• Relacji z podrózy: 17305
  • Zdjęć: 122762
  • Podróżników: 28277
  • Porad: 18790
  • Postów: 112497
  • Tematów: 10278

Gdzie Rzym, a gdzie Krym... Część druga: LWÓW

smakjapka Wyświetlono: 438 razy 2008-08-08 15:35:49
  Ocena:2.81 (85 głosów)


Decyzja zapadła: spośród wielu pomysłów na wakacyjny wyjazd, wybraliśmy właśnie ten - Rzym i Krym. Zestawienie to powodowało uśmiechy na twarzach znajomych i komentarze: "No tak, gdzie Rzym, a gdzie Krym". Otóż to - właśnie o to nam chodziło...
Katowice - to było kolejne miasto na trasie naszej podróży. Tylko dzięki rajdowemu zacięciu kierowcy busa, kursującego między Pyrzowicami a dworcem PKP, udało nam się zdążyć na nocny pociąg do Przemyśla. A już baliśmy się, że przyjdzie nam spędzić noc na dworcu...

O 7:00 dojechaliśmy do Przemyśla, gdzie chwilę później przesiedliśmy się do kolejnego środka komunikacji - busika kursującego do Medyki (2zł od osoby). Kolejnym etapem było odstanie około dwóch godzin w oczekiwaniu na przejście przez granicę. Było to dla nas nowe doświadczenie... :) Celnik ukraiński nie chciał przepuścić nas bez kolejki, mimo że z wymownym uśmiechem pokazywaliśmy na nasze plecaki... Niestety, nie ma paszportu ukraińskiego, nie ma przywilejów. Cóż, nie to nie, postoimy.

Na szczęście stanie w kolejce jest o wiele mniej uciążliwe, gdy wokół są przyjaźni ludzie. A na takich właśnie trafiliśmy. Mieszkańcy okolicznych miejscowości prześcigali się w udzielaniu dobrych rad, zorganizowali też dla nas karteczki, które trzeba wypełnić, aby przejść przez granicę (jedna część zostaje u celnika, żeby miał czym palić w piecu, drugą oddaje się przy wyjeździe z Ukrainy). Po gromkim: "Luuuudzie! Kto ma dodatkowe katreczki?!" mogliśmy ze sporym zapasem czasu wypisać te egzotyczne dokumenty... Poza tym spotkaliśmy także innych Polaków objuczonych wypchanymi plecakami (serdecznie pozdrawiamy!), z którymi później kontynuowaliśmy podróż w kierunku Lwowa, wymieniając jednocześnie różne przydatne informacje.

I w końcu udało się, przekroczyliśmy granicę! Nie musieliśmy też zbyt długo czekać na marszrutkę do Lwowa (15 UAH od osoby), która nota bene załadowana była plecakami tak bardzo, że aż trudno to sobie wyobrazić... :) Po ponad dwugodzinnej podróży dotarliśmy w końcu do Lwowa. Spod dworca kursuje tramwaj, którym dojechaliśmy do przystanku Zelena - przystanki są odczytywane przez głośnik, dzięki czemu teoretycznie można się zorientować gdzie aktualnie znajduje się tramwaj. W praktyce - z powodu trzasków, hałasu i innych niesprzyjających okoliczności przyrody - najbezpieczniej zapytać konduktorki (sprzedającej bilety) lub pasażerów. I dobra wiadomość - naprawdę można dogadać się po polsku...no, z małym dodatkiem języka migowego.

Kierując się drogowskazami, prowadzącymi do Mac Donald'sa , trafiliśmy w końcu na Prospekt Szewczenki. Tam znajdował się nasz hostel - Sun Hostel(lub Shevchenko Hostel- są dwa napisy). I tu znowu miłe zaskoczenie - hostel jest naprawdę fajny. Mamy pokoik z łazienką, czystą pościel, obsługa jest miła i bardzo pomocna - a w dodatku mamy nocleg o rzut beretem od centrum miasta. Za pokój dwuosobowy płacimy ok. 120 UAH.

Po zrzuceniu bagaży pędzimy coś zjeść.
Strona:  1, 2, 3


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:
UkrainaWybierz obszar który Cię interesuje

UkrainaChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju