Krym nosi sie w siateczke.
Labedz Wyświetlono: 703 razy 2008-07-11 23:17:36![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:3.11 (88 głosów) |
Chcialam zeby ta relacja byla troche jak Krym - roznorodna, niedopowiedziana, ot mozaika. Ukraina jest dla mnie przygoda, ktora sie jeszcze nie skonczyla, wciaz "sie pisze" na kartach mojego zycia.
Powoli wchodze na zalany sloncem peron, z którego odjezdza pociag do Przemysla. W plecaku pachnie jeszcze nowością przewodnik Bezdroża, a mapa wciąż sztywna i lsniaca. Przyszly Kaowiec i obecny Inżynier ruszaja na Krym!
Nasze glowy - pelne pomysłów na ten 10 dniowy wypad na wschod. Jeszcze nie wiemy jak goraco tam może być, jak bardzo tesknic będziemy za prysznicem, jeszcze uśmiecham się do tych wszystkich arbuzow, które zamierzam zjesc.
W pociągu duszno, goraco, z głośniczków rycza ukraińskie przeboje. Mamy miejsca: 10, 11 - ja na gorze. Jeszcze zanim wyruszamy dostajemy pol kilo dorodnych ogórków od towarzyszki podrozy spod 9. Starcza nam nawet na sniadanie na odesskiej plazy..
W miescie Odessa (w kolejności):
Kapiemy się w morzu, bierzemy prysznic przy znalezionych w ciemnej uliczce kranach w centrum miasta. Nastepnie: kluczymy uliczkami Odessy, znajdujemy fajna knajpke, w której jemy kolacje, krecimy film na schodach Potiomkina ku czci i chwale Eisensteina, po czym buszujemy po porcie. Troche już zmeczeni oglądamy zachod słońca w zatoce. Noc spedzamy w pociągu jadacym do Symferopola.
Symferopol: konieczny uklon w strone socjalizmu. Przed dworcem - do wyboru dwie opcje - ta po lewej Engels, ta po prawej - Marks(czy bylby zadowolony?). Idziemy ta po prawej. Po drodze mijamy park Lenina, czolg z okresu wojny i w koncu docieramy na starówkę. Odnajdujemy restauracje z ukraińskimi przysmakami na ul. Puszkina z przepysznym barszczem po ukraińsku - zostajemy tam dłużej.
Bakczysaraj - dziki zachod Krymu.
Ubita ziemia tworzy plac przed stacyjka pociagowa. Wysypujemy się z elektriczki wraz z cala masa mieszkancow. Rozpierzchaja się po nielicznych jeszcze zacienionych bramach, podworkach, uliczkach. Na placu zostajemy tylko My i Oni. Wydaje się, ze nastepuje szybkie odliczanie do 10 i już sa przy nas. Taksowkarze celuja w nas placami, strzelaja nazwami miejsc, do których mogą nas zawieźć. Nie poddajemy się - idziemy swoja droga - prosto do celu - Priwal Kemping.
Po blisko godzinie marszu we wciąż mocnym popołudniowym słońcu przeklinamy chec zaoszczędzenia na bakczysarajskiej taksowce.
Kiedy w koncu docieramy na miejsce okazuje się ze tam nie posiadaja pola namiotowego - rozbijamy się na jednym z bakczysarajskich wzgorz z widokiem na kamienne sfinksy. Niebo nigdy nie mialo tyle gwiazd!
Znowu w marszrutce. Przylepiona do szyby pomiedzy starsza pania a pania mlodsza manewruje przyczepionymi do plecaka gorskimi butami tak, aby nie wyladowaly na główce malego śpiącego dziecka. Mam wrazenie, ze wszyscy we mnie bezgranicznie wierza.
Nie kupiłam tatarskiej czapeczki przed palacem Chana, ale za zyskalam pewność co do tego, ze Zuber jest ukrytym fotomaniakiem.
| Oceń relację |
Komentarze
UkrainaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju














Co do siateczkowych koszulek Ukraińców to jest to moda niezmienna - cztery lata temu też tylko w tym chodzili ;-)