, wychodząc z założenia, że ten środek komunikacji zapewni nam szybszy dojazd do Sewastopola niż elektriczka. Nie do końca jest to jednak prawda. Wprawdzie elektriczka wlecze się niemiłosiernie, ale aby wsiąść w marszrutkę, trzeba najpierw odstać swoje w kolejce. Potem wykupuje się bilet na konkretną godzinę, na pierwszy wolny kurs - to również oznacza czekanie. Plusem jest to, że bilet gwarantuje miejsce siedzące.
W końcu jedziemy - dzięki temu działa naturalna klimatyzacja, jaką zapewniają otwarte okna. Naprawdę jest gorąco... Po ok. 2 godzinach dojeżdżamy do Sewastopola i tutaj - zdziwienie. Gdzie są te wszystkie babuszki, które miały oczekiwać na nasz przyjazd z ofertami wynajmu pokoju?! Jest cicho i spokojnie... niedobrze. Potem dopiero zorientowaliśmy się, że babuszki czekają na podróżnych raczej na dworcu kolejowym i że w związku z tym naprawdę lepiej jest jechać elektriczką.
No cóż, ale my i tak zmierzamy do Bałakławy, tak więc wsiadamy w trolejbus z napisem 5KM i dojeżdżamy do tego niezwykłego miejsca. Jest to węzeł komunikacyjny i ogromny bazar jednocześnie. Po opuszczeniu marszrutki zaczepia nas pewien starszy człowiek i oferuje pokój w swoim domu, znajdującym się na półwyspie Fiolent. Cena - 50 UAH od osoby, czyli stówa za naszą dwójkę. Jest to górny pułap ceny za nocleg, który określiliśmy sobie wcześniej, tak więc na razie dziękujemy i decydujemy się jednak jechać do Bałakławy. Pan Walentij jest na tyle miły, że prowadzi nas do miejsca, z którego odjeżdżają busy do Bałakławy, poucza również, że musimy ustawić się w kolejce i cierpliwie czekać, aż zmieścimy się do któregoś z nadjeżdżających pojazdów. Odwzajemniamy grzeczność i zapisujemy jego numer telefonu, który podaje na wypadek, gdybyśmy jednak zmienili zdanie i zdecydowali się na jego ofertę noclegową.
Bałakława to pierwsze naprawdę ładne miejsce, które widzimy po przyjeździe na Krym. Do tej pory było raczej szaro, buro i komunistycznie, a tu - promenada, zacumowane stateczki, malownicza zatoczka nad którą górują ruiny twierdzy. Ale - być może z powodu późnej pory (jest godzina 17:00) - nie ma babuszek... Co robić - nocleg nie chce znaleźć ciebie, w takim razie ty poszukaj noclegu. Przy promenadzie widzimy karteczkę z ogłoszeniem dotyczącym kwatery - cena...200UAH za dobę za mieszkanie, wskutek negocjacji obniżona do 150UAH. Idziemy w inne miejsce - tam niestety ceny są podobne, 150 UAH za mieszkanie, za pokój - niewiele mniej, bo 130 UAH.
| Oceń relację |
Komentarze
UkrainaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju





































Świetna relacja! Widzę że Krym Ci się spodobał tak jak mnie cztery lata temu
;-) Klimat i ludzie. Szkoda że wszystko tak podrożało. Ja wróciłem właśnie z okolic Odessy i jestem trochę rozczarowany zdzierstwem jakie tam panowało. Ale cóż komercja, coraz więcej ludzi tam jeździ...
Podziwiam Was za te podroz.. Za to ze nie zrazaliscie sie niedogodnosciami i potrafiliscie czerpac tyle przyjemnosci z wyprawy na Krym:). Ja 5 dni temu wrocilam z Sudaku. Dla mnie i mojego chlopaka byla to proba wytrzymalosci:). Po 1. z powodu strasznego upalu, ktory wykanczal nas fizycznie,po 2. z powodu meczacej podrozy, po 3. z powodu tylko podstawowej znajomosci jezyka rosyjsciego, poza tym to byla proba charakterow, ten wyjazd traktuje troche jak sprawdzenie siebie i tego jak radzimy sobie w niecodziennych warunkach :). Test wypadl jak najbardziej pomyslnie:). Warto bylo pojechac, bo nigdy w zyciu nie zapomne widoku przy zachodzacym sloncu na Nowy Swiat z Twierdzy Genuenskiej... Plakac mi sie chcialo, bo pierwszy raz w zyciu poczulam taka wolnosc... Sciskam serdecznie:)