Tegoroczny weekend majowy nie zachwycił pogodą, ale 4 dni spędzone w Beskidzie Niskim będę wspominać jeszcze bardzo długo.
Weekend majowy w Beskidzie Niskim

Chuky2008-05-07 01:37:16
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 4.33 z 5.00. 3 głosów oddanych
Wyjazdy na weekend majowy w Beskid Niski juz na stałe wpisały się w kalendarz imprez SKPT Gdańsk. Główny punkt tego wyjazdu to mini-manewry (12-godzinne), które dla kursantów są generalną próbą przed letnim Przejściem. W tym roku baza manewrowa znajdowała się w Wołowcu.
Impreza ruszyła już 25 kwietnia, ale spora grupa osób mogła dojechac dopiero w nocy z 30 kwietnia na 1 maja. Dziewięc osób pojechało do Krosna, a ja i 5 innych osób wysiadło w Gorlicach, skąd dosyć szybko udało nam się dostac stopem do Gładyszowa. Tutaj po obejrzeniu cerkiewki, ruszyliśmy na azymut do Krzywej, gdzie udało nam się otworzyc cerkiew (swoją drogą jedna z brzydszych cerkwi jakie w życiu widziałam - pokryta blachą, ubogie wnętrze). W Włowcu byliśmy jako pierwsi, bo już koło 16-stej. Mieliśmy szczęście, bo idealnie zdążyliśmy przed deszczem. Inne grupy, które szły tego dnia z Radocyny, nieźle zmoczyło. Ze względu na pogodę, tego dnia nie rozpalaliśmy ogniska.
W piątek 2 maja o godzinie 6 rano trójka kursantów wyruszyła na trasę manewrową. Pozostałe 30 osób jakoś nie kwapiło się do opuszczenia suchutkiej stodoły, bo lało jak z cebra. Przejaśniło się dopiero koło południa. Ja wraz z sześcioma dzielnymi koleżankami wyszłam na najbardziej ambitną trasę: poszłyśmy na rympał przez Mareszkę (paskudna góra, pełna jarów, którymi płyną strumienie), potem na pysznego pstrąga do Świątkowej. Wracałyśmy malowniczą doliną Świerzówki (uwagę zwracają przydrożne krzyże). Wieczorem, gdy już wszyscy zeszli do Wołowca, rozpaliliśmy wielkie ognisko, aby przyrządzić grzańca, posmażyć kiełbaski, pograć na gitarce i pośpiewać. Ach jak ja lubię takie klimaty!!! Np. "We wtorek w schronisku przed sezonem, z doliny wszedł już pierwszy gość, za oknem upał, piwo chłodzi dłonie i tego piwa i tych gór nigdy dość..."
Na 3 maja organizatorzy Niskiego zaplanowali autokarówkę. Autokar podjechał punktualnie o 8 rano. Prawie wszyscy wyjechali - została nas tylko czwórka: Piotr vel Sienki, Danka, Marta z Makowa oraz ja, czyli Ula vel chuky. Zaplanowaliśmy sobie traskę na cały dzień. Idziemy głównym szlakiem beskidzkim przez Krzywą, Popowe Wierchy, Zdynię, Rotundę (ale klimatyczny cmentarz z czasów I wojny), Regietów, Kozie Zebro, a potem schodzimy zielonym szlakiem do Wysowej. Marta została sobie w Zdyni na przystanku PKS.
W Wysowej udało nam się znaleźć rewelacyjny nocleg na tyłach kościoła zdrojowego, za przysłowiowe "Bóg zapłać". Warunki extra: kibelek, kuchnia gazowa, łóżka polowe. Urządziliśmy sobie niezłą wyżerkę i poszliśmy grzecznie spać.
Niedziela przywitała nas deszczem. Wstaliśmy na poranną mszę o 8. Ani trochę nie chciało się przejaśnić. Żeby nie siedzieć bezczynnie 3 h na przystanku PKS, zaproponowałam spacer do Hańczowej. Tutaj szybkie zdjęcie cerkwi i na PKS. Piotr z Danką pojechali na stopa, a ja wsiadłam do autobusu relacji Wysowa-Tarnów. W Tarnowie złapałam pociąg do Krakowa, gdzie udało mi się spotkać na piwku z Marcinem1984sc, który właśnie wracał z Zakopanego do domu, do Sosnowca. Potem jeszcze tylko 8 godzin w pociągu i wylądowałam szczęsliwie w Olsztynie.
Zobacz zdjęcia:
Polska
Polska - wybierz obszar, który cię interesuje:





















































No nie mówię, że teraz nie macie odpalonych wyjazdów ale za moich czasów to dopiero było. Kiedyś wyjeżdżaliśmy z Nieznajowej przez dwa tygodnie do Warszawy i zawsze wracaliśmy do Nieznajowej. Dopiero po wyczerpaniu zasobów pojechaliśmy prosto na egzaminy.
Regietów nie Regiestów a to z cmentarzem, że klimat było naprawde super.
Bogusław, 2008-05-14 22:59:40