Pierwszy raz wyruszyłem na wyprawę od początku do końca organizowaną przeze mnie. Pomysł wykwitł podczas rozmów z Peterem Hamorem w trakcie zeszłorocznego Tryptyku i jak widać od razu został zrealizowany. Jako aklimatyzacja przed głównym daniem, które szykowaliśmy na ten sezon... zachodnią ścianą K2.
NANGA PARBAT 2007 - JAK GŁODNE PSY czyli Alpinus Nanga Parbat Expedition


Piotr Morawski2008-03-05 16:00:20
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 3.00 z 5.00. 2 głosów oddanych
już widno. Śnieg nieprzyjemny. Mokry, ciężki, na warstwie lodu. Lawiniasty. W niektórych miejscach tak głęboki, że ledwie torujemy. Na szczęście siły są. Coraz mniej myślę. O wietrze, o torowaniu, o zmarzniętych nogach. Kiedy odpoczywam kopię nogami w śniegu. Albo nimi wymachuję. By jak najwięcej krwi krążyło w zmarzniętych palcach. Nie patrzę na świt. Na chmury pod nami. Jest skała, śnieg, wiatr. Kuluar, który nie ma końca. Małe pole śnieżne, które ledwie przechodzimy. Kopiemy w śniegu po piersi. Stoimy w miejscu. Nie ma zrezygnowania. Szczyt jest już zbyt blisko. Ale ogarnia przygnębienie. Tak wolno idziemy. Wtłaczam sobie w głowę, że przecież mamy cały dzień. Nie przyspieszymy. Metr za metrem do góry. Pełzniemy.
Kuluar, który wychodzi wprost na grań szczytową. W stopy jakby cieplej. Albo mi się wydaje. Śnieg mokry. Nie ustępuje. Widać już wierzchołek. Zostało niecałe 200 metrów. Nie patrzeć na zegarek! By nie widzieć upływu czasu. Powoli, krok za krokiem. Odwalamy swoją robotę.
Nagle czuję jak stok usuwa mi się spod nóg. Patrzę do góry. Przerażone oczy Petera. Stoi. Spod jego nóg sunie ława śniegu. Wyrywa mi ręce i nogi ze zbocza. Błysk w głowie. Lawina! Rozpaczliwie wbijam czekany jak najgłębiej. Kopię nogami. Opór. Jedna ręka zatrzymuje się. Potem druga. Masa śniegu zjeżdża między nogami. W panice patrzę na dół. Gdzie Dodo? Trochę z boku, ale jest. Ufff... próbuję uspokoić oddech. Nie wiem, jak, ale udało się nie zjechać. Serce wali. Siedzimy przytuleni do zbocza i patrzymy pod siebie. Bez słowa. Nic nie trzeba mówić.
Wiatr się wzmaga. Blisko przełęczy. Jeszcze końcówka kuluaru. Wyjeżdża kolejna deska. Mniejsza. Bardziej spodziewana. Chwilę później uciekamy w skały. Zapomniałem o palcach. Nadal potwornie zimno. Jest przełęcz. Łzy w oczach. Po lewej wierzchołek północny. Teraz patrzę dopiero jak pięknie.
...
Zobacz zdjęcia:
Pakistan
Pakistan - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj





















