Opis podróży po Indiach w roku 2005
Indie liryczno-mistyczne, czyli śladami "dziwnego"
Rafiki_yako2008-03-13 17:46:59
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 4.00 z 5.00. 4 głosów oddanych
na najmniejszą oznakę okazywania uwagi i jest tak skora do pieszczot, że szły za nami gdy się je podrapało za uszami czy poklepało po grzbiecie, choć nie mieliśmy dla nich nic do jedzenia. Pewnej nocy w Bangalurze, wyrzuty sumienia nie dawały mi zasnąć: gdy wysiedliśmy z rikszy, usłyszeliśmy żałosne zawodzenie i popiskiwanie. Wkrótce zorientowaliśmy się, że był to czarny szczeniaczek, najwyżej kilkutygodniowy, malutki, przemoczony od deszczu i chwiejący się nieco na łapkach, albo dlatego, że jeszcze dobrze nie nauczył się chodzić, albo dlatego, że był tak osłabiony, a może z obydwu powodów. Lecz cóż miałem robić? Nie mogłem zabrać szczeniaka do domu, bo przecież nie był to mój dom, a naszej gospodyni mogłoby się to nie spodobać. Nie mogłem mu dać nic do jedzenia, bo nic nie mieliśmy, a sklepy były zamknięte. Więc mały piesek szedł za nami aż do frontowych drzwi i siedział tam, ujadając i skamląc przez pół nocy. Trudno było znieść świadomość, że niewiele mogę zrobić dla tego biednego stworzenia. Rano po psiaku nie było śladu. Zastanawiam się, czy udało mu się dotrwać do rana? Czy nadal żyje?
Wkrótce rozstaliśmy się z Mumbajem i samolotem niezłych linii Deccan Airlines dolecieliśmy do naszego pierwszego punktu docelowego - Chennaju, zwanego dawniej Madrasem. Gdybym został dłużej w Indiach, to może bym się zakochał, ponieważ nieczęsto zdarza mi się widzieć tak niewiarygodnie piękne kobiety, jak jedna ze stewardess w naszym samolocie.
Po locie trwającym godzinę i 40 minut przenieśliśmy się z gorącej wilgoci Mumbaju nad Oceanem Indyjskim do jeszcze gorętszej suchości Chennaju na wybrzeżu Zatoki Bengalskiej. To mnie naprawdę zaskoczyło, ponieważ zaledwie tydzień wcześniej otrzymaliśmy zdjęcie z Chennaju podczas monsunowych deszczów, na którym woda dochodziła prawie do kolan. Teraz zaś, gdy samolot zbliżał się do pasa, zobaczyliśmy, że wszystko co zostało po tych ulewnych deszczach to niewielkie rozlewiska, które częściowo zalały drogi, pola i sady. Czy to z powodu takiej obfitości wody, czy też ogólnie ze względu na klimat, ta część Indii, widziana z okien samolotu, wydawała się znacznie bardziej zielona, porośnięta palmami, krzakami, krzewami i trawą.
Na lotnisku wyszedł po nas Rajkumar, pierwszy z naszych gospodarzy, należących do Hospitality Club (czyli Klubu Gościnności). Klub (http://www.hospitalityclub.org) wyrósł w 2000 roku z pomysłu młodego Niemca, niejakiego Veita K
Jola
ismailija, 2008-03-16 11:48:55
Wojtek
Wojtek, 2008-03-15 01:55:15
anias, 2008-03-14 19:49:37
Zobacz zdjęcia:
Indie
Indie - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj






















Pozdrawiam
Wojtek
Wojtek, 2008-03-16 15:42:28