Główny cel wyprawy. Nigdy nie przypuszczałem, że tak daleko dojadę. Dla mnie to jest prawdziwy Fin del Mundo czyli koniec świata. Wszyscy tu się reklamują, że mieszkają na Fin del Mundo. Latarnia morska w środku kanały Beagle też jest Fin del Mundo.
Wyprawa na Fin del Mundo.CZ.V. Ziemia Ognista.


Henq2008-01-11 08:36:39
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 5.00 z 5.00. 1 głosów oddanych
del Fuego(35 peso). Przy bramie parku też się zatrzymujemy i kupujemy bilety wstępu(20 peso). Park zwiedzamy indywidualnie, bo grupa musiała by opłacić jeszcze przewodnika. Marta rozdziela bilety, gdyż można wrócić indywidualnie. Ostatni bus odchodzi o 19-tej z La Roca(taka baza turystyczna).
Najpierw idziemy szlakiem wzdłuż kanału Beagle, od zatoki Ensenada(przystań i parking) do zatoki Lapataia. Szlak bardzo urozmaicony - szare skały, wąskie ścieżki, kładki, zarośla, kwitnące drzewa (notra) i krzewy. Po 3 godzinach wędrówki wychodzimy z lasu na drogę koło kempingu Roca. Na trawiastym brzegu jeziora Roca mnóstwo wodnych ptaków, zające i jakieś jastrzębie, szukające odpadków na kempingu.
Teraz część grupy idzie nad lagunę Negra(łatwiejszy i krótszy szlak), a ja z Tatianą wybieramy trudniejszy szlak na szczyt Guanaco. Od razu widać, że szlak nie bardzo uczęszczany. Ciągle pod górę, wykroty, błoto i musimy uważać, żeby nie zgubić żółtych znaków. Spotykamy tylko dwóch turystów. Żaden nie doszedł na szczyt. Jeden(Amerykanin) wyszedł już ze strefy lasu, ale była mgła i zawrócił. Drugi (Francuz)doszedł do strefy śniegu. Było ciężko, grząsko,a żółte paliki oznaczające szlak, były prawie schowane w śniegu i też zawrócił.
My też doszliśmy do strefy śniegu. Idąc ostrożnie, skacząc z kępy krzaków na druga kępę, zdołaliśmy dojść w głębokim śniegu do przełęczy. Szczyt już był widoczny. Ponieważ było już koło czwartej, mogliśmy nie zdążyć na ostatni autobus, a nocować na tym pustkowiu nie mieliśmy ochoty, weszliśmy tylko na niższy wierzchołek (który nazwaliśmy Małe Guano) i zawróciliśmy. Droga powrotna była tak samo trudna, ale byliśmy przy Roca nawet przed czasem i bez kłopotu wróciliśmy do Ushuaia.
25.XI. O 9.00 podjeżdżają pod hotelik trzy taksówki(podobno taniej, niż bus), wsiadamy i jedziemy pod lodowiec Martial. Wysiadamy przy dolnej stacji wyciągu i dalej idziemy pieszo. Szlak dobrze oznakowany, choć po śniegu, ale pod spodem mamy twarde skały. Dochodzimy do lodowca i tu zatrzymujemy się. To pierwszy lodowiec, który poznajemy nogami, cały pokryty śniegiem. Grupa 4 Francuzów postanawia iść dalej, bo za szczytem Martial jest drugi lodowiec. Szlak dalej nieprzetarty, śnieg głęboki i zawracamy.
Spod dolnej kolejki wyciągu bierzemy tym razem busa, który dowozi nas do Aquarium. Tu można obejrzeć różne wodne stwory - kraby, małże, ślimaki, mureny, ryby itp. Na koniec jest film o morzu. To muzeum jest również w budowie. Pozostały czas poświęcamy na indywidualne zwiedzanie miasta.
Podziwiam grupę uczniów tutejszej szkoły, chyba podstawowej, którzy wyroili się na Paseo de Artesanos(skwer artystów) . Chodzą w białych fartuszkach, niemiłosiernie popisanych różnymi tekstami i rysunkami. Nauczyciele ubrani normalnie, bez wyszukanej elegancji. Jeden w krawacie - chyba dyrektor.
Niedaleko, na nadbrzeżu jest ciekawy pomnik. W betonowej płycie, ustawionej pionowo, jest wycięty kontur Wysp Falklandzkich (Malwiny). Jest poświęcony bohaterom wojny z Wielką Brytanią o te wyspy.
Zobacz zdjęcia:
Chile
,
Argentyna
Chile - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj























