Pierwszy raz wyruszyłem na wyprawę od początku do końca organizowaną przeze mnie. Pomysł wykwitł podczas rozmów z Peterem Hamorem w trakcie zeszłorocznego Tryptyku i jak widać od razu został zrealizowany. Jako aklimatyzacja przed głównym daniem, które szykowaliśmy na ten sezon... zachodnią ścianą K2.
NANGA PARBAT 2007 - JAK GŁODNE PSY czyli Alpinus Nanga Parbat Expedition


Piotr Morawski2008-03-05 16:00:20
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 3.00 z 5.00. 2 głosów oddanych
Wiatr dmie, twarz zmrożona, chmury pod nami. Ciepło w sercu. Do szczytu jeszcze daleko. Oczywiście jest na końcu grani. Ale teren łatwy. Drepczemy. Powoli. Hamowani przez waitr. Zimno. Przed nami, na tle nieba, ostatnie kamienie. I szabla śnieżna między nie wetknięta.
Aparat mi zamarza. Tylko kilka zdjęć. Ledwie stoimy. Ściągam rękawice i palce od razu drętwieją. Kładziemy ręce na rękach. Trzy pary. W geście jedności. Kilka słów. Jest pięknie. Pod nami wszystko. Gdzieś daleko, na horyzoncie, wystają spod chmury szczyty. Nisko. Morze szczytów. Patrzę na zegarek, 13:38. Zgarniam do ręki kilka kamieni i chowam je do kieszeni.
Jak głodne psy
Ale może od początku: Projekt powstał już w zeszłym roku. Schodziliśmy z Peterem Hamorem po ostatniej części Tryptyku Himalajskiego, czyli po Broad Peaku. I oczywiście zaczęliśmy snuć plany na przyszłość. Wiedzieliśmy, że chcemy robić nową drogę w małym zespole. Wybór padł na zachodnią ścianę K2. Kilka miesięcy później, podczas festiwalu w Krakowie podszedł do mnie Dodo i spytał, czy może z nami jechać. Też pytanie! Mieliśmy trzeciego zawodnika. Powstał problem, gdzie się zaaklimatyzować. Po krótkiej decyzji zdecydowaliśmy się na Nangę Parbat, na drogę Kinshofera. Jest to droga "normalna" na wysokiej na ponad 3500 metrów ścianie Diamir. Na K2 chcieliśmy jechać tylko we trzech, w małym zespole. Na Nangę dołączyła do nas Kinga Baranowska z Robertem Rojo, zwanym Gorrim oraz Martin Gablik z Antonem Suchym i Rudolfem Bosjakiem. Trzy zespoły i jedna z najpiękniejszych gór świata.
W ramach treningu i eksperymentu do bazy pod Nangą udałem się na rowerze. W miarę podchodzenia do góry coraz rzadziej na nim jechał, a coraz częściej niosłem na plecach. Nie mogłem uwolnić się od myśli o zjeździe. Przyjmowałem zatem ze spokojem męczarnie targania ciężkiego roweru do góry.
...
Zobacz zdjęcia:
Pakistan
Pakistan - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj





















