Wyladowaliśmy w Nadi. Była niedziela po południu. Na lotnisku przywitał nas śpiewająco-grający zespół w kolorowych kwiecistych koszulach i z kwaiatami we włosach. Od razu poczuliśmy, że zmieniliśmy klimat - było naprawdę gorąco...
Rajskie wyspy Fidżi...
Włóczykije2008-01-09 21:04:39
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 4.50 z 5.00. 8 głosów oddanych
zawsze w jakiś sposób byli dyskryminowani i nigdy nie mieli i nadal nie mają prawa do nabywania ziemi, która pozostaje w rękach rdzennych fidżijczyków. W związku z tym jako naród bardzo zaradny i pracowity skupili się na handlu i prowadzeniu insteresów. Obecnie wszelkie małe i duże biznesy są w większości w rękach indo- fidżijczyków. To również powoduje różne niesnacki pomiędzy tymi dwoma grupami etnicznymi. Rdzenni fidżijczycy nadal nazywają indo-fidżijczyków, żyjących już od dwóch czy trzech pokoleń na wyspach jedynie gośćmi w ich kraju. Kilka lat temu po jednym z przewrotów wojskowych, który miał na celu niedopuszczenie indo-fidżijczyków do władzy, hunta wojskowa wezwała gości do opuszczenia kraju. Niestety jak widać Fidżi nie stało się tolerancyjnym multikulturowym społeczeństwem, tak samo jak Trynidad i Tobago, i wciąż jest targane przez silne wewnętrzne antagonizmy.
Kolejna ciekawa rzecz, która rzuciła nam się o oczy po przyjeździe do Suvy to stroje ich mieszkańców. Bajecznie kolorowa mieszanka hinduskich sari oraz kwiecistych, wielobarwnych sukien fidżijskich kobiet. Mężczyźni natomiast często noszą eleganckie "sulu" - spódnica za kolano z garniturowego materiału, do tego kwiecista koszula i klapki lub koszula, krawat i sandały. Akurat, przy pierwszym pobycie w Suvie była niedziela więc mieliśmy okazję zaobserwowania ich odświętnego ubioru. Rdzenni fidżijczycy w wiekszości przyjęli chrześcijaństwo a jako bardzo religijny naród przestrzegają niedzieli jako dnia odpoczynku i spędzania go wspólnie z rodziną. Dlatego też należy unikać niedzielnego odwiedzania fidżijskich wiosek w górach czy na odległych, mniej turystycznych wyspach gdzie ten dzień poświęca się najbliższym.
O dziwo, mimo ostrzeżeń przed nieustannym deszczem w stolicy i na wschodzie kraju zarówno w Suvie jak i na Caqelai była piękna słoneczna pogoda. Więc nam się udało i zadowoleni wracalsmy do Nadi, gdzie mieliśmy spędzić ostatnią noc przed wylotem do Sydney. Okazało się, że w hostelu czekał nas bardzo miły wieczór a właściwie noc. Poznaliśmy tam holenrda, który właśnie przepłynął Pacyfik na czymś w rodzaju kajaka. Samemu, wiosłując, na siedmiotetrowej łódeczce, którą wraz z przyjacielem zaprojektował i skonstruował, z wieloma przygodami po drodze, przez siedem miesięcy pokonywał trasę Peru- Fidżi (www.zeemanoceanchallenge.com). W tym czasie miał dotrzeć do Australii, która była prawdziwym celem jego podróży. Niestety, sztorm, zniczenia łódki i czas potrzebny do jej naprawy pośrodku Pacyfiku, na małej wyspie opóźniły dalszą częsć wyprawy. Nie zdążył dotrzeć do celu przed sezonem huraganów, który w tej częsci oceanu własnie się rozpoczął. Dopłynął więc na Fidżi, gdzie przyleciała powitać go żona z córeczką i przyjacielem. Świętowalismy razem z nimi słychając niewiarygodnych opowieści o przeżyciach pośrodku oceanu. Nie wiadomo nawet kiedy zrobiła się bardzo późna noc a my wyjeżdżaliśmy na lotnisko o siódmej rano. Zyczyliśmy więc sobie wzajemnie powodzenia, ponownego spotkania gdzieś, kiedyś w przyszłości i poslziśmy choć na chwilę się przespać.
Zobacz zdjęcia:
Fidżi
Fidżi - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj

















