• Relacji z podrózy: 17305
  • Zdjęć: 122762
  • Podróżników: 28284
  • Porad: 18790
  • Postów: 112579
  • Tematów: 10281

W stronę Marakeszu

wlodek Wyświetlono: 1335 razy 2008-05-16 12:10:50
  Ocena:2.63 (190 głosów)


"W stronę Marakeszu" to tytuł filmu Gilliesa MacKinnona. My postanowiliśmy sprawdzić osobiście jak to jest w tym gorącym (dosłownie i w przeności) zakątku pomiędzy Europą, Arabią i Afryką...
4.03 - Lądujemy w London-Luton. Luton nie jest tak zapyziały jak warszawska Etiuda, ale ma jednak posmak prowincjonalnego nie-londyńskiego klimatu.
Kimamy całą noc na lotnisku, zresztą spory tłumek low-cost'owych podróżników robi to co my.

5.03 - Rano pobudka. Resztka herbaty z termosu i wsiadamy do samolotu. Moje miejsce wypada w rzędzie, gdzie trzy fotele są puste - odsypiam więc lotniskowe niewygody. Nad Marakeszem pilot wykonuje skomplikowane ewolucje lotnicze dając nam możliwość oglądania miasta z małej wysokości i w bardzo dużym przechyle. Po drugiej stronie ośnieżone stoki Atlasu.
Dojeżdrzamy do mediny autobusem linii 18 (20 dirhamów). Zagłębiamy się w wąskie uliczki i szukamy hotelu. W pierwszym sensowym cena 120 DH za pokój cztero osobowy, ale nie ma wolnych miejsc. Jednak ta cena daje nam wyznacznik do targowania się i poszukiwania ceny dla nas. Jedna z ofert które znajdujemy to nocleg na dachu (wiata, maty, koce) za 30 DH od osoby - jednak dziewczyny ze względu na ryzyko zmarźnięcia zdecydowanie odmawiają. W końcu znajdujemy miły hotelik z pokojem cztero osobowym za 200 DH - bardzo blisko (ok półtorej minuty pieszo) od słynnego placu Dżemaa el-Fna. Hotelik ma super taras na którym można zjeść śniadanie lub na przykład się opalać.
Wieczorem zapuszczamy się w labirynt mediny i marakeskich suków. Błądzimy parę razy, jemy na placu w rozstawionych ad hoc jadłodalniach. Chłoniemy atmosferę. Chałas potworny, non stop okrzyki i nawoływania. Feeria barw i zapachów o natężeniu tak silnym, że nie da się tego porównać do europejskich standardów. Pomiędzy tłumami ludzi przemykają rowery i skutery, mijając nas dosłownie o milimetry i jednocześnie trąbiąc klaksonami. Anka robi sobie hennę na obu dłoniach. Misterna robota - berberyjski motyw wygląda fantastycznie (oczywiście Anka bez henny też wygląda fantastycznie ;-) Przy którymś z "zabłądzeń" trafiamy na sklepik z muzyką. Chłopaki puszczają nam dziesiątki płyt z fajną muzyką marokańską - od tradycyjnej po bardzo "modern". W końcu wybieramy 5 płyt i zaczynamy "wielkie targowanie". Trwa to długo, na koniec chłopaki ze sklepu wypowiadają sakramentalne "you are my friend" i zapraszają nas do częstrzych odwiedzin. Ostateczny efekt cenowy jest bardzo dobry.
Krążymy tak do później nocy, wielokrotnie zapuszczając się w miejsca ciemne i puste o dość dramatycznym nastroju. Generalnie poddaliśmy się medinie - pozwoliliśmy się wciągnąć i kierować nami. Dryfujemy jak liście na wodzie, tyle że bardzo wartkiej.

6.03 - Jemy śniadanie na tarasie - arabskie chlebki z avocado - palce lizać. Popijamy to miętową herbatą i mocną arabską kawą. Znów cały dzień krążymy po medinie, ale zapuszczamy się też dalej, żeby zobaczyć Marakesz w bardziej nowoczesnej wersji.
Strona:  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:

Komentarze

  • Kaśka / 2010-03-18
    Super! Niedlugo wyjeżdzamy do maroka ze znajomymi. Więc miło się czytało i mam nadzieję, że trochę informacji się przyda:)
  • Arek Bristol UK / 2008-12-11
    Czesc dzieki za bardzo ciekawe ilustracje dotyczace Maroka.
    Wlasnie moi znajomi jada na swieta i tak sobie przeczytalem Twoje wspomnienia i przezycia.
    Super opowiedziane i napisane ode mnie 5 gwiazdek za wszystko co opisales:))
MarokoWybierz obszar który Cię interesuje

MarokoChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju