Wyprawa na Fin del Mundo.Cz.IV – Patagonia.

henq Wyświetlono: 697 razy 2008-01-11 08:31:19
  Ocena:2.93421052632 (76 głosów)


Przekraczamy granicę z Argentyną.
Zdjęcia w fotorelacjach:El Calafate, Parque Nacional los Glaciares, Fitz Roy.


18.XI. Przejazd Puerto Natales - Calafate autobusem rejsowym. Na granicy chilijsko-argentyńskiej wysiadamy 2-razy. Kontrola paszportów, pieczątki, prześwietlanie bagaży. Idzie to dość wolno. Droga po argentyńskiej stronie na odcinku kilkudziesięciu kilometrów jest gruntowa i jedzie się znacznie wolniej. Okolica półpustynna.

Koło 2-giej po południu dojeżdżamy do Calafate, pieszo idziemy przez miasto około 1,5 km do naszego hotelu - Del Glaciar Libertador. Pokoje 4-osobowe, piętrowe łóżka, umywalka, prysznic i WC w każdym pokoju. Jest oddzielna stołówka i kuchnia do przyrządzania własnych posiłków. Do wieczora mamy już czas wolny na zwiedzanie miasta, wymianę pieniędzy, zakupy pamiątek. Mimo niedzieli dużo sklepików jest otwartych, supermarkety, ale kantor tylko jeden (inne zamknięte). Miasto lepiej zadbane niż Puerto Natales, choć samo niezbyt ciekawe. Banki, restauracje, sklepy i stragany z pamiątkami. Nieduże domki zadbane, czasem drewniane - widać, że miasto w rozwoju.

19.XI. Autobusem jedziemy do lodowca Perito Moreno(60 peso). Peso argentyńskie ma wartość zbliżoną do złotówki, choć nieco mniejszą. Wstęp do parku narodowego 30 peso. Wędrujemy wyznaczonymi szlakami. Najbliższy czoła lodowca punkt widokowy jest oddalony od niego o jakieś 200 m. Słychać trzaski w lodzie i huk brył odpadających od czołowej ściany do wody (wysokość 50-80m). Stateczki z turystami podpływające do lodowca też nie zbliżają się bardziej, obawiając się fali.

Koło 15-tej jesteśmy z powrotem w Calafate. Obiad, zakupy i zwiedzanie laguny Nimez. Jest to leżący w pobliżu miasta ptasi rezerwat, ogrodzony i trzeba kupić bilet wstępu - 2 peso. W ciągu 1 - 1,5 godziny można całą lagunę obejść i zrobić dużo zdjęć.

20.XI. 7.30 - wyjazd do Chalten autobusem rejsowym. Ponieważ mamy zamiar do tego hotelu wrócić, część osób zostawia tu duże plecaki. Ja biorę wszystko, gdyż nawet śpiwór może być w Chalten potrzebny. W Chalten jesteśmy 11.30. Przed wjazdem do miasta autobus zatrzymuje się przy siedzibie parku Los Glaciares. Podzieleni na dwie grupy (angielski i hiszpański) wysłuchujemy pogadanki o parku i o tym co wolno, a czego nie wolno. Nie wolno zanieczyszczać parku, potrzeby fizjologiczne załatwiać tylko w wyznaczonych miejscach, nie wolno myć naczyń w strumykach, ani nie prać. Nie karmić bezpańskich psów, bo idą za turystami do parku i atakują, będące pod ochroną, zwierzęta. Sprzed siedziby ładny widok na Fitz Roya i inne szczyty.

Na końcowym przystanku w Chalten czekamy, aż Marta załatwi nam jakiś nocleg. Niestety , wszystko zajęte. Zamawiamy wypożyczenie namiotów w jednym sklepie, plecaki zostawiamy w depozycie w schronisku i idziemy w góry, do Cerro Torre. Dochodzimy do Lago Torre po 3 godzinach marszu. Piękne widoki, dużo kwiatów, ptaków, strumyczki i jeziorka. Najładniejszy widok z Mirador del Torre.
Wracamy koło 9-tej, bierzemy bagaże, namioty i idziemy na pole namiotowe. Namioty ustawiamy prawie po ciemku. Dobrze, że księżyc był w pobliżu pełni. Namioty stare, zdekompletowane, ale jedną noc dało się wytrzymać. Ceny: wypożyczenie namiotu 3-osobowego -30 peso, karimaty - 10, śpiwora - 15. Nie jest tanio.

