Relacja dzień-po-dniu.
Gruzja i Armenia - zemleduch jedzie zwiedzać świat.
Zemleduch2008-01-23 18:21:26
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 5.00 z 5.00. 4 głosów oddanych
możliwość popluskania się w brodziku, a pod wieczór absolutny hit: Pan Kapitan zaprasza na mostek. A więc nasza zgraja ładuje się na mostek i zwiedzamy ten cud techniki. Pali 200 000 kg na jeden rejs. Mazutu chyba. A wieczorem? Impreza trwa! Śpiewy, tańce itp. I wiecie co? Butelki odkrywają swoje czwarte dno.
Potem nawet komando FOKI dokonało eksploracji niższych pokładów, na których spoczywały uśpione ważne wagony. Oczywiście przemknęliśmy, przez statek jak duchy. Niezauważeni.
Dzień 26
Wstajemy bladym świtem, koło południa i okazuje się, że stoimy. Znaczy dopłynęliśmy. Istotnie, w niedalekiej odległości port - Ilijczevsk (Odessa 2 - towarowa, destination dla ważnych wagonów). Rekonwalescencja. Dalszy ciąg smażalnianej praktyki pokładowej. A wieczorem coś burkneło, coś szurneło, silniki zawarczały i... wchodzimy do portu. Wchodziliśmy dobrą godzinę, kolejne dwie stracone na odprawie, więc po wydostaniu się z portu mamy nielichy problem jak dotrzeć do Odessy. Udaje się złapać przejeżdżający samochód, okazał się być taksą, i część ekipy ładuje się i po chwili mknie w kierunku miasta. Rozmyślamy co by spróbować jeszcze tej nocy złapać coś na Lwów. Jednak na dworcu okazuje się, że będzie to kosztowne, bo jedyna opcja to ekspres do Moskwy, z którego należałoby wysiąść w połowie drogi do Kijowa - w Żmirince i tam spróbować szczęścia w wypatrywaniu połączeń do Lwowa. Mariusz się decyduje, ja nie. Tak więc dochodzi do naszego rozstania - po prawie miesiącu wspólnych przygód.
Pozostaje Z Bertą, Onyxem i Simonem. Wizyta w MacDonald'się rozjaśnia nam trochę umysły w sprawie tego co możemy począć w Odessie. Jutro mamy packarte do Lwowa, ale wcześniej spróbujemy też popytać na dworcu autobusowym. A tymczasem przydałaby się miejscówka do spania. Dworzec wydaje się przytulny. Dworcowe kanapy do spania są obłożone, a w płatnej jakoś nieprzytulnie. Więc zaścielamy karimatkami kawałek korytarza koło kas, przywiązujemy Onyxa do plecaka i w kimono.
Dzień 27
Ktoś mnie szturcha w nogę. Wstawać! Już piąta, musicie stąd iść. Otwieram oko. Policjant. Dobri, dobri, wstaję. Odchodzi. Jeszcze pół godzinki. No dobra, jeszcze dwie. Zwlekamy się po siódmej i obieramy kierunek na dworzec autobusowy. Nie przynosi nam to zwiększenia opcji wydostania się z Odessy, ale dostarcza wrażeń. Mianowicie w miejskiej marszrutce padam ofiarą kieszonkowca. O ironio! Wróciłem do Europy. Na szczęście, wróciłem na miejsce kradzieży, kręcę się trochę i nagle patrzę, leci moja saszetka. A w niej wszystkie dokumenty. Straciłem w sumie zaledwie kilkadziesiąt złotych.
Wracamy na dworzec kolejowy, nabywamy bileciki i dalej zwiedzać miasto. Absolutny No1 Odessy Schody Potomkinowskie okazują się jakimś nieporozumieniem, wybetonowane schody, zupełnie nic specjalnego. A skoro przewodnik twierdzi (Pascal), że poza nimi w Odessie nic więcej ciekawego nie ma, pozostaje ruszyć na plaże i delektować się słońcem i innymi rzeczami. W bikini.
A wieczorem wsiadamy do pociągu. I to nie byle jakiego. Bo do domu. Znaczy do Lwowa, ale to już prawie jak w domu...
Dzień 28
Polska!!!
Zobacz zdjęcia:
Armenia
,
Gruzja
Armenia - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj
























