Frajerstwa ciąg dalszy, czyli dzień trzeci...
Aaaaaaaaaaaaaaaaa oszukali nas!!

Perkoska2008-01-28 15:55:36
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 4.50 z 5.00. 2 głosów oddanych
Zrywamy się z wielkim bólem o 4 rano. Szybki prysznic, pakowanie i już jest piąta. Stoimy z wszystkimi bambetlami przed hotelem w oczekiwaniu na naszego kierowcę. O 5:15 dopada nas stres, że faktycznie po nas nie przyjedzie. 5:30 to już masakra, A idzie ze stresu do łazienki i zalicza pierwszą sensację żołądkową tego wyjazdu, pozostała trójka pali jednego papierosa za drugim. W międzyczasie P dzwoni do szefa i pyta co jest grane. Ten próbuje nas uspokajać i mówi abyśmy szli do Taj Mahal a potem kierowca nas znajdzie. My jednak nie jesteśmy w stanie delektować się widokiem mauzoleum. P dzwoni jeszcze do naszego kierowcy, ale w odpowiedzi dostaje tylko "wrong number". Załamani i zdenerwowani, że wtopiliśmy ponad połowę posiadanych pieniędzy decydujemy się na powrót to Delhi. Łapiemy dwie riksze i jedziemy na dworzec ko9lejowy. Tak pędem dopadamy prawie odjeżdżający pociąg i wleczemy się 4,5 godziny z powrotem do Delhi. Pociąg zapchany, a my jako białasy wzbudzamy zainteresowanie innych podróżnych nie mniejsze niż małpy w zoo. Dodatkowo ja jestem jedyną kobietą na cały ten cholerny wagon. Ale dajemy radę i po 10 docieramy do Delhi. Znów decydujemy się na riksze i tłumaczymy gdzie chcemy jechać. Pierwszy kurs kończy się pod drzwiami znajomego biura podróży naszego rikszarza. W złości opuszczamy tą rikszę i dalej udajemy się pieszo. Nigdzie nie ma nazw ulic i nikt nie jest Ci w stanie powiedzieć gdzie się właśnie znajdujesz. Błądzimy tak jakiś czas i w końcu trafiamy na posterunek policji. Może oni nam pomogą. Miły gliniarz wysłuchuje naszych tłumaczeń i następnie wychodzi z nami, łapie dla nas rikszę i tłumaczy kierowcy ostrym tonem i miażdżącym spojrzeniem cel naszej podróży. Dzięki tej pomocy wreszcie docieramy do naszego biura gdzie zamierzamy rozpętać małe piekło. W międzyczasie dzwonię do Caesara i proszę aby przyjechał nam pomóc, gdyż nie wiemy jak się sprawy potoczą. Czekamy na Cesara jedząc śniadanie w pobliskiej knajpce, a szef - Mr Radżan bardzo nas przy tym wszystkim pilnuje szczegółowo dopytując kim jest nasz znajomy. Najbardziej interesuje go kwestia czy jest Hindusem czy też może na jego szczęście jest biały. Trochę go rozczarowujemy mówiąc, że to Hindus. W końcu zjawia się Caesar i zaczynają się trwające całe wieki pertraktacje. Po paru godzinach wychodzimy z biura usatysfakcjonowani, dostaliśmy większy samochód, opracowaliśmy trochę mniej męczącą trasę i będzie z nami jeździł inny kierowca - jak się później okaże wcale nie cwaniaczek. Jesteśmy nieźle wypompowani tym wszystkim, więc jedyne na co się jeszcze tego dnia decydujemy to hotel i wygodne łóżko. Ustalamy ze następnego dnia bladym świtem ruszamy do Dharamsali.
Zobacz zdjęcia:
Indie
Indie - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj



















