Opis podróży do Indii w roku 2005
Indie liryczno-mistyczne, czyli śladami "dziwnego" - część IV
Rafiki_yako2008-03-17 09:32:15
Wyświetlono razy (ostatnio: )
wielu słów zatarło się, uległo zapomnieniu, zatem w 75% przypadków angielskie rzeczowniki i przymiotniki zastąpione są sanskryckimi słowami w angielskiej transkrypcji, zatem wystarczy, że napiszę te same słowa w polskiej transkrypcji. Trudnym - ponieważ sanskryt jest językiem, w którym prawie każda litera, każdy dźwięk, posiada głębsze, święte znaczenie i należy uważać, by zachować to znaczenie, tłumacząc z nieco staromodnej angielszczyzny. Tak czy owak, bez względu na stopień trudności, uderza mnie jako coś jak najzupełniej oczywistego, że książka ta opowiada o rzeczywistych, prawdziwych rzeczach: latające maszyny naprawdę istniały na tysiące lat zanim bracia Wright pomyśleli nawet o podboju nieba, na tysiące lat przed naszymi współczesnymi pod- i naddźwiękowymi samolotami. Język może być archaiczny, materiały konstrukcyjne użyte do budowy mogą być archaiczne, nie zawsze opisy wszystkich urządzeń są w pełni jasne i zrozumiałe, lecz tekst podaje stanowczo zbyt wiele szczegółów, by traktować go po prostu jako pewien wytwór wyobraźni, jeszcze jeden mit czy legendę albo złożoną metaforę czegoś innego. Cóż to bowiem za metafora, w której mowa o metalowych przewodach w szklanej izolacji, napędzających jakiś rtęciowy czy kwasowy silnik?
Pomimo niemożności spotkania się z dr Jośyerem i odwiedzenia Akademii, misja ta kończy się sukcesem - za równowartość ok. 40 dolarów (tego typu książki nie są tam tanie) jestem szczęśliwym posiadaczem "Wajmaniki Śastry".
Gdy schodzimy ze schodów, naszych uszu dobiega dźwięk typowo indyjskiego instrumentu. Biorę go za sitar. W istocie nie jest to sitar, lecz wiina, bardzo stary instrument, o którym mówi się, że grali na nim bogowie, gdy pierwszy raz pojawili się na Ziemi. Pytam się starszego pana i kobiety, która grała na instrumencie (i najwyraźniej uczyła dzieci, które siedziały wianuszkiem wokół niej), czy mogę nagrać tę grę - jeszcze jeden smak Indii. Milczące potaknięcie głową i uśmiech wyrażają zgodę. Kilka minut zajmuje kobiecie nastrojenie wiiny. Gdy ona zajmuje się strojeniem, on daje nam ulotkę. Okazuje się, że kobieta nazywa się M.K. Saraswathi i jest jedną z najbardziej popularnych wirtuozek gry na tym instrumencie. Zdaje się, że jesteśmy przypadkową publicznością, czy słuchaczami, na darmowym mini-recitalu mistrzyni. Ze skupionymi twarzami, ledwie się poruszając, słuchamy 15-minutowego utworu, który zmienia tempo, przesuwa się po skali, wznosi w górę i opada w dół, wprowadzając nas w zamyślony, pełen medytacji nastrój. Gdy kończy, czuję, że nasze "dziękujemy" jest takie nieadekwatne...
Zobacz zdjęcia:
Indie
Indie - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj


















