Podróż przez Bałkany, zrealizowaliśmy w lipcu i sierpniu 2007 roku. Ruszając z Salonik w Grecji podążaliśmy konsekwentnie na północny zachód. Omijając zatłotoczne plaże Chorwacji odwiedziliśmy mało znane regiony Macedonii, Albanii, Czarnogóry i Bośni. Wyprawę zakończyliśmy w austriackim Villach, po przejechaniu ponad 1800 km na rowerach.
www.narowerze.net
Bałkany 2007 - podróż rowerowa cz.3

Mich_k2008-02-13 19:31:33
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 3.33 z 5.00. 6 głosów oddanych
robiły niesamowite wrażenie. Smukłe, skaliste grzbiety z ostrymi graniami i szczytami wystrzeliwały wprost z dna doliny. Droga wiła się po zboczach tuż nad rzeką. Czasem musiała przeskoczyć z jednej strony na drugą wąskim mostem. Gdy na rzece pojawiał się wysoki próg, droga wbijała się w skałę kilkusetmetrowym tunelem. Jazda była emocjonująca, byłaby znacznie milsza gdyby nie dość duży ruch na tej trasie. W Jablanicy skusiliśmy się na doskonałą rybę. Czort wie czy był to pstrąg, czy inny gatunek. Prosząc o 2 porcje dostaliśmy 4 w cenie dwóch, co było bardzo miłym gestem ze strony gościnnych Bośniaków.
Tam też zdecydowaliśmy się na opuszczenie Kanionu Neretvy i wjazd w góry. Skręciliśmy w boczną drogę udając się w kierunku regionu o nazwie Prozor. Oznaczało to dla nas kilkadziesiąt kilometrów podjazdu na wysokość 1200 m n.p.m. na Przełęczy Makjen. Dystans ten rozłożyliśmy sobie na 2 etapy, zatrzymując się u bośniackich Chorwatów na nocleg 13 km przed przełęczą. Był to jeden z najsympatyczniejszych noclegów podczas wyjazdu. Rodzina starszych państwa ugościła nas, organizując wspaniałą kolację, na której nie mogło zabraknąć obowiązkowych na Bałkanach: kawy i rakiji. Śniadanie zjedliśmy, korzystając również z gościnności Bośniaków. Na przełęczy byliśmy tuż przed 10:00 i po raz pierwszy na wyjeździe poczuliśmy orzeźwiający chłód. Na ostry zjazd trzeba było założyć windstopper. Krajobraz zmienił się nie do poznania. Otaczały nas łagodne grzbiety gór, porośnięte lasem lub łąkami. Co jakiś czas na zboczach majaczyły zabudowania. W tej części Bośni odczuliśmy najdobitniej skutki ostatniej wojny. Opuszczone wioski ze zbombardowanymi domami mijaliśmy co kilkanaście kilometrów. Między nimi ciągneły się pasy ziemi niczyjej, jeszcze nierozminowanej, o czym przypominały trupie czaszki powbijane gdzieniegdzie w ziemię. Mijało nas niewiele samochodów, a w miejscowościach raczej trudno było uświadczyć ludzi, może pojedyncze rodziny. Widać było wysadzone w powietrze, i do tej pory nie odbudowane, fragmenty linii kolejowych, dworce, mosty, jakieś fabryki. Wśród tych niechlubnych pamiątek ostatnich, strasznych czasów, ukazywał się krajobraz krasowy z pięknie wykształconymi lejkami, poljami, głęboko wciętymi dolinami rzecznymi, wąwozami. Tak podróżując dotarliśmy nad bardzo ładny Wodospad Jajce. Zresztą nieopodal zatrzymaliśmy się na nocleg nad sztucznym zbiornikiem wodnym. Kąpiel, której i tym razem nie odmówiliśmy sobie, nie była już taką przyjemnością jak wcześniejsze, górska woda była orzeźwiająca, ale dość chłodna.
Po trzech tygodniach podróży w upalnym południowym - śródziemnomorskim słońcu, bez jednej chmurki na niebie zdarzył się wyjątkowy dzień. Otóż docierając do granicy bośniacko-chorwackiej na niebie dostrzegliśmy rozbudowujące się cumulusy. To one miały zwiastować nam chwilowe załamanie pogody związane z przejściem chłodnego frontu atmosferycznego. Nie chcieliśmy uwierzyć, że w Chorwacji, do której ponownie wjechaliśmy może być zimno i deszczowo.
Park Narodowy Plitvickich Jezior stał się kolejnym celem naszej rowerowej włóczęgi. Załamanie pogody odstraszyło sporą grupę ludzi (w sezonie po parku wędruje do 10 000 ludzi dziennie), dzięki czemu więcej tego cudu natury mieliśmy dla siebie. Rowery zostawiliśmy na kwaterze, w której nocowaliśmy (nocleg tańszy niż na campingu! ok. 10
Zobacz zdjęcia:
Bośnia i Hercegowina
,
Chorwacja
,
Słowenia
Bośnia i Hercegowina - wybierz obszar, który cię interesuje:













































