Namibia, Zambia - podróż do czarnej Afryki
tkochanowski Wyświetlono: 1753 razy 2008-06-29 12:18:58![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.91 (190 głosów) |
Relacja z naszj wyprawy do Namibii i Zambii
Windhoek
Nasz samolot wylądował wcześnie rano. Pierwsze słowa Beaty i Doroty to: "Tu jest zimno"!
Nie mogłem w to uwierzyć! Przypomnę, że to była Namibia, strefa podzwrotnikowa, kraj w którym są dwie wielkie pustynie. Gdzie, jak gdzie, ale tutaj też im będzie zimno?! Niestety to była prawda, bo stolica leży na wysokości około 1650m npm i jest na terenie pustynnym, więc noce (i wczesne ranki) bywają bardzo zimne.
Na lotnisku byliśmy umówieni z gościem z wypożyczalni samochodów (bardzo pomocna sprawa, bo lotnisko jest spory kawałek drogi za miastem, firma Elena Travel - link w dziale Linki), który zabrał nas potem do swojego biura aby załatwić całą papierkową robotę. Co prawda chwilkę (ze 2 godziny) musieliśmy na niego poczekać, bo o nas zapomniał, ale w końcu przyjechał.
Sprawa druga, która mięliśmy nadzieję załatwić w dniu przylotu, to wymienić nasze wizy jednokrotnego wjazdu, bo tylko takie wydają w ambasadach w Europie. Wbrew temu co mówili w Londynie, na lotnisku nie da się zamienić tej wizy na wielokrotnego wjazdu (a taką potrzebowaliśmy, żeby wyjechać do Wodospadów Wiktorii w Zimbabwe i wrócić do Namibii na samolot powrotny). Straż graniczna odesłała nas do Ministerstwa Turystyki, tyle tylko że trafiliśmy akurat na święto państwowe i ministerstwo i tak byłoby zamknięte. Nie chcieliśmy tracić czasu i postanowiliśmy zostawić sprawę wiz na później. Tym bardziej, że Sergiej (właściciel wypożyczalni, Rosjanin) skontaktował nas z jakąś agencją, która zajmuje się jego sprawami wizowymi. Oni przekonywali nas, że bez problemu zostaniemy wpuszczeni z powrotem do Namibii po wizycie w Victoria Falls, pomimo naszych jednokrotnych wiz. Jak się później okazało, wcale tak łatwo nie było. Ale nie wyprzedzajmy faktów...
W biurze wypożyczalni szybkie formalności, potem zakupy. Najwięcej czasu zajęło nam znalezienie butli gazowychj Campingas - udało się je zdobyć w dużym centrum handlowym Post Street Mall w samym centrum miasta (ulica Post Street).
I wyruszyliśmy w kierunku Solitare i Soussvlei drogą C26 przez Gamsberg Pass. Asfalt skończył się szybko, właściwie 5 minut po wyjechaniu z miasta... Wtedy przekonaliśmy się jak naprawdę wyglądają namibijskie szutry. Miejscami jest dobrze, miejscami kiepsko i prędkość spadała do 30 km/h. Niestety samochód osobowy nie zawsze radzi sobie dobrze z "tarką" która tworzy się na drogach. Poza tym spod kół mijających samochodów wyskakiwały kamienie i uderzały o szyby. Jeden taki rozbił nam przednia szybę! Niestety oznaczalo to dla nas dodatkowe koszty (około 700 zł :-(.
Krajobrazy po drodze piękne, ale monotonne. No i pustka - żadnej miejscowości, rozsiane tylko gdzie niegdzie farmy.
| Oceń relację |
Komentarze
ZambiaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju
































Bardzo ciekawe uwagi i obserwacje. Szkoda, że nie skusiliście się na Vic Falls - jest tam znacznie więcej atrakcji. A nie bardziej niebezpiecznie niż w Zambii.