Hawaii - Kilauea jeden z czynnych wulkanów – Big Island 3
Dag Wyświetlono: 605 razy 2008-06-26 19:48:37![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.74 (39 głosów) |
Szosą nr 11, łączącą Hilo i Kona, kierujemy się na szczyt wulkanu Kilauea. W 1916 r. wokół wulkanu stworzono Park Narodowy Hawajskich Wulkanów, który został uznany za przyrodnicze dziedzictwo ludzkości. Park składa się z dwóch części: szczytu wulkanu Mauna Loa (mniej uczęszczana - teleskopy, kopuły badawcze) i górę Kilauea wraz z przyległą aktywną strefą wulkaniczną (krater Pu'u'O'o). Wokół kaldery Kilauea (rozległe zagłębienie w szczycie stożka, powstające zwykle przy końcu erupcji wulkanu wskutek rozsadzania lub zapadnięcia się jego części) - biegnie 18 km , którą można objechać autkiem lub przejść na piechotkę. My oczywiście wybrałyśmy autko. Po minięciu bramek wjazdowych, parkujemy i idziemy do ośrodka informacji turystycznej, gdzie zaopatrujemy się w mapy i przewodniki, wysłuchujemy wykładu pani ranger o powstaniu wyspy i dzialaniu wulkanu. Zmieniamy obuwie. Idziemy na drugą stronę drogi, do… i tu uwaga, małe zaskoczenie dla turystów, do hotelu "Volcano House", zbudowanego w 1877r. Przechodzimy przez pięknie urządzony hol i salę z kominkiem, kierujemy się na werandę ogrodu hotelowego. A tam, stajemy na krawędzi ogromnego zapadliska kaldery krateru Halemaumau. Przeciwległy brzeg ledwie jest widoczny we mgle oparów. W środku kaldery między kłębowiskiem zastygłej lawy, widać mniejsze otwory wtórnych kraterów. Widok nieziemski!
Jadąc dalej obwodnicą zatrzymujemy się w wielu miejscach by podziwiać widoki, zaglądamy do Jaggae Museum i poznajemy rodzaje law ( a'a i pahoehoe), oraz dzieje bogini Pele (o tym już pisałam). Jedziemy dalej, do kolejnych kraterów, zatrzymujemy się przy Sulphur Banks i Steam Vents z widocznymi pęknięciami w ziemi, z których wydobywają się fumarole czyli gorące wyziewy pary wodnej, dwutlenku węgla, fluoru i wielu innych chemicznych substancji. Zjawiska te niezbicie dowodzą, że wulkan Kilauea jest czynny! Jesteśmy na bombie zegarowej, Pele ma ustawione zegary, nic innego nie pozostaje jak oddać się przeznaczeniu.
Spotykamy gęsi nanu (symbol Hawajów), spokojnie spacerujące między turystami po lawowym terenie. Są one chronione i na nóżkach oznakowane. Na trasie naszej wędrówki ustawione są tabliczki informujące o roku wybuchu lawy z kolejnego krateru, oraz o pieszych szlakach turystycznych. Wybuch i wyciek lawy z 1984r zniszczył, pochłonął spore tereny dżungli. Kolejną atrakcją tego przejazdu jest zjazd w stronę wybrzeża tzw. "Drogą 17 kraterów". Zatrzymywałyśmy się przy każdym miejscu widokowym i przyznać muszę, że choć zachwycały nas barwy i kształty powstające z działalności bogini Pele, to jednak ten księżycowy pejzaż jest przerażający i działa przygnębiająco.
Wieczorem chyba ok 21-ej, ponownie wybrałyśmy się na szczyt Kilauea, by następnie odbyć pieszą wędrówkę wzdłuż oceanu, po zastygłej lawie, do miejsca, z którego będzie można zerknąć na aktywność krateru Pu'u'O'o, z którego od 18 lat , wylewa się szczelinami gorącą lawą i wpada w postaci czerwonej magmy wprost do Pacyfiku. Otaczała nas czerń - lawy i nocy. Mijający nas turyści szybko giną w ciemnościach, gdzieniegdzie widać migające latarki. Szlak oznakowany jest fosforyzującymi małymi tabliczkami, szłyśmy po kruchej, nierównej lawie, ukształtowanej w przedziwne formacje. Bardzo uważałyśmy by się nie przewrócić, gdyż spotkanie z niby płaską aczkolwiek bardzo ostrą lawą, mogło skończyć się okaleczeniem. W pewnym momencie pole lawowe się zakończyło i oczom naszym ukazała się asfaltowa droga. Po kilku metrach znowu pod stopami poczułyśmy podłoże lawowe, a na poboczu zobaczyłyśmy znak drogowy do połowy zalany lawą – z napisem zakaz parkowania. Okazało się, że ten fragment drogi to szosa Chain of Craters Road, to co po niej pozostało po wybuchu wulkanu w 1984r.. Na szczycie jednego ze wzniesień miałyśmy możliwość zerknięcia na ocean i blask czerwonej lawy przed wpadnięciem do wody - przez olbrzymią lornetkę dyżurującej pani ranger. Odległość była jednak jeszcze zbyt duża by to zjawisko gołym okiem uchwycić. Po dwóch godzinach marszu oznakowany szlak się zakończył. Pojawiła się tabliczka, że dalsza wędrówka na osobiste ryzyko turysty! Dowiedziałyśmy się, że jeszcze przed nami ok 6 km drogi marszu i jest się na odległość - 500m od wycieku, pomimo to chciałyśmy zaryzykować. Dzielnie ruszyłyśmy dalej. Po kilku pokonanych metrach czarnych wzniesień w ciemności, licznych potknięciach i odbytej naradzie, z dużym żalem zawróciłyśmy. Zdawałyśmy sobie sprawę, że Nasze latarki były zbyt małe, by wytrzymać oświetlenie trasy długości ok. 12 km, w obie strony. Pokrzepił nas widok innych osób czyniących podobnie, rozsądek tak jak u nas wziął górę.
Następnego dnia wybrałyśmy się drogą nr 130 by zerknąć od strony oceanu na zalane tereny lawowe. Dojechałyśmy do miejsca gdzie się droga kończyła, pojawiły się tabliczki zakaz wjazdu - teren prywatny! Zostawiłyśmy auto i pieszo idąc pod górkę, złamałyśmy zakaz. To, co zobaczyłyśmy tak jak piękne było tragiczne, kilometry czarnej lawy aż po horyzont. W oddali dwa małe gospodarstwa, dookoła jedno wielkie pogorzelisko. Gdzieś nieśmiało z tej czerni wyłaniało się nowe życie. Patrzyłyśmy na tragedię ludzką i natury, był to wstrząsający widok. Tak zakończyłyśmy wędrówkę po królestwie Pele.
| Oceń relację |
Stany ZjednoczoneWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju


































