Z prądem Uły
henq Wyświetlono: 1465 razy 2004-09-19 08:59:16![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.55 (84 głosów) |
Relacja ze spływu rzeką Ułą na poczatku lipca 2004. Uła ma długość około 80 km, z tego 50 km na Litwie (żródła są na Białorusi). Malownicza rzeczka, płynąca przez słabo zaludnione okolice Parku Narodowego Dzukija.
Wyprawa na Litwę, na spływ rzeką Ułą (długość 84 km, z tego 50 na Litwie) rozpoczęła się 30 czerwca w Ełku. Koszt 5-dniowej imprezy– 320 zł (transport, kajaki, 4 obiadokolacje, wstęp do parku). Grupa uczestników z różnych stron Polski , po załadowaniu całego wyposażenia na autokar (tylko kajaki miały być litewskie), udała się do Dubicz (Dubiciai) pod granicą białoruską. Po drodze, w Suwałkach zaopatrzyliśmy się w lity – minimum 50, bo mniej kantor nie sprzedawał. - Po co nam te lity, skoro nie będzie gdzie ich wydać? – zastanawiali się niektórzy. Przecież Uła płynie przez tereny słabo zaludnione, przez Dzukija National Park, gdzie nie ma sklepów.
Na granicy w Ogrodnikach już nie trzeba czekać cierpliwie na odprawę, wystarczy tylko okazanie paszportu lub dowodu oficerowi straży granicznej. Trwa to kilka minut – jesteśmy wszakże już w Unii.
Wszystko szło gładko aż prawie do Dubicz. Po minięciu Vareny, w lesie trafiamy na ekipę, która przekopała całą szosę w poprzek, żeby wykonać betonowy przepust. Samochody osobowe (nieliczne) z trudem przejeżdżają przez piaszczyste pobocze, ale nasz autokar musi zawrócić i szukać objazdu. Na szczęście się znalazł – trzeba było się cofnąć parę kilometrów i drogą żwirową objechać przeszkodę. W Dubiczach jesteśmy koło drugiej po południu.
Koło mostu czeka już na nas 19 kajaków. Zanim zacznie się spływ niektórzy zwiedzają wieś – drewniane chałupy typu skansen, sklepik i kościółek – pół godziny wystarczy. Sprzęt wyładowany, autokar już odjechał, ale nie ma furgonetki, która ma wozić nasze namioty i resztę wyposażenia. Przebieramy się, bierzemy do kajaków tylko niezbędne rzeczy (okrycia przeciwdeszczowe, zapasowe ubrania itp.) i w drogę. Riccardo – nasz pilot i organizator imprezy – zostaje z resztą sprzętu.
I etap jest zaplanowany na 3 godziny. Początkowo, przez 1 godzinę płyniemy meandrującą wśród łąk Ułą. Pustkowie – żadnych chałup, ludzi ani zwierząt. Brzegi najpierw około 2-3 m, potem coraz wyższe i urwiste. Do wieczora spotykamy tylko jedna chałupę. Właśnie tu część kajaków zatrzymała się w obliczu nadchodzącej burzy. Należałem do tej grupy, która zlekceważyła czarne chmury i płynęła dalej. Nie upłynęliśmy 500m, gdy zaczęła się ulewa. Nie trwała dłużej niż pół godziny, ale wystarczyło aby nalać wody do kajaków. Miałem na sobie plastykowy płaszcz i od góry byłem suchy, ale mój partner zostawił swoje eleganckie sztormowe wdzianko na furgonetce i był cały mokry. Schroniliśmy się pod wysokim brzegiem(jeszcze do lasu nie dopłynęliśmy), ale to nie wystarczyło.
Przez następne 2 godziny płynęliśmy już lasem. Brzegi rzeki wyższe niż sosny, często widać świeże osuwiska.
| Oceń relację |
Komentarze
LitwaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju
























Kolego-autorze, kardynalnym błędem jest nazywanie wiosek biegnących wzdłuż Uły skansenami, wszakże to osady żywe i zamieszkałe, choć przyznać trzeba, że zostały (szczególnie Zervynos) wciągnięte na Światową Listę UNESCO, co nie zmienia jednakowoż faktu, iż do miana skansenu dużo im brakuje. Liczę niniejszym na sprostowanie tego tekstu (który pisany był, jak się zdaję, po bardzo męczącym spływie, na kolanie i bez obiadokolacji), zarazem pragnę poradzić autorowi baczniejsze redagowanie podobnych wypocin w przyszłości, nie sugerujących już podobnych rewelacji.