"Kanion Antylopy"
Darek Strzelecki Wyświetlono: 612 razy 2008-06-03 08:47:16![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.16 (145 głosów) |
Zamieszczony artykuł stanowi subiektywny wybór miejsca, związanego mniej czy bardziej z kulturą Indian. Niech stanowi prowokację, zachętę do wyjścia z domu. W drogę, w odkrywanie swoich szlaków.
Z Page nad Jeziorem Powell, to jedynie kilkanaście minut do parkingu w rezerwacie Indian Nawaho. Północ Arizony, Wyżyna Kolorado. Teren zasiedlony przez pierwotnych gospodarzy, największe plemię na kontynencie północnoamerykańskim, któremu jakby z łaski, wydzielono obszary, gdzie rządzi prawo przez nich ustalone. Nawahowie, których język zasłynął jako jeden z nierozpoznanych w szyfrogramach przez wrogów, podczas II wojny światowej, dziś zarabiają na turystach, na swych ziemiach pobierając należności parkingowe oraz opłaty za wyłączny przewóz środkami transportu i przewodnictwo. W przypadku "Navaho Tribal Park" - za przejażdżkę do skalnych szczelin, zwanych Lower i Upper Antilope Canyon, od antylop widłorogich, które tu onegdaj widywano. Gospodarze czerpią też zyski z handlu pamiątkami, czy, a może przede wszystkim, z dzierżawy terenów przez wydobywające naturalne bogactwa koncerny.
Starsza Indianka sprzedaje bilety, zacięcie wypytując, czy obecne z rodzicami dziecko spełnia wiekowe kryterium przyznania ulgowej taryfy. Odnotowuje ilość osób z numerami biletów do swojego zeszytu. Wpisuje też kolejność przybywających, oczekujących później w rozsypce pod wiatą na następne terenowe auto, które dowiezie turystów kilka mil dalej, w głąb pustyni. Porządek musi być. Nasz cel to skalna szczelina, wydrążona w piaskowcu w Górnym Kanionie Antylopy, zwana "The Crack" - "Pęknięcie", bądź z języka autochtonów - "Tse'bighanilini", czyli miejsce, gdzie "woda przeciska się przez skały". Przed sezonem niewielu jeszcze przyjezdnych, ale z rzadka podjeżdżające kolejne "pick-upy", powodują, że po półtoragodzinnym oczekiwaniu tworzy się już spora grupa. W wakacyjnym sezonie podobno czas oczekiwania przy wejściu trwa nawet cały dzień!
W terenowego forda WD4 z siedziskami na otwartej, tak zwanej "pace", wchodzą osoby wywoływane przez indiańską kasjerkę, która dla ułatwienia posługuje się imionami i krajami przybyszów, o które przy sprzedaży "wejściówek" wypytywała. Droga przez wyschnięte koryto okresowej rzeki. Kilkanaście minut jazdy po sypkim, rozgrzanym piasku między równolegle ciągnącymi się z obu stron dwudziestometrowymi wzniesieniami, kończy się przed wejściem do skalnego rozstępu. Na nieziemskie doświadczenie każda grupa oczekuje wsłuchana w głos przewodnika przybliżającego genezę powstania słynnego przejścia przez piaskowcową przeszkodę. O deszczach, powodziowych wodach, skutecznie drążących gdzie możliwe swoich ujść, żywiole, który systematycznie wymywa ziarno po ziarnku z miękkich osadowych skał. Tak przez wieki....
Kręty, wąski, korytarz, wiedzie wzdłuż ścian mieniących i przebarwiających się w zależności od ilości "przefiltrowanych" promieni słonecznych. Jak z punktowych reflektorów, snopy światła dochodzą przez szczeliny, którymi w czasie deszczu spływa opad.
| Oceń relację |
Stany ZjednoczoneWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju




















