Samotna wyprawa na Nordkapp.
Nordkapp? Jeszcze tu wrócę!

Piko652008-01-03 21:16:49
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 2.50 z 5.00. 2 głosów oddanych
Skandynawia przyciąga jak magnes. Czytałem wiele opisów rowerowych wypraw i postanowiłem skonfrontować je z rzeczywistością. Chciałem wykorzystać najdłuższe dni i już w kwietniu zamówiłem bilety na samolot. Szybciej i taniej niż promem, atrakcyjna cena za transport roweru. 14 czerwca wylądowałem na położonym na północ od Stockholm'u lotnisku Arlanda. Zamontowałem sakwy, napompowałem koła i w drogę. Starałem się kierować wprost drogami na północ. Gdy była możliwość jechałem bocznymi, czasem szutrowymi drogami. Gdy nie było takiej możliwości - "kręgosłupem" Szwecji, drogą E4.
Uppsala, Gavle, Sundsvall, Umea, Pitea, Lulea to tylko większe miasta mijane po trasie. Sosnowe lasy, jeziora, bardzo wartkie, szerokie rzeki, wzgórza Hoga Kusten i wszechobecne drewniane domy w kolorze miedzi. No i oczywiście brzeg zatoki.
W Tore pożegnałem morze i wzdłuż granicy szwedzko-fińskiej jechałem dalej na północ. W Kolari przekroczyłem granicę przez Muonio dotarłem do Norwegii. Po wręcz bajkowej Szwecji Finlandia okazała się bardzo surowa i monotonna. Karłowate brzozy zastąpiły sosny, mchy i porosty - trawę. Za Kautokeino zobaczyłem pierwszy śnieg, teren z pagórkowatego stał się górzysty. Z Alta po zwiedzeniu muzeum rysunków naskalnych skierowałem się (razem z poznanym Włochem) w kierunku przylądka. Po drodze deszcz ze śniegiem stały się standardem. I podjazdy bardzo często 9%. Olbrzymie wrażenie sprawił na mnie przejazd tunelem na wyspę Mageroya, na której znajduje się przylądek. 212 metrów pod poziomem morza, lód na poboczach i wyjące wentylatory tłoczące powietrze pod ziemię, do tego prawie siedem kilometrów długości robią wrażenie. Niestety nie udało mi się zaobserwować niezachodzącego słońca. Chmury około 22.00 szczelnie otuliły 307 metrową skałę przylądka. Widoczność spadła do kilkunastu metrów. W Honnigsvag rozstaję się z Vincenzo. On jedzie przez Finlandię, ja do Narwiku. Przeżyłem kilka niezapomnianych dni klucząc wsród fiordów i norweskich gór. Skały, woda i śnieg towarzyszyły mi aż do drugiego lipca. Z Narwiku autobusami przez Kirunę dotarłem do Lulea, a z tamtąd po 15 godzinach jazdy pociągiem dotarłem do Sztokholmu. Przepedałowałem prawie 2700 kilometrów. Czwartego lipca wieczorem zobaczyłem wreszcie noc. Na warszawskim lotnisku. Zdjęcia z wyprawy i szczegółowa relacja znajduje sie na moim blogu piotrkolenda.blog.onet.pl
Zobacz zdjęcia:
Norwegia
,
Finlandia
,
Szwecja
Norwegia - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj






