21.XI. Wstajemy o 6-tej rano. Na trawie szron. Zbudziło nas zimno. Szybko się pakujemy i zwijamy jeszcze wilgotne namioty. Idziemy do schroniska się umyć i coś zjeść. Biorę jajecznicę i kawę z mlekiem za 6 peso. Potem plecaki, namioty i resztę bagażu oddajemy do depozytu i idziemy w góry. Kierunek - Fitz Roy.

Trasa jest piękna. Las, jeziorka, kwiaty, ptaki, strumyki i ośnieżone szczyty i ciągle pod górę. Przystanek na Mirador Fitz Roy, skąd jest piękna panorama i tablica z nazwami poszczególnych szczytów. Najtrudniejszy jest odcinek od Poincenot nad strumykiem do ostatniej moreny przed jeziorkiem Lago de Los Tres, pnący się stromo pod górę, gdzie już brakuje drzew i cienia, a słońce świeci ostro. Nad jeziorkiem jestem przed 12-tą, a Tatjana i Agnieszka były już wcześniej(ustaliły rekord trasy dla grup MK Tramping - 3 godziny). Po drodze minęli nas trzej narciarze z nartami na plecach, idący na lodowiec.
Nad jeziorkiem, u stóp Fitz Roya, dłuższy odpoczynek, zdjęcia, jedzenie i picie. Wypiłem 1,5 litra mineralnej bez gazu i w strumyku znowu ja napełniłem . Gdy po 17-tej doszedłem do schroniska butelka była prawie pusta.
Po odebraniu bagaży i zwrocie namiotów idziemy na przystanek autobusowy i wracamy do Calafate, do hotelu Los G
laciares, gdzie jest reszta bagaży. Tu można odpocząć , wykąpać się lub cos zjeść. O 24.00 musimy opuścić hotel i idziemy na dworzec.

22.XI. Do 3-ciej czekamy na dworcu na autobus. Wyśpimy się w autobusie, gdyż czeka nas długa podróż. Najpierw jedziemy 600 km do RioGallegos, godzina przerwy i następnym autobusem do Ushuaia - kolejne 500 km. Droga do Rio Gallegos monotonna, hacjendy co 100 km, suchy , prawie pusty step patagoński. Czasem widzi się stadko owiec. Teren jest pofałdowany, ale czasem widzimy jeziorka i strumyki.
W Rio Gallegos nie opuszczamy dworca autobusowego, bo i czasu niewiele i nie ma tu co oglądać. (Pierwotnie mieliśmy tu nocować, ale Marta znalazła połączenie, które pozwoliło nam pokonać trasę z Calafate do Ushuaia w jeden dzień). Przekraczamy znowu granicę chilijską i znowu kontrole. Niektórzy mają jeszcze salami i pomarańcze, a żywności nie wolno przewozić. Staramy się zjeść jak najwięcej, bo to idzie do kosza. Straszą, że za jedno jabłko znalezione na granicy w bagażu, można zapłacić 100 dolarów kary.

Potem czekamy w Punta Delgada na przeprawę przez cieśnina Magellana. Wiatr był silny i obawialiśmy się , że przeprawa mocno się opóźni. Jednak kapitan promu uznał, że wiatr nie jest na tyle silny, aby przeprawę wstrzymać.

Przeprawa trwała około pół godziny. Fale były wysokie, takie, że bryzgi wody przelatywały przez cały pokład. Z tego względu drzwi autobusu były cały czas zamknięte. Kto wyszedł na pokład i chciał robić zdjęcia, był mokry. Przeprawa kończy się w Punta Azul i kontynuujemy podróż.

Robi się trochę bardziej zielono. Stada owiec coraz liczniejsze, a nawet pojawiają się stada bydła. Po powtórnym przekroczeniu granicy argentyńskiej jedziemy szosą wzdłuż wybrzeża Atlantyku. Im bliżej Ushuaia, tym większe lasy i wyższe góry. Krajobraz jak z Alp. Zatrzymujemy się tylko raz w Tolhuin, gdzie możemy coś zjeść. Potem jeszcze górska droga, przełęcz, ośrodki narciarskie z wyciągami i zjeżdżamy do Ushuaia. Koło 20-tej jesteśmy już zakwaterowani w hoteliku Torre al Sur.


Oceń relację  
Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:
ChileWybierz obszar który Cię interesuje

ChileChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju
Bitwa na Komentarze

  • Relacji z podrózy: 16877
  • Zdjęć: 116600
  • Podróżników: 22397
  • Porad: 18796
  • Postów: 84326
  • Tematów: 7979