• Relacji z podrózy: 17305
  • Zdjęć: 122762
  • Podróżników: 28284
  • Porad: 18790
  • Postów: 112579
  • Tematów: 10281

Rosyjska przygoda...

ismailija Wyświetlono: 128 razy 2008-02-02 18:07:26
  Ocena:2.65 (20 głosów)


24 maja 2003 roku, na warszawskim Okęciu, wsiedliśmy do samolotu linii Aerofłot lecącym do Moskwy.
Na Szeremietiewie czekał na nas wynajęty kierowca, który miał nas przewieźć do hotelu.

Hotel Mińsk. W centrum Moskwy – pokój 1 osobowy – 50USD.
Mnie trafił się ten cichszy, od podwórka.
Brudno, w łazience pleśń, kaloryfery gorące mimo, że za oknem temperatura
ok. 20 stopni C.
Na ulicach tłoczno. Młodzież i dzieci, którzy nie mieli problemu z ocenami skończyli rok szkolny. Przed innymi, jeszcze miesiąc na poprawki.
Z wymianą USD na ruble mieliśmy ogromny problem. W kantorach nie chcieli wydawać żadnych poświadczeń o wymianie i kursie, a nam potrzebny był tylko jeden „kwit”, aby rozliczyć się z pobranych pieniędzy ponieważ podróż była służbowa.
Udało się!
Zjedliśmy kolację na mieście, spotkaliśmy z Polakami (kartografami) mieszkającymi w Moskwie i do obskurnego hotelu. Jedna noc – wytrzymam.
Grzania nie udało się wyłączyć więc zostawiłam otwarte okno. Była piękna pogoda.
Około drugiej, obudził mnie okropny hałas...
Wyjrzałam przez okno.
O zgrozo!
Obok hotelu, ogromna betoniarka wylewała beton...
Sądząc po wielkości gruszki wiedziałam, że już nie pośpię..., a pokój był z tych droższych, cichszych (bo od podwórka) – 50 USD doba!

Rano: śniadanie w pokoju – hotelowe, mimo iż zapłaciliśmy za nie dodatkowo nie nadawało się do jedzenia.
Na szczęście nasi koledzy lepiej przygotowali się do podróży i zrobili pyszne kanapeczki.

Przyjechał po nas ten sam kierowca, który zupełnie nie rwał się do pomocy w przenoszeniu bagażu i ruszyliśmy jego brudnym busem w stronę moskiewskiej przystani.
Trochę potrwało zanim znaleźliśmy nasz statek.

„Oczarowannyj Strannik”.
Podobno jak na warunki rosyjskie standard: 5*, ale ...
Mieliśmy kajuty jednoosobowe z umywalką na najwyższym pokładzie.
Jednak dwóm naszym kolegom trafiła się „dwójka” najniżej.
O zgrozo...! Wolałabym spać na pokładzie...
W recepcji każdy dostał klucz do kajuty i przydział w postaci rolki „zgrzebnego” papieru toaletowego.
Kajuta - malutka, mniej więcej 2,5 na niecaę 2 m ( podobno wcześniej piętrowa dwójka), ledwie mieściły się w niej moje bagaże i ja sama.
Miejsce do spania (widać na zdjęciu) – wąska, krótka kanapka. Po kilku dniach zorientowałam się, że wysuwa się trochę i choć zostaje dziura od ściany to śpi się jednak wygodniej.
Klucze tak naprawdę konieczne nie były – każdym można było otworzyć każda kajutę, o czym przekonałam się osobiście...
Późnym popołudniem, kiedy już wszyscy (150 osób i sprzęt) byliśmy zakwaterowani, z głośników zabrzmiały dźwięki marsza, statek odbił od brzegu i ruszyliśmy na północ w stronę pierwszej śluzy na Wołdze.
Na każdym z pokładów kłębiło się po kilkadziesiąt osób ciekawych Rosji.
8 dni płynęliśmy do Sankt Petersburga.
Do Jarosławia Wołgą, a następnie kanałami Wołga – Bałtyk łączącymi jeziora: Rybińskoje, Biełoje, Ozierskoje i Ładoga.

Sto pięćdziesiąt osób: artyści z Polski, Czech, Słowacji, Węgier, Rosji i jedna Francuzka.
Zanim 27 maja dopłynęliśmy do Jarosławia byliśmy już dobrze zintegrowani.
Tu i w następnych portach – Czerepowcu i Pietropawłowsku czekali na nas mieszkańcy, dla których na wybrzeżu i na pokładach statku występowali: polskie Montion Trio, czescy Cyganie, Węgrzy grali czardasze, pantomima na szczudłach prezentowała nieprzeciętne umiejętności, a Słowaczka przy dźwiękach gitary Rudiego śpiewała prawie tak dobrze jak Edith Piaf.
I były „białe noce”, i pogaduchy, i tańce, i jedzenie suszonych ryb, którymi częstowały rosyjskie dziennikarki.
Im bliżej Petersburga tym więcej wkładałam na siebie rzeczy do spania.
Było po prostu zimno.
(2 czerwca o 7 rano, w Petersburgu było + 2 st.C.!)

A w Petersburgu wielka parada, powrót na statek, pożegnania, wymiana adresów i numerów telefonów. Ostatnia noc na przykrótkiej i wąskiej kanapce.
Następnego dnia ośmiogodzinna podróż upiornie śmierdzącym pociągiem do Moskwy.
Niestety nie można było otworzyć okien ponieważ były zaklejone taśmą.
Ale udało się. Na brudnym Szeremietiewie wsiedliśmy do polskiego samolotu i od razu poczułam, że jestem w Europie.

Zostało wiele zdjęć robionych aparatem analogowym więc niestety nie najlepszej jakości.
Zeskanowałam wiele tekstów po rosyjsku, lecz po zmniejszeniu okazały się nieczytelne
i nie warto umieszczać ich na stronie.

Cóż dodać?
Jedżcie!
Niesamowite krajobrazy, niesamowite wrażenia....


















Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:
RosjaWybierz obszar który Cię interesuje

RosjaChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju