Gruzja 2007 cz 4/4 - Zwiedzanie Gruzji i powrót
Odoakr Wyświetlono: 2887 razy 2008-01-05 20:02:54![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.58 (214 głosów) |
Relacja z wyprawy czterech studentów go Gruzji. Spędziliśmy w podróży 4 tygodnie, weszliśmy na Kazbek, zrobilismy trekking przez Kaukaz Wschodni, zwiedziliśmy Gruzję i mieliśmy sporo niesamowitych przygód... zdjęcia na www.misieksite.xt.pl
Jechaliśmy Toyotą Land Crusier, która podróżowali dość majętni turyści z Tbilisi - jedyne miejsca, jakie mieli wolne to małe, składane siedzonka w bagażniku. Po tylu godzinach oczekiwania nie marudziliśmy - przeciwnie, byliśmy wniebowzięci. Czekała nas trzygodzinna jazda po górskiej, szutrowej drodze. Z poziomu 1700 wjechaliśmy 1000 m wyżej na przełęcz a następnie zjechaliśmy do 600 m npm, po potwornych dziurach i niekończących się serpentynach. Gruzini, którzy nas wzięli doskonale znali angielski, wiec prawie cały czas rozmawialiśmy o Gruzji - jej problemach, polityce itd. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że kierowca był istnym rajdowcem, któremu sprawiało niezwykłą satysfakcję pędzenie na granicy przyczepności na skraju przepaści. Gdy po ponad 100 km szczęśliwie dojechaliśmy do asfaltu, odetchnęliśmy z ulgą...
Powoli robiło się ciemno. Michał już dojechał, znalazł miejsce na namiot, kupił nawet jedzenie i piwo oraz wysłał nam sms z informacjami jak do niego trafić. Jednak nagle nasz samochód zjechał z głównej trasy i zatrzymał się na parkingu przy restauracji. Na nasze zdziwione spojrzenia kierowca odpowiedział: "No co? Jest niedziela popołudniu! Wszyscy Gruzini w tym czasie idą na dobry obiad do knajpy!" Nie żartował - bardzo trudno było znaleźć wolne stoliki. Kierowca się zapytał co chcemy zjeść. Bardzo się uśmiał jak usłyszał: "cokolwiek, byle by to nie był proszek z paczki zalewany wodą". Po chwili nie mogliśmy uwierzyć własnym oczom: Chaczapuri, chinkari, szaszłyki z baraniny, warzywa pod wszelkimi postaciami, gruziński chleb, no i oczywiście olbrzymie baniaki czerwonego wina. Nie było nic lepszego na nasze żołądki, które już miały serdecznie dość żarcia z paczki. Ucztowaliśmy blisko godzinę, wznosząc co chwile kolejne toasty.
Kiedy z niewielkimi problemami dotarliśmy do Michała, był głodny i trochę wkurzony, że ominęło go świetne jedzenie. Biedak posilił się batonem i zupką z paczki... A należało mu się coś więcej bo znalazł polane na wzgórzu, z którego rozpościerał się cudowny widok na całą Mcchetę.
Rankiem upał wygonił nas z namiotów dość wcześnie. Po zwinięciu biwaku, zeszliśmy ze wzgórza ulicy i złapaliśmy marszrutkę do centrum. Pozwiedzaliśmy prawie wszystko, co wedle przewodnika warte zwiedzenia jest w Mcchecie. Oprócz starych, przepięknych, mających wielkie znaczenie dla Gruzinów cerkwi, miasto nie jest szczególne. Po kilku godzinach wsiedliśmy w marszrutkę do Tbilisi i po 30 minutach znów byliśmy na dworcu Didube. Planowaliśmy przedostać się do Kachetii, a w tym kierunku jakikolwiek transport odchodzi z dworca Samogori, dokąd przedostaliśmy się metrem. Samogori to plac, a raczej place, na których stoją dziesiątki Fordów Transitów.
| Oceń relację |
GruzjaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju














