Pierwszy raz wyruszyłem na wyprawę od początku do końca organizowaną przeze mnie. Pomysł wykwitł podczas rozmów z Peterem Hamorem w trakcie zeszłorocznego Tryptyku i jak widać od razu został zrealizowany. Jako aklimatyzacja przed głównym daniem, które szykowaliśmy na ten sezon... zachodnią ścianą K2.
NANGA PARBAT 2007 - JAK GŁODNE PSY czyli Alpinus Nanga Parbat Expedition


Piotr Morawski2008-03-05 16:00:20
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 3.00 z 5.00. 2 głosów oddanych
do góry. Zjazd miał mi to wynagrodzić. Podczas jednego z pierwszych dni udało mi się złamać przerzutkę po pechowym wjeździe między 2 kamienie. Nie poddawałem się jednak i po złączeniu łańcucha na sztywno ruszyłem dalej do góry. Wieczorem robiliśmy zdjęcia skoków na rowerze. Podczas lądowania noga ześlizgnęła mi się z pedała i mocno ją poharatałem. Na szczęście Gori mi ją opatrzył i mogłem dalej iść. Za to rzeczywiście zjazd był piękny. Gnałem łąkami, wąskimi górskimi ścieżkami, przez pakistańskie wioski i pomiędzy stadami owiec i kóz. Ale to już zupełnie inna historia.
W bazie oprócz nas działały jeszcze 4 wyprawy: dwie chilijskie, jedna białoruska i dwóch Francuzów. Chilijczycy mieli już obóz drugi. Nie marnując czasu wbiliśmy się w drogę dzień po tym, jak dotarliśmy do bazy. Złożyliśmy depozyt na 5800 i zeszliśmy na odpoczynek. Przy następnym wyjściu nie daliśmy za wygraną. Z Peterem i Dodem dotarliśmy do obozu trzeciego i postawiliśmy nasz namiot na wysokości 7000 metrów. Śnieg był głęboki i nieprzyjemny. Jednak nasz zespół działał jak maszyna i we trzech torowanie nie było aż takie męczące. Po dniu odpoczynku ruszyliśmy w kierunku szczytu. Mieliśmy nadzieję, że wyżej śnieg jest lepszy. Niestety. Mieliśmy przed sobą ponad 1100 metrów w pionie, pominęliśmy zwyczajowo zakładaną czwórkę, a droga do szczytu wiodła przez wielkie plateau. I to plateau nas zatrzymało. Torowanie wyssało z nas wszystkie siły. Na 7500 metrów zawróciliśmy. To był męczący wypad. Oprócz śniegu we znaki dawała nam się niepełna aklimatyzacja. Byliśmy raptem dwa tygodnie od wylądowania w Islamabadzie. Rzuciliśmy się na Nangę jak wygłodniałe psy. A teraz trzeba było zawracać.
Nadal głodni, ale rozważniejsi
Dwa dni w bazie i mimo nieprzyjaznej prognozy gnamy znowu do góry. Tym razem zakładamy obóz czwarty na wysokości 7400 metrów. Chcemy atakować wierzchołek, ale przychodzi załamanie pogody. Kolejne dwa dni siedzimy w namiocie wsłuchując się w padający śnieg. Mamy niewiele jedzenia. Prognoza cały czas taka sama. Decydujemy się na atak. 15 lipca ruszamy w nocy do góry. Wieje mroźny wiatr. Świeży śnieg wymaga podwójnego wysiłku przy torowaniu. Mimo tego napieramy. 200 metrów pod wierzchołkiem spod naszych nóg spada lawina. Na szczęście nas nie porwała. Wierzchołek jest zbyt blisko by wracać. Zresztą niebezpieczny teren kończy się i wchodzimy na skalną grań. Czuję jak powoli zamarzają mi nogi. Klnę pod nosem, że przy takim wietrze jednak wyszliśmy z namiotu. Ale klnę bez przekonania. Wierzchołek jest blisko. Dopiero około 13 jesteśmy na szczycie. Nie da się na nim usiedzieć więcej niż kilka minut. Aparat zamarza mi w dłoniach. Raptem po dwóch zdjęciach. Widzę radość w oczach Doda i satysfakcję Petera. Daliśmy radę. A teraz na dół i pod K2! Nie mogło by być trochę cieplej? Dwa dni później wiatr ucicha. Do szczytu ruszają obie wyprawy chilijskie i reszta naszej ekipy. Tego dnia na wierzchołku staje 9 osób! Wśród nich reszta naszej wyprawy: Kinga, Gori, Martin i Anton. Niestety, chory Rudi został w bazie i jest jedyną osobą z naszej ośmioosobowej ekipy, która nie miała szczęścia. Nie posiadam się z radości. Dla mnie to wyprawa szczególna. Pierwsza, którą organizowałem i którą w całości wymyśliliśmy z Peterem. Oczywiście nic by się nie odbyło bez pomocy naszych sponsorów. Chciałbym tutaj podziękować firmie Alpinus, głównemu sponsorowi wyprawy i mojemu patronowi, firmie Lion drugiemu sponsorowi, dzięki któremu mogłem zapiąć budżet na K2, oraz firmom: Grivel, Duncon, Energizer, Julbo, Nikon.
www.piotrmorawski.com
Zobacz zdjęcia:
Pakistan
Pakistan - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj





















