Koszmar Bikanerski i setki przemiłych szczurów:)), czyli dzień dziewięć i dziesięć.
Smrodliwy Bikaner i szokująca Karni Mata Temple

Perkoska2008-04-07 18:21:05
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 1.00 z 5.00. 1 głosów oddanych
Zrywamy się z samego rana, nasz kierowca jest z dnia na dzień coraz mnie szczęśliwy z tych porannych wyjazdów. Kolejna masakra na trasie i wiele godzin w samochodzie. W mieście zastaje nas niesamowity syf (nawet jak na Indie) i nieprzyjazna atmosfera. Po krótkim spacerze, nieustannie zaczepiani przez żebraków, postanawiamy następnego dnia z rana zobaczyć niezbędne minimum i ruszyć w drogę do Pushkaru. Decyzję ułatwia nam fakt, że nie Bikaner był naszym głównym celem, a Karni Mata Temple, ale o tym jutro. Na mieście jemy kolację i wracamy do hotelu na przedmieściach. Wieczorem bawimy się na dachu w wariacje cieni na ścianie.
Z samego rana zwiedzamy bikanerski fort, gdzie przewodnik mówi po angielsku w taki sposób jak ja po chińsku. Nic nie rozumiemy ale wałęsamy się i oglądamy całość. Zaraz potem ruszamy w drogę. Niedaleko za Bikanerem, nas trasie do Pushkaru, w Deshnoku znajduje się Karni Mata Temple, czyli po naszemu Świątynia Szczurów. Pierwsze kroki stawiam boso, jednak później tchórzę i zakładam skarpetki. Nie z obawy przed szczurami, ale przed syfem który panuje w środku. Na posadzce pełno szczurzych i ptasich odchodów. Szczury są dosłownie wszędzie, mają pod dostatkiem ziaren, kokosów, mleka i wody. Są niewielkie i kompletnie nie zainteresowane ludźmi odwiedzającymi świątynię. Dla nas to nie lada atrakcja, więc wałęsamy się oszołomieni. Szczurki wielkością bardziej przypominają myszy i są przemiłe. Kolejny raz hinduskie wierzenia są dla nas nie do pojęcia, ale legenda ładna
Zaraz po zwiedzeniu szczurlandii wskakujemy do samochodu i "pędzimy" do Pushkaru. Droga jest w dużej części jednopasmowa, nie mylić z jednym pasem w jedną i drugim w drugą stronę, bo po prostu jest tu tylko jeden pas. Uprzedzają co cwańszych podkreślam, że nie jest to także ulica jednokierunkowa Co chwilę musimy zjeżdżać na pobocze, by minąć się z pojazdem jadącym z przeciwka. Adrenalina skacze średnio co kilkadziesiąt sekund.
W Puszkarze odnalezienie naszego hotelu Opornikowi zajmuje około godziny, mimo że to najmniejsze miasto jakie odwiedzamy - jedynie 15 tysięcy człowieków. Po zrzuceniu bagaży wybieramy się do centrum na kolację i ogólny rekonesans. Jemy kolację na świeżym powietrzu i tylko małpy zakłócają nam spokój skacząc po dachu restauracji. Krzątamy się jeszcze trochę po okolicy, oglądamy całą masę kramów na których można kupić dosłownie wszystko. Zakupy odkładamy na dzień następny i wracamy do hotelu - 20 minut w upiornych ciemnościach - nasz hotel jest ostatni w mieście...
Zobacz zdjęcia:
Indie
Indie - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj




















pozdrawiam
Debaja., 2008-04-13 14:34:45