Drogowa trasa Srinagar – Kargil – Leh - Manali, to jedna z najpiękniejszych na świecie. Wiedzie przez 900 kilometrów himalajskich serpentyn, kilkusetmetrowych przepaści, wszechobecnego pyłu, niemiłosiernego słońca, jednak przede wszystkim pośród zapierających dech w piersiach widoków.
Dżipem przez Himalaje
Marek Rachoń2008-05-05 18:15:50
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 4.67 z 5.00. 52 głosów oddanych
Hindus mocuje nasze bagaże na dachu. Zresztą alternatywy nie ma, konstruktor tego wehikułu nie wziął pod uwagę luku bagażowego. O zabraniu plecaków ze sobą też nie ma mowy. Człowiek od bagaży okazuje się być "asystentem kierowcy", przed odjazdem sprawdza listę obecności pasażerów, sprzedaje bilety, informuje o długości postojów na trasie. Krótko mówiąc po kierowcy pierwszy na pokładzie. Ruszamy z trzydziestominutowym opóźnieniem. Za towarzyszy podróży mamy rdzennych Hindusów, uchodźców z Tybetu, ale również żądnych jak my przygód Francuzów. W liczbie 3. Zostawiamy za sobą Srinagar i już po chwili Super Deluxe zaczyna piąć się ku górze. Silnik wyje jak na mękach. Za szybą widoki jak z okna samolotu. Choć czasem lepiej w dół nie patrzeć. Przepaście mrożą krew w żyłach. Chwila nieuwagi kierowcy i wszyscy z prędkością przyciągania ziemskiego wylądowalibyśmy 362 metry niżej. Przez otwarte, zepsute (bo nie dające się zamknąć) okno wpada wyjątkowo zimne, górskie powietrze. Jest szósta rano, zimno, coraz zimniej. Mam gęsią skórkę. A ciepłe rzeczy w plecaku na dachu. Może uda się je wyciągnąć na najbliższym postoju?!? Dwie godziny później kierowca zatrzymuje Deluxa przy burym, kiedyś pewnie białym namiocie, noszącym dumną nazwę Restaurant i ryczy: Ten minyts!!!(znaczy się przerwa). Wychodzimy rozprostować kości i rozpocząć pertraktacje z bagażowym. Stanowczo odmawia zdjęcia plecaka, a z nim ciepłych rzeczy. Nawet motywacja finansowa na nic się zdaje. Może ma jakieś uprzedzenia rasowe?! Wracamy zrezygnowani do autobusu (ja jednak w swetrze, pożyczonym - inny tubylec zlitował się nad białasem). I nagle ruszamy!!! Nieważne, że nie wszyscy jeszcze wrócili, że niektórzy załatwiają swoje potrzeby za krzakiem. Ten minyts, to ten minyts. Od tej chwili nikt z pasażerów nie ma wątpliwości kto tu jest szefem.
Jeszcze trzy lata temu ten odcinek
...
pasjonat podróżży, mimo że na koncie ma jak na razie niewiele zwiedzonych Państw
Tomasz, 2008-05-22 17:25:12
Pozdrawiam pasjonatka podróży K.Z.
kziobrowska, 2008-05-17 20:25:46
Zobacz zdjęcia:
Indie
Indie - wybierz obszar, który cię interesuje:



















































teresa kurzyna, 2008-05-26 19:46:35